Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (46/76) > >>

Funeris Venatio:
- Idziemy? Mam wszystko, co potrzebuję.

Dragosani:
Drago strzelił kostkami dłoni.
- Więc ustalone - powiedział. - Nie będziemy czekać na Evening. Będzie miał kto zająć się Krecikiem... albo on kim, hehe - wąpierz zaśmiał się paskudnie.
- Masz wszystko? To dobrze. Ruszajmy więc. - No i ruszyli. J'kar zaczął ich prowadzić.
- Musimy obejść górę i nieco się wspiąć - powiedział. - Aby dostać się do serca, będziecie musieli kierować się w dół. Uważajcie na siebie tam pod ziemią. Może być gorąco, natraficie też zapewne na zbiorniki lawy. 

Funeris Venatio:
Funeris, tak dla pewności, sprawdził wszystko. Był w zbroi, pełnej, z wyjątkiem hełmu, który zostawił przy Yodzie. Tak samo postąpił z kiścieniem ze srebra, nie taszczył go ze sobą przez większą część podróży i uznał, że i teraz mu się zbytnio nie przyda. Miał przy sobie dwa sztylety, jeden właśnie srebrny, drugi zaś żelazny, który udowodnił już swoją skuteczność przeciwko tym popielatym widmom, które zdążył napotkać podczas zwiadu wokół zbocza góry. Do tego Piewca, czarne ostrze, spoczywało spokojnie u pasa, kołysząc się w rytm kroków. Niewiele więcej miał i niewiele więcej mógł potrzebować. Dla pewności, na wszelki wypadek, wziął od Krecika zwój liny, którą ten podebrał od kwatermistrza w Chevalier. Jemu mogła się mniej przydać, miał niby skrzydła, ale w ciasnych i wąskich przejściach, pionowych niczym komin, mogła być pomocna komukolwiek.
- Nie ma co mitrężyć, chodźmy. - Funeris podążał krok w krok obok Dragosaniego i Mówcy J'Kara. Sondował okolicę, nie pozwalając dać się zaskoczyć.

Dragosani:
Więc ruszyli Intuicja Funerisa szalała. Na zboczu wulkanu coś się czaiło, coś skryte w niewidocznym astralnym świecie. Dragosani kroczył ostrożnie i czujnie, idąc za J'karem. Ten zaś nie rozglądał się, szedł pewnie przed siebie. Wspinali się w górę, okrążając jednocześnie stok. Marsz nie trwał specjalnie długo.
- To tutaj - powiedział w końcu J'kar. Wskazał wejście do podziemi. Była to niewielka dziura w zboczu. Z jednej jej strony spoczywał spory głaz, z drugiej zaś karłowate i martwe drzewko. Ciężko byłoby ja dostrzec bez pomocy. Jej średnica była nieduża. Ledwie taka, aby mógł się do niej zmieścić Funerus ze złożonymi skrzydłami. Tunel schodził w dół pod kątem około czterdziestu pięciu stopni i niknął oczywiście w ciemności. Intuicja Funerisa podpowiadała mu, ze kunanin nie myli się. Coś tam się kryło.
 

Funeris Venatio:
Te nieprzyjemne, swędzące uczucie, gdy jego intuicja szalała, wyczulona na wszelkie objawy magii. Zazwyczaj wyczuwała przedmioty czy istoty do około pięciu metrów, tym razem zaś szalała nieprzerwanie. Palce u stóp mrowiły, iskry skrzeczały po kręgosłupie, ostrzegając go i mówiąc, że kryje się tutaj coś, czego on nie widzi, bo dostrzec oczami się tego nie da. Kroczyli jednak przed siebie, a Poeta wyciągnął swój żelazny sztylet, wolał być gotowy na wszelkie ewentualności. Już miał nawet zapytać, czy daleko jeszcze; bynajmniej nie z poczucia zmęczenia czy zirytowania podróżą, raczej dla zaspokojenia głodu informacji. Wtedy to Mówca wskazał im miejsce kawałek przed nimi.
Niewielka dziura.
- To jest miejsce, w którym nas zostawiasz?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej