Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (68/76) > >>

Funeris Venatio:
Anioł uniósł do góry ręce w geście zrozumienia i trochę bezradności, jakby oddalał to wszystko od siebie. Nie powiedział słowa. Obrócił się tylko, przeskoczył nad jeziorem lawy, na szeroko rozpostartych skrzydłach, łapiąc masy wirującego, ciepłego powietrza. Wylądował na drugim brzegu, gdzie uprzednio walczyli w demonami i rzucił do Dragosaniego, żeby już zaczynał. Miał mu nawet powiedzieć, żeby uważał, ale uznał to za totalnie bezsensowne.

Evening Antarii:
Na treningach w Bractwie Eve jako młoda dziewczyna przetrenowała prawie wszystko - od samoobrony w razie bójki przed karczmą do walki z demonami, a także mogła wyćwiczyć zwykłą sprawność fizyczną przez godziny biegów przełajowych, podnoszenie ciężkich worków z piachem i miliony powtórzeń przysiadów czy pompek, ale zejście stromym tunelem sprawiło jej nie lada kłopot. Oczywiście poradziła sobie, przyciskając dłonie do ścian po obu stronach i ostrożnie stawiając stopy, bokiem do kierunku schodzenia. Skrzydła, złożone ciasno, czasem o coś haczyły, raz nawet pomogły jej w uniknięciu spektakularnego upadku w dół, gdy rozłożyła je i oparła się nimi o ziemię, po czym bezpiecznie odzyskała równowagę. Po szczęśliwym dotarciu do groty, Evening dojrzała najpierw kości. To one zainteresowały ją najbardziej, gdyż zaintrygowało ją to, do jakiej istoty mogłyby należeć. Przykucnęła więc przy nich i jedną z nich, jakąś długą i dobrze zachowaną, wzięła do ręki i poddała szybkim oględzinom. Może wpadnie na pomysł, kto tu zginął.
Dalej były dwa zejścia... Oba niezachęcające, by nimi podążać. Któreś jednak należało wybrać. Padło na to zejście, gdzie w dół schodziła lina.
Anielica pchnęła kulę światła w dół, by poznać co jest niżej. A może uda jej się dojrzeć sam dół i przemieścić się tam?

Dragosani:
Dragosani odetchnął głęboko i chwycił za Włócznię. Jego demoniczna ręka zalśniła. Włócznia także. Broń i rękę Draga spowiły wyładowania elektryczne. Jednak wampir stał jak wryty, trzymając Włócznię. Nie odzywał się, nie krzyczał. Po prostu stał.


Funeris usłyszał znajomy już mu syk. Słyszał to już wcześniej. Gdy walczył z widmami. Syk ów zbliżał się. I był głośny, jakby wydobywał się w wielu widmowych gardeł. Jedno widmo wypełzło z dziury kilka metrów po prawej od anioła. Drugie po lewej. Trzecie nieco dalej, z przodu. Z innych dziur wychodziło ich więcej.

5x Popielne widmo


Kula światła anielicy oświetliła szyb prowadzący w dół. Ciężko było dostrzec coś konkretnego, lecz Evening powinna być w stanie się przemieścić na dół. Punkt ten był oświetlony i widoczny. Jednak nagle coś się stało. Usłyszała syk, podobny do tego, który wydawało z siebie widmo. Z tym, że ten był głośniejszy, jakby było tutaj więcej niż jedno nieumarłe stworzenie. Panna Antarii dostrzegła cień wspinający się w górę szybu, kierujący się ku niej. Kolejne widmo pojawiło się w przejściu którego nie zbadała. Syk trzeciego sugerował, że znajduje się ono za plecami skrzydlatej.

3x Popielne widmo

Evening Antarii:
Intuicja Eve nie zawiodła jej. Już przed wejściem tutaj anielica mogła się spodziewać obecności niematerialnych istot. Ale tym razem miała żelazny miecz, ha! I nie da się tak łatwo poddać, na pewno nie będzie uciekać jak poprzednim razem. Od razu, gdy usłyszała syk, chwyciła po pożyczone ostrze. Broń w mgnieniu oka znalazła się w jej dłoni. Anielica, słysząc zjawę za sobą, energicznie odwróciła się na pięcie, nadając swej broni energii do zadania ciosu. Ten nastąpił może sekundę później, wymierzony w eteryczne ciało widma tak, że przeszył je na wskroś. Eve miała nadzieję zyskać chwilę, by wymierzyć atak mający na celu spowolnienie drugiej zjawy, wychodzącej z niesprawdzonego przez nią wejścia. By mieć tego przeciwnika na chwilę z głowy, Antarii zaczerpnęła po magiczną moc Zartata, która w niej się znajdowała. Skierowała swą wolną dłoń w stronę widma, wykrzyknęła inkantację -Aenye! i w tym momencie w zjawę uderzył snop srebrnego światła, oślepiający i odurzający przeciwnika.
Anielica najbardziej chciała pozbyć się tego jegomościa, który wspinał się po linie. Miała zamiar bezpiecznie przemieścić się na dół. Teraz odskoczyła jednak od zejścia na dół i czekała aż widmo ukarze się jej całe.

//1x popielne widmo, 1x ogłuszone popielne widmo
Chyba

Funeris Venatio:
Szedł za starcem dłuższą chwilę, walcząc z dmącym wiatrem i obezwładniającym zimnem. Jego ciało, które od dawna było już tylko powłoką, nie główną osią jego jestestwa, zdawało się jednak czuć każdy pojedynczy aspekt tej zawieruchy. ÂŚnieżyca gnała przed siebie, zabierając za sobą życia i dobytek, grzebiąc wszystko i wszystkich pod grubą, masywną warstwą białego puchu.
Funeris widział przed sobą starca, który nie zważał na żadne składowe pogody, po prostu idąc z uporem przed siebie, wspomagając się nieznacznie laską. Zdawało się, że raczej dla zasady, niż z potrzeby. Zavis'sus skręcił nieco w prawo, potem znowu, by wyrównać marszrutę, kierując prosto przez pole. Nie rzekł ani słowa, nie zatrzymał się na moment, nie obrócił. W pewnym momencie spojrzał jednak w gwiazdy, skryte za grubą warstwą śniegowych chmur, jakby widząc je mimo wszystko. Wtedy zatrzymał się, cofnął o krok, znowu spojrzał w górę. Chwilę myślał, przesunął się to w prawo, to do przodu, stawiając pół-kroki, delikatnie dozując zmianę odległości. Archanioł doszedł właśnie do niego, zatrzymując się ze trzy, może cztery metry za nim. Osłonił twarz, przyglądając się.
Starzec laską odgarnął śnieg, a ten, niby zaczarowany, jakby pomagał mu się odsunąć. Uciekał spod razów jego drewnianej laski, czyszcząc teren wokół. Funeris zdał sobie sprawę, że wokół mężczyzny tworzy się bąbel, gdzie śnieg przestał padać, jakby odbijał się od jego zewnętrznych ścian. Wiatr ucichł tam totalnie, panował dziwny, głuchy spokój. Skrzydlaty postąpił krok naprzód, żeby wejść w środek tego zjawiska, przenikając bez problemów przez zewnętrzną powłokę. Szybko zdał sobie sprawę, że bąbel objął by go mimo wszystko, nie musiał się przemieszczać.
Stanął obok towarzysza, patrząc pod nogi, tak jak i on. Obydwoje spoglądali na zamarzniętą taflę jeziora. Lód skuł ten zbiornik wodny już na początku zimy, trzymał aż do tej pory. Pokrywa lodowa była wcale gruba, niezbyt przejrzysta, co też trudno było określić dokładnie z racji później nocnej godziny. Starzec jednak stuknął swoją laską, tworząc kilka niebieskich, pełgających między ich nogami iskier. Rozjaśniły one ich podłoże, po chwili również sprawiając, że było ono przejrzyste i zaczynało nabierać pełnych kolorów. Archanioł przyglądał się uważnie, próbując wypatrzyć tam jakiś konkretny kształt czy obraz.
Szybko zauważył, że widzi jaskinię, otoczoną mrokiem z prawej i ciepłem z lewej. Gdzieś pośrodku, może nieco bliżej blasku, dostrzegł postać. Nie zajęło mu dużo czasu, by zdać sobie sprawy, że tą postacią jest on sam, sprzed lat, stojący samotnie w jaskini, gdzie odnaleźli włócznię demona. Archanioł, jeszcze wtedy przedstawiciel niższego chóru, w prawej dłoni miał ciemny, żelazny sztylet, w lewej pełgające, mleczno-niebieskie światło. Cofał się, będąc otaczanym przed popielne widma. Odciągał je wyraźnie od swojego przyjaciela, który stał dobrych kilkanaście metrów dalej. Sam ostrożnie sondował przestrzeń obok, widząc kolejne i kolejne, wyłaniające się w dziur istoty. Sam nie atakował, jeszcze nie.
- Trochę skrzydła sobie wtedy ubrudziłeś, nieprawdaż? - powiedział dość niespodziewanie Sulimczyk. A Funeris tylko patrzył w taflę jak w zwierciadło, jakby nie pamiętał, co stało się w następnych chwilach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej