Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wizytacja
Marduk Draven:
Marduke spoliczkował Lariusza. Tak aby się uspokoił i nie szarpał. Skinął palcem na kata, który zbliżył się z rozpalonymi do czerwoności szczypcami. Zbliżyli się paladyni którzy mocarnymi łapami przytrzymali więźnia, tak, aby nie mógł się wyrywać. Kat zaszczękał dużymi szczypcami niczym krab, tuż przy palcach herszta.
- Mam nadzieję, że to odpowiednia motywacja, by odpowiadać na pytania, Lariuszu.
Narrator:
Widząc, że szarpanie nic mu nie da, uspokoił się i przestał się szarpać.
- Mówiłem już, ludzie, elfy, orkowie wzamian za grzywny.
Ja naprawdę nie wiedziałem co on z nimi robił!
Marduk Draven:
- Melkior, jest Twój.- odrzekł. Usiadł po lewej stronie Dragosaniego.- Ale postaraj się go nie męczyć.- upomniał Podskarbiego.
Funeris Venatio:
Na razie przesłuchanie nie przesuwało się ani trochę do przodu. Funeris nie był do końca w temacie, nie ukrywał tego, nie wiedział kim był ten jegomość na krześle. Mgliście się orientował dlaczego tam siedzi, głównie nawet z tego, jakie pytania mu zadawano i jakie postaci wymieniano - nie, żeby je rozpoznawał, raczej czuł wagę spraw, o których mówiono. Nie był więc pewny, czy warto się odzywać, skoro nie miał żadnych pytań do więźnia.
Uznał jednak, że panowie przesłuchujący sobie nieco nie radzą. Straszyli go lekko, próbując wywrzeć na nim jakąś presję. Anioł postanowił włączyć się dyskretnie do przesłuchania. Jego lewa ręka znajdowała się za krzesłem, niczym złożona w tajemnicy ze sztyletem gotowym na skrytobójczy cios. Nikt więc jej nie widział, nie wiedział co może ona kreować. Poeta sięgnął w głąb siebie, by zaczerpnąć nieco z łaski ukochanego boga Zartata, skierował ją w postać telekinezy i zaczął kształtować lewą dłonią. Sięgnął przed siebie, dotykając najpierw twarzy Lariusza, chociaż lekko, delikatnie, jakby ktoś dmuchnął mu prosto w twarz. Nic szczególnego. Następnie skierował się niżej, w stronę jego szyi, zaciskając nieco palce na jego szyi. Niezbyt nachalnie, raczej dla pokazania, że mięśniak może mu złamać kark, niźli próbować wydusić z niego resztki tchu. Trzymał krótko, lecz intensywnie. Puścił, dał mu krótką chwilę na przetrawienie myśli, chwycił jeszcze raz, zdecydowanie mocniej, trzymał jednak krócej. Odpuścił. Potem znienacka sięgnął głębiej w dół, poniżej pasa, nie po męsku, lecz bardzo boleśnie - ścisnął żelaznymi obcęgami telekinezy jądra przesłuchiwanego i trzymał tak przez kilka sekund. ÂŻeby tamten czuł się bardzo, bardzo nieprzyjemnie.
W końcu zaczęli fizyczne tortury, czyż nie?
Melkior Tacticus:
Melkior wybrał pęsete spośród gamy narzędzi, skoro był jego to okej... Dobrze że miał skórzane rękawice. Nie ubabrze się. - Gdzie jest Renfri Tacticus, moja macocha chuju. Spytał łapiąc za mały palec lewej dłoni i wyrywając paznokieć. - Mów! Drugi paznokieć, wskazujący.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej