Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Funeris Venatio:
- No to wyciągajmy... - wzruszył ramionami, wskazując przyjacielowi na włócznię. On był egzorcystą, znawcą demonów, Bestią w niejednym tego słowa znaczeniu. Lepiej, żeby to on powiedział co będą robić i jak do tego podejdą.
- Swoją drogą, myślisz, że Wieczorek jeszcze lata nad wulkanem?
Evening Antarii:
-Ale żadna z tych rzeczy nie wydarzyła się. Czym jest w ogóle to serce góry? Jakimś magicznym artefaktem?- dopytywała, gdy szła za I'karem. Chciała się spytać, czy mu pomóc, poprowadzić za łapę... Ale kunanin tak dobrze sobie radził, że dziewczynie pozostało jedynie podążanie za nim.
Dragosani:
Drago spojrzał na Włócznię. Potem na lawę, która otaczała występ, który to umożliwiał dostanie się do wbitej broni.
- Jakby nie mogło być wygodnego mostku... - mruknął do siebie wampir.
- Eve? A cholera wie. Chociaż pewnie byśmy ją usłyszeli, gdyby szła za nami. - Wyszczerzył zęby. - Co ty na to, aby w takim przypadku paść na ziemie i udawać trupy? - zasugerował niesamowicie zabawny żart z młodej anielicy. Ależ to byłoby komiczne! No ale nadchodzącej Evening nie było słychać. Antares znów spojrzał na Włócznię. Nie chciało mu si ę skakać nad lawą, więc przywołał swoje wampiryczne moce i zmienił formę na nietoperza. Zatrzepotał skrzydełkami w powietrzu i poleciał w stronę Włóczni, bezpiecznie przelatując nad lawą.
- Serce góry to serce góry - wyjaśnił J'kar. - Tylko tyle i aż tyle. - I chyba nie miał zamiary tłumaczyć nieco bardziej szczegółowo, gdyż zamilknął. Przeszli spory kawałek po stoku wulkanu, az kot zatrzymał się.
- To tutaj - powiedział. Wskazał wejście do podziemi. Była to niewielka dziura w zboczu. Z jednej jej strony spoczywał spory głaz, z drugiej zaś karłowate i martwe drzewko. Ciężko byłoby ja dostrzec bez pomocy. Jej średnica była nieduża, lecz drobna Evening nie powinna mieć problemów z zejściem tam, jeżeli tylko złoży skrzydła. Tunel schodził w dół pod kątem około czterdziestu pięciu stopni i niknął oczywiście w ciemności. Intuicja panny Antarii szalała. Coś tam było.
Funeris Venatio:
Wyraził aprobatę dla całego przedsięwzięcia z udawaniem martwego. Naprawdę uważał, że mogłoby to być wcale zabawne. Albo jeżeli nawet nie martwego, to może udawać, że jest się opętanym i że albo walczy się między sobą, albo przeciwko Evening właśnie. Dodał na koniec, że jeszcze o tym będą musieli pomyśleć, jak usłyszą, że ona nadchodzi. Tymczasem wzleciał kawałek w górę i przez jezioro lawy, nie mając szans spaść w dół przy takiej ilość ciepłego powietrza unoszącego się ku górze. Wylądował więc obok wampira, spojrzał na włócznię.
Evening Antarii:
-Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. Zgaduję, iż nie zamierzasz wchodzić tam ze mną?- odezwała się, gdy dotarli do wejścia do jaskini. Tym razem nie mogła zignorować przeczucia. Położyła dłoń na rękojeści żelaznego miecza, by móc go szybko dobyć. Inkantację -Izeshar!- stworzyła nad wolną dłonią kulę światła, którą telekinezą pchnęła do środka tunelu. Wnętrze było teraz dobrze widoczne. Zejście wcale nie zachęcało do wchodzenia tam, ale cóż można było poradzić. -Bywaj I'karze. Może jeszcze będzie okazja się zob... spotkać- poprawiła się szybko. Powoli skierowała swe kroki w dół. Musiała ostrożnie stawiać stopy, by nie ześlizgnąć się prosto w dół.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej