Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka

<< < (18/82) > >>

Toruviel:
Elfka zręcznie złapała dziennik i szybko znalazła stronę traktującą o sukni, którą ona sama niedawno miała na sobie.
- Hmm...- mruknęła, czytając.- Mam na to jedno logiczne wyjaśnienie.- rzuciła po chwili.- Kobieta nie zamawiała tej sukni. Miała ją dostać. Gdyby zamawiała to niewiasta, byłby opisany dokładny kolor, krój, ozdoby i tym podobne duperele. Dziwią mnie tylko długie rękawy. Obecna moda jest na brak rękawów, czy nawet suknie ramiączek,
do których dodaje się długie za łokieć rękawiczki.- wyjaśniła.- Nasz krawiec nieboszczyk dostał najpewniej zamówienie od mężczyzny na suknię. Możliwe, że jako prezent dla kogoś. Prezent mógł nie odpowiadać, to też krawiec i rodzina mogli zapłacić życiem. Różni to psychopaci chodzą po świecie.- zapuazowała.- Wskazuje na to słowo "ważne". Zamawiający nie chciał by znano jego dane. Więc pewnie zamawiający jest zabójcą, lub zleceniodawcą zabójstwa.

TheMo:
-Czyli nasz pan krawiec nie umiał uszyć sukni dla niebezpiecznego mordercy. Szkoda, że zamiast zwykłej reklamacji dostał coś takiego. Cóż, mimo wszystko trzeba dorwać tego zabójcę. Jest zagrożeniem dla innych ludzi.
Podsumował krótko całe oględziny, po czym wskoczył na swojego konia. Teraz wystarczy czekać aż brać wierząca upora się z pochówkiem tragicznie zmarłej rodziny i można ruszać dalej. I tak zbyt dużo czasu zeszło im przy tym drzewie. Zwłaszcza, że pod K'efir jest hufiec bractwa, a bandyci pewno wiedzą o ich przybyciu i nie siedzą bezczynnie.

Nawaar:
Kiellon z Domenickiem zrobili swoje. Brodacz nie miał tutaj nic więcej  do roboty, gdyż trzeba było się zbierać dalej, ale jedno pewne, że sprawcy tego uczynku wkrótce się pojawią na drodze paladyna i wtedy nie będzie zmiłuj. Kanclerz królewski schował szpadel do wozu, gdzie wcześniej sobie leżały następnie, podszedł do konia, który już wiedział, że ma paść do samej ziemi. Proceder ten był wiele razy wykonywany podczas wyprawy na Zuesh. Krasnolud wgramolił się na niego i był gotów do drogi. Ciekawe co los przyniesie towarzyszą i biednemu bractwu.

Narrator:
Po chwili Gilbert wraz z Henrykiem zajęli się za ciało torturowanego mężczyzny. Uniesli go ostrożnie i pochowali. Odmówili krótko modlitwę nad ciałami zmarłych i zwrócili łopaty. Wsiedli na swoje wierzchowce i czekali na rozkaz wymarszu Marduka wszak to on tu dowodzi. Dypold zerknął jeszcze raz kątem oka na trzy przydrożne groby. Drużyna mogła ponownie wyruszyć w drogę.

Marduk Draven:
Marduk zamilknął, obserwował tylko wymianę zdań Toruviel i Themo. Elfka wydawała się coś wiedzieć, choć mogło się to tylko zdawać paladynowi. Miał jakiś obraz tej sytuacji, jednakże mętny i nie pełny. Zmówił krótką modlitwę do Zartata i westchnął. Podszedł do swej klaczy. Włożył nogę w strzemię, przerzucił drugą zgrabnie przez zad konia i ją także usadowił w strzemieniu. Usiadł wygodniej. Popatrzył raz jeszcze na groby. I odwrócił wzrok.
- Jedziemy. Nic już tu po nas.- rozkazał. Popatrzył na niebo chcąc ocenić porę dnia- Zatrzymujemy się dopiero po zmroku.- dodał. I ruszył swą klacz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej