Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Nowe porządki

<< < (9/17) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Aha. Ahnął krasnolud, Wstał ze stołka i czekał.

Zaidaan:
- Dziękuję karczmarzu. I kupcie w końcu rum i nowe piwo bo to jest gorsze od szczyn.
Wstał z krzesła i szybkim krokiem udał się do wyjścia. Wsiadł na konia, którego pilnowała banda rycerzy w płytówkach i gestem ręki nakazał im podążać za nim. Ruszył w kierunku wschodniej bramy, aby następnie podążać drogą do rozstaju dróg.

Kazmir MacBrewmann:
Kazmir poszedł za Emerickiem.

Narrator:
Drużyna łatwo i bezproblemowo opuściła miasto wschodnią bramą. Udała się powoli na wschód podążając ścieżką. W końcu weszli w gęsty, tropikalny las. Przybocznym Emericka było o wiele ciężej niż jemu, czy Kazmirowi. Podróżowanie w płytowej zbroi w takim miejscu nie należało do najprzyjemniejszych. W pewnym momencie w koronach drzew coś zaczęło się poruszać. Zaniepokojeni rycerze wyciągnęli swe pistolety i obserwowali nagłe poruszenie. Nagle z drzew zeskoczyło 6 rothisy. Konie przestraszyły się i stanęły dęba.

//:  6x Rotish

Zaidaan:
Podróż mijała spokojnie, ciepły, przyjemny klimat jak panował na Chatal już od samego początku podobał się Emerickowi, jednak tego samego nie mogli powiedzieć jego rycerze, którzy zaraz się w swoich pancerzach ugotują. Wyjechali z miasta i ruszyli ścieżką na wschód, gdzie tam powinno być gospodarstwo, w którym przebywa Zbigniew. Wtedy też w środku drogi nagle w koronach drzew nastąpiło niespotykane poruszenie, coś zaczęło skakać, wdrapywać się i szeleścić. Drużyna wiedziała, że to nic przyjaznego więc od razu dobyli swoich broni i czujni zaczęli obserwować otoczenie. Emerick wyciągnął swój miecz, zszedł z konia i czekał na dalszy rozwój sytuacji. Wiedział, że jeśli dojdzie do walki, to siedzenie na koniu to mógłby być jego najgorszy pomysł. Wreszcie z koron drzew wyskoczyło sześć przerośniętych owadów, które chyba postanowiły się pożywić wędrowcami. Jeden z rotishy ruszył w kierunku Hetmana, w międzyczasie gdy reszta zajęła się jego świtą. Konie wystraszyły się i niezbyt współpracowały, wpadły w panikę, a to utrudniało całą sprawę. Emerick złapał rękojeść oburącz i czekał aż przeciwnik podejdzie bliżej. Rotish stanął na tylnich nogach i miał zamiar przebić człowieka swoimi przednimi odnóżami, dodatkowo też odsłonił swój miękki brzuch. Bękart nie czekał, aż robak łaskawie wbije mu swoją ostrą jak brzytwę kończynę w brzuch. Aby uniknąć tego scenariusza, zamachnął się od dołu i ciął po skosie próbując odciąć mu kończynę. Rotish zapiszczał głośno z bólu, a odnóże spadło na ziemię leżąc wokół zielonej krwi. Emerick nie poprzestawał na zwykłym okaleczeniu potwora. Szybkim cięciem rozpruł bestii brzuch. Czarne ostrze rozcięło brzuszysko z łatwością, po chwili wypadły wnętrzności robaka, lecz ten dalej dyszał i  ponownie po otrzymaniu kolejnego ciosu zawył od odniesionych ran. Hetman postanowił zakończyć życie robactwa i odciąć cholerstwu łeb, aby mieć pewność, że się pozbył przeciwnika. Lepiej odciąć łeb i być pewnym zwycięstwa, niż nie odciąć i potem otrzymać cios w plecy od jeszcze żyjącego przeciwnika. Miecz odciął z łeb, który po chwili upadł na glebę. Z szyi zaczęła tryskać zielona posoka niczym woda z fontanny, lecz z tą różnicą, że zamiast wody tryskała krew, w dodatku zielona. Truchło upadło na ziemie. Nim Emerick odsapnął, zauważył jak naciera na niego drugi rotish. Odskoczył od razu na bok z trasy szarży bestii i chlasnął mu mieczem po łapie odcinając ją. Musiał chwilę odsapnąć nim pozbędzie się drugiego stwora, dlatego też zaczął się cofać przed zmierzającym w jego kierunku potworem.

5x Rothis (jeden bez jednej kończyny przedniej)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej