Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (55/76) > >>

Dragosani:
- Mhm, mniej więcej - odparł Dragosani. - Potrafię to przeczytać i jako tako przetłumaczyć. Nie wypowiem jednak na głos oryginału. Lepiej nie wymawiać słów z tego języka... Szczególnie w miejscach takich jak to. Ale do rzeczy. To nawet nie są słowa inkantacji. Raczej... modlitwa? - zapytał sam siebie. - Wzywanie mocy Olemboga, jednego z demonów boskich, aby ów zapieczętował swoją włócznię. - Wampir wskazał na szpikulec w ścianie. - Więc to musi być Włócznia Olemboga. - Potem wskazał na łańcuchy i stalagmity. - A to jej pieczęć.

Funeris Venatio:
- Włócznia Olemboga, mówisz? - zapytał wampira, patrząc na niego z wielkim zaciekawieniem. Powiódł wzrok z powrotem na szpikulec, następnie na łańcuchy, stalagmity, znowu na wampira i tak jeszcze raz. Przez głowę przeszło mu kilka myśli, które odrzucał po kolei, uznając je za nierealne lub niepraktyczne. Odsunął się wreszcie od swojej części układanki, spokojnie podszedł do swego suzerena na tym łez padole, który nazywają królestwem Valfden. Położył mu dłoń na ramieniu.
- Kiedyś Marknurrowi odebrałem Berło Zewolli, wiesz? I powiem Ci, że dziwne gówna się tam działy, jak ten skurwiel miał to w łapie. Bardzo, bardzo dziwne gówna... - dodał wymownie, patrząc prosto w twarz Dragosaniego.

Dragosani:
Drago zamyślił się, patrząc na włócznię. Kiwnął głową.
- Słyszałem nieco, a i czytałem archiwalne raporty. Ale nie miałem okazji usłyszeć tego od bezpośredniego świadka wydarzeń. - Spojrzał na anioła. Potem na jego dłoń, spoczywająca na jego własnym ramieniu. - Więc najpierw zabierz rękę, a potem w skrócie opowiedz co wiesz. Ta włócznia jest pochodzenia demonicznego, nie boskiego, lecz może pozwoli to nam w jakiś stopniu wydedukować jej właściwości.

Funeris Venatio:
- W skrócie? - zasmucił się. Zdjął rękę z barku przyjaciela, obrócił się w stronę włóczni, krzyżując ręce na piersi.
- Hmm, jak to było? No wchodzimy sobie do takiej komnaty, a tam ta szmata Urzjel budzi Marknurra tym berłem. Ten wstaje, rozgląda się i widzi naszą czwórkę. Niestety w dłoni miał berło, takie nawet ładne, zielone. Jakkolwiek się go atakowało, nie działało. Miecz albo ślizgał się po skórze, albo ten skurwiel regenerował każde rozcięcie w czasie krótszym niż mgnienie oka. Nie było jak go trafić. Zbijał każdy atak, a sam był mocny i twardy niczym ten zielony koleś z legend. Halk? Jakoś tak - upewnił sam siebie. - Ostatecznie pomogło chyba to, co jest jedną z domen naszego ukochanego Zartata. Nadzieja. Nadzieja, wiara, żarliwa modlitwa i nieustępliwość. Wydaje mi się, że sam Zartat interweniował w jakimś boskim akcie, bo udało mi się odrąbać demonowi rękę, w której trzymał owe berło. Bez berła był już tylko zwykłym, zdezorientowanym tworem, który rozpadł się na kawałki pod naszymi mieczami.

Dragosani:
- Mhm - Dragosani zakomunikował przyjęcie do wiadomości słów Funerisa. - Będziesz musiał mi o tym opowiedzieć szczegółowo. Ale to jak wrócimy. Teraz trzeba się zastanowić co robimy z tym. - Kiwnął głową w stronę Włóczni. - Oczywistym wydaje się to, że jest ona powiązana w jakimś stopniu ze skazą, o której mówił J'kar.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej