Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka

<< < (13/82) > >>

Toruviel:
- A bo ja wiem? Straciłam kontakt z tym krawcem pare tygodni temu.- odrzekla gdy byli już bezpieczni.

Kazmir MacBrewmann:
- Stawiam banany przeciw orzechom że tak. Odpowiedział na słowa elfki, ponownie pociągając fajkę.

TheMo:
W końcu rycerze pojechali, a zjawili się inni jeźdźcy. Melkior i inne Bękarty. To się nazywa dobra zmiana. Przywitał się z przybyłymi. Jak to dobrze mieć więcej swoich, zaufanych znajomych przy sobie, w przeciwieństwie do tych fanatyków na przedzie. Postanowił już ich nie drażnić. Przynajmniej dopóki nie dotrą na miejsce. Za to chciał sobie porozmawiać z elfką.
-Czyli wzięli sobie jakiegoś losowego krawca, który wiedział o ich profesji i zmuszali go do roboty? I akurat ten krawiec postanowił się tobie wygadać. A tak na poważnie?

Toruviel:
- Kto powiedział, że losowego? Nie znam detalów jego rekrutacji. Miał zrobić strój dla zabójcy, reszty nie wiem, kotuś.- odrzekła.

Narrator:
I tak sobie Bękarty gawędziły z elfką aż w pewnym momencie coś zatrzymało cały konwój. Na jednym z drzew Marduk i reszta mogła dostrzec trzech wisielców. Dwóch o podobnym wzroście, lecz trzeci trochę mniejszy. Prawdopodobnie było to małżeństwo i ich córka. Mieli dość zamożne ubrania, kobieta jednak miała jeszcze podartą suknię i krew między nogami co znaczyło, że zanim ją powieszono ktoś ją zhańbił. Wisielca już trochę tu wisiały i nie były pierwszej świeżości, nawet kilka dni - do tygodnia. Gdy drużyna podjechała, różne ptaki padlinożerne odleciały pośpiesznie. Toruviel gdy się trochę wysiliła mogła rozpoznać w mężczyźnie znajomą twarz, pewnego krawca z Eandor.
Dypold spojrzał na nieszczęśników ze smutkiem na twarzy. Wykonał ruchy ręką tworząc miecz i wieczny płomień Zartata.
- Zartacie miłosierny.. Miej dla tych nieszczęśników litość i miejsce w swoim królestwie...
W ślad za Dypoldem dwójka zakonników zrobiła to samo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej