Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skrzydła i szpon
Dragosani:
- Yyhhrr... - odpowiedział jej Krecik, oddychając ciężko. Mrugnął raz, potem znowu... i jeszcze raz. Problem w tym, że tylko jednym okiem. Drugim mrugał cały czas. Co to mogło znaczyć? i czy miało jakieś komunikatywne znaczenie?
Tymczasem widmo zaczęło się znów poruszać. Jego syk wzmógł się, macki zaczęły się unosić. Zjawa otrząsnęła się ze skutków zaklęcia i ponownie stała się groźna. Wzniosła przed siebie ręce i przywołała swoją magię. Podmuch ognia buchnął w stronę anielicy i lezącego Krecika.
Evening Antarii:
-Ashush!- krzyknęła anielica po zebraniu w sobie energii, zauważając, iż zjawa odzyskuje siły. Jej tarczę otoczyła teraz cienka magiczna błona, mająca za zadanie ochronić ją przed ognistymi atakami. Poczuła gorące powietrze na twarzy. Stwierdziła, że Krecikowi niewiele życia pozostało, a nawet jeśli, to w tym momencie ból i obrażenia sprawiły, że nie miał on możliwości ani się ruszyć, ani cokolwiek przekazać nawet drobnym gestem. Cóż, teraz pozostało jej bronić tylko siebie, a jeśli Krecik ma trochę szczęścia, to uda mu się przeżyć do końca walki, która odbywa się wokół niego. Oby Zartat był dla niego łaskawy.
Evening była na siebie niesamowicie zła... Nie z takimi przeciwnikami miała do czynienia w przeszłości i dawała radę. Tutaj zaś męczyła się z jakąś zjawą. I pewnie może ich się tu pojawić więcej. Niestety nie przygotowała się do wyjazdu tak dobrze, jakby chciała. Stwierdziła, że musi stąd znikać jak najszybciej. Po prostu odleci. Lecz najpierw jeszcze raz musi ogłuszyć zjawę, by nie goniła jej przypadkiem przez pół Zuesh albo i dalej. Potem, gdy zjawy tam nie będzie, wróci po Krecika i weźmie go do miasta, jeśli w ogóle będzie co zbierać. Może nie był to najlepszy plan, ale coś należało zrobić. Cokolwiek.
Postanowiła użyć tego samego zaklęcia co niedawno. Przynajmniej wiedziała, jak zadziała na widmo, i że da jej trochę czasu. Poprosiła w myślach boga o cząstkę swej boskiej energii. Czuła, jak ją wypełniała moc Zartata. To pozwoliło jej uderzyć w zjawę błyskiem niebios. Gdy wypowiedziała inkantację -Izeshar upishosh!, przeciwnika znowu zalał słup oślepiającego światła pochodzącego od samego boga. Tymczasem Evening cofała się do wyjścia z groty, patrząc jak świetlisty atak otoczył niematerialną formę zjawy. Gdy była już na zewnątrz, momentalnie odbiła się od wulkanicznego podłoża i wystrzeliła w górę, wzbijając skrzydłami tumany kurzu. Po kilku sekundach intensywnego wysiłku znalazła się kilkaset metrów nad ziemią i leciała w stronę miasta. Sprawdziła, czy widmo jej nie goni. Bardzo szybko przemieszczała się, wyprzedzając w locie ptaki i rozwiewając chmury. Wypatrywała w dole Funery i siedziby Chevalier. Albo byle wioski. Potrzebowała tylko żelaznego miecza!
W głębi ganiła się za tak prostackie i niegodne anielicy zachowanie. Proszenie się o miecz. Ale cóż. Później musiała tam wrócić po Krecika, gdyż nie wiedziała gdzie szukać Funerisa z Dragiem, a on wiedział dokąd poszli. Jeśli Krecik będzie w zbyt opłakanym stanie, to na własną rękę poszuka śladów bytności króla i anioła.
Dragosani:
Umagiczniona tarcza Evening ocaliła anielice i Krecika przed ognistą śmiercią. Co prawda dla Krecika zapewne to niewiele znaczyło... Zjawa ponownie potraktowana zaklęciem została ogłuszona po raz drugi. Panna Antarii mogła się ewakuować. Problem polegał na tym, że Chevalier był spory kawałek drogi stąd, nawet lotem. A Funera jeszcze dalej.
Evening Antarii:
ÂŁapiąc prądy ciepłego powietrza można było naprawdę daleko polecieć nie ruszając nawet skrzydłem. Zuesh jest zaś ciepłą wyspą i na pewno takich wznoszących słupów powietrza nie brakowało. Szybowanie było wręcz przyjemne. Jednak anielica nie mogła zbyt wysoko poszybować, gdyż liczyła na to, iż wypatrzy w gęstym lesie jakąś wioskę, gdzie dostanie choćby żelazny sztylet. Może na trasie do Chevalier leżały takie niewielkie osady i Evening uda się choć jedną z nich wypatrzeć. Jeślni nie to trudno. Wtedy poprosi o broń w zueskiej siedzibie Bractwa.
Dragosani:
Po drodze do Chevalier osady rzecz jasna nie było. Evening z pewnością pamiętałaby ją z ich podróży na stok wulkanu. Więc pozostawał sam fort Bractwa. Ostatecznie po locie, który krótki nie był anielica spostrzegła w oddali zabudowania. Ich kształt był znajomy, pamiętała je. Była to twierdza Chevalier .
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej