Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (51/76) > >>

Dragosani:
- No tak trochę - odparł Drago, szczerząc zębiska. Minął Funerisa i wszedł w zakręcający tunel, który miał okazję zbadać już wcześniej. Widniała w nim lekka łuna światła. - Zobacz to - powiedział jeszcze do anioła, gdzieś zza zakrętu. Znajdowało się tam przejście do kolejnej groty. Była duża, sięgająca głęboko. Przez jej środek biegł wąski, skalny "mostek". Pod nim, w dole... bulgotało jezioro lawy. Za mostkiem było, rzecz jasna, przejście dalej. Wąpierz stanął na skraju mostku i spojrzał w dół.
- No nieźle... - skomentował. - W ogóle całe to wnętrze góry wygląda nieco nienaturalnie, zauważyłeś? Te przejścia, duże groty... zupełnie jakby ktoś je zaprojektował.

Funeris Venatio:
- Już od początku, jak tylko szliśmy przez pierwszy tunel - odpowiedział mu, zasłaniając twarz dłonią, gdy podszedł nieco bliżej bijącego gorącem jeziora. Spojrzał w dół, tak bardzo, jak się tylko dało, próbując coś chyba wypatrzeć. Sam nie był pewien dlaczego tam zagląda, przecież nie zobaczy tam skaczących różowych jednorożców, które zjadają sobie małe brzoskwinki z niewysokich drzewek.
- Natura nie buduje pod linijkę, a pierwszy tunel miał dziwnie regularne kształty. Mniej by mnie to zastanowiło, gdyby na jego ścianach były jakieś skały magmowe, ale niewiele z tego udało mi się dotrzeć. Myślisz, że wulkan to tylko przykrywka?

Dragosani:
- Czyżby dla tego "Serca Góry"? - podsunął wampir. Wszedł na skalny mostek i ruszył przed sobie. Przejście było bardzo wąskie. Na raz mogła się na nim zmieścić jedna osoba, a to i tak z trudem. Rzecz jasna dla wampira takie coś nie stanowiło najmniejszego problemu. On zapewne mógłby spokojnie spacerować po linie. Zerknął przez ramię na anioła.
- To jak, idziesz, czy stchórzysz i podlecisz? - zażartował. Jego dragowy uśmiech był oświetlany przez blask lawy bulgoczącej na dole.

Funeris Venatio:
- Stchórzę i przelecę - odparł z miejsca, nawet nie zastanawiając się, czy chce mu się balansować po niewielkim, kamiennym mostku nad rozgrzanym do czerwoności jeziorem lawy. Schował miecz do pochwy, co by mu nie wypadł z ręki, gdyby coś się niespodziewanego stało. Cofnął się nieco, ledwie kilka kroków, by podbiec do przodu tuż przed wybiciem się w powietrze. Skrzydła momentalnie złapały ciepłe powietrze, które przesuwało się ku górze. Trochę wierciło i wirowało, dawało jednak porządną siłę nośną. Funeris przeleciał więc jezioro, starając się frunąć bezpośrednio nad mostkiem. Wylądował obok wampira.

Dragosani:
- Ominąłeś całą zabawę - skomentował Drago, gdy znaleźli się po drugiej stronie mostku. No ale nie było co dalej komentować, należało kontynuować podróż w głąb ziemi. Obowiązki walki z siłami Chaosu wzywały. Ruszyli więc dalej. Schodzili w dół. Powietrze robiło się coraz cięższe, temperatura rosła. Intuicja Funerisa szalała. Wyraźnie czuł tutaj coś... lub raczej COÂŚ. Dragosani także chyba coś wyczuwał albo nawet widział. Rozglądał się czujnie, obserwując pozornie puste zaułki. Obaj wybrańcy ślepego losu czuli, że zbliżają się do rozstrzygnięcia. Przecisnęli się przez wąską szczelinę. Anioł miał z tym pewne problemy z racji swoich skrzydeł. Lecz dzięki duchowemu wsparciu Dragosaniego zdołał przejść. I trafili do kolejnej dużej groty. Była podłużna, ciągnęła się dobre kilkadziesiąt metrów. Jej wnętrze zdobiły stalagnaty i inne, pomniejsze stala-twory. W podłożu ziało kilak dziur, których dno niknęło w mroku. Należało więc uważa ć, aby w nie nie wpaść. Na końcu, po drugiej stronie niezbyt naturalnie wyglądającej kawerny była niemal pionowa ściana. Od reszty groty oddzielało ją jezioro lawy. Tuż przed nią był niewielki występ skalny, który mógł umożliwić stanięcie tam. Sama ściana skalna była dziwna. Zwracała uwagę. Była prosta, lecz znajdowało się na niej nieznaczne wybrzuszenie. W środek owego wybrzuszenia wbity był jakiś... pręt? Włócznia? Pręt ów lśnił diabolicznym, czerwonawo-żółtym blaskiem. Od miejsca wbicia w skale odchodziły od niego ogniste linie, jakby żyły wypełnione lawą. Od wbitego w skałe szpikulca odchodziły dwa długie łańcuchy. ÂŁączyły wpity kolec z dwoma stalagmitami, z dwóch stron, za jeziorem lawy, a więc po stronie na której znajdowali się śmiałkowie. Stalagmity pokryte były dziwnymi runami. Całość zdawała się lekko pulsować. ÂŁańcuchy zaś lekko się poruszały.
Zanim jednak śmiałkowie ruszyli w stronę dziwnej skały, Funeris poczuł znajome wrażenie. W chwile po tym przed nimi zawirowały dwie chmury pyłu. Zmaterializowały się przed nimi dwa popielne widma. Dragosani błyskawicznie dobył pistoletu. Rozumiał, że czarna ruda będzie nieskuteczna.
- To te widma? zapytał jeszcze anioła. Jedno z widm intensywnie wpatrywało się w Poetę. Z nienawiścią, jak gdyby czuło wobec niego osobistą urazę. Zapewne od ich ataku dzieliły sekundy... albo na razie ostrzegały jedynie przed zbliżaniem się?

2x Popielne widmo

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej