Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
Dragosani wrócił do swojej naturalnej postaci, lądując na występie skalnym, tuż przy Włóczni. No i przy Funerisie, który też tam podleciał. Obaj mogli więc przyjrzeć się Włóczni. Była prosta i długa na nieco pond dwa metry. Na tyle przynajmniej można było oszacować jej długość. Wszak część była w skale. Była wykonana z czarnego metalu, który przypominał nieco czarną rudę. Jednak jej powierzchnie pokrywały żarzące się, pomarańczowo-czerwone linie, wyglądające nieco jak żyły. Podobne żyły pokrywały skałę, odchodząc od miejsca wbicia Włóczni. ÂŚwieciły się lekko. Jednak już nie pulsowały, tak jak to miało miejsce przed zniszczeniem łańcuchów. Nie było na niej żadnych znaków czy run. Funeris czuł wewnętrzne obrzydzenie gdy patrzył na Włócznię. Jakby coś odrzucało go na sam jej widok.
Kula światłą poszybowała w dół tunelu, rzucając blask na pogrążone w ciemności skały. Evening zaś ruszyła za kulą. Zejście w dół nie było łatwe. Tunel był strony i wąski. Wybitnie niewygodny do schodzenia. Humor jednak poprawić mogło wyobrażenie Funerisa schodzącego z nim. Kto wie, może cię przewrócił i zjechał na tyłku na sam dół?
Na dole anielica trafiła do groty. Była ona nieco wyższa od tunelu, więc kobieta mogła się wyprostować. Kula światła pozwalała na obejrzenie otoczenie. W pierwszej kolejności Evening zwróciła uwagę na kości, które leżały na ziemi. Nie wyglądały one na ludzkie. Kolejnym elementem otoczenia jakie dostrzegła panna Antarii były dwa przejścia. Jedno było po prawej stronie. Kierowało się poziomo i niknęło w ciemności. Drugie znajdowało się niemal naprzeciwko tunelu którym tutaj dotarła. Kierowało się w dół. Do jednego z głazów nieopodal przywiązana była lina, spuszczona właśnie w tę dziurę.
Funeris Venatio:
- Nie podoba mi się to... - mruknął, słowa kierując w dużej mierze do samego siebie. Obejrzał włócznię wyraźnie dookoła, spojrzał na nią spod każdego kąta i z każdej strony. Wyglądała mniej niezwykle niż niektóre rzeczy, które napotkał na swojej drodze w krótkim, acz intensywnym życiu. Ale tak jak tamte wszystkie rzeczy nigdy go specjalnie nie odrzucały, tak tej włóczni nie chciał dotykać. Nie chciał na nią patrzeć, nie chciał jej czuć, a czuł ją każdym jednym zmysłem swojego ciała. Nawet zmysł równowagi szalał, gdy podleciał na ten skalny występ. Robiło mu się niedobrze.
- Wyciągamy? - zapytał niepewnie Dragosaniego.
Dragosani:
Dragosani milczał przez chwilę.
- Po to tu przybyliśmy - powiedział w końcu. Podrapał się po brodzie. - Pytanie jednak, jak powinnyśmy to zrobić? Ja? Ty? Razem? - zaczął rozmyślać. Znów się podrapał po brodzie. - Wszak nie jest to zwyczajna włócznia, więc jest zapewne w jakiś sposób zaklęta. Twoja anielska intuicja coś ci mówi? Poza tym, że nie podoba ci się to?
Funeris Venatio:
- ÂŻe chce mi się rzygać - powiedział wprost, patrząc Dragosaniemu prosto w oczy. Już w momencie odpowiedzi wiedział, że nie chce jej dotknąć, ale jednak to zrobił. Po prostu, bez ceregieli, wyciągnął do przodu dłoń, naprawdę walcząc z mdłościami, i po prostu trącił włócznię palcem. Zupełnie jakby chciał uderzyć w szklankę, by zwrócić czyjąś uwagę na przyjęciu, bądź jakby próbował pozbyć się pająka ze swojego kolana, wystrzeliwując go daleko przed siebie.
Dragosani:
Coś strzeliło. Funseris poczuł uderzenie obcej mocy, które odrzuciło jego dłoń gdy tylko trącił Włócznię. Jak gdyby broniła sie ona przed dotykiem anioła. Energetyczny cios był mocny, jednak nie na tyle aby pchnąć skrzydlatego w lawę. Co by się stało, gdyby chwycił drzewce (wcale nie drewniane) całą dłonią? Tego nie widzieli.
- System obronny? - zasugerował Drago. Spojrzał na swoją demoniczną rękę. Zbliżył ją do Włóczni. Niemalże niewidzialna energia zdawała się zacząć przepływać pomiędzy nimi. Lekkie drżenie powietrza, jakby rozgrzanego.
- ÂŁoo... - westchnął wampir. - Czuję... - zaczął. - Zew - dodał, nie bardzo chyba mogąc znaleźć odpowiednie słowa. Spojrzał na anioła. - Lepiej się odsuń. Jakby stało się coś złego czekaj i obserwuj. Gdyby stało się coś bardzo złego uciekaj i powiadom Lucjusza i Galahada. Będą wiedzieli co robić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej