Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka

<< < (76/82) > >>

Marduk Draven:
- No to pięknie.- burknął paladyn. Zanosiło się im na powtórkę z Feros. W dodatku był tu ktoś jeszcze. Ktoś, kto na razie się nie chciał ujawnić. Marduk miał złe przeczucia. Musiał je jednak szybko odsunąć na bok. Była robota, która nie wydawała się łatwa. Paladyn wyjął ognistą runę i wręczył ją hetmanowi.- Runę w jedną rękę, druga wolna, wyciągnięta przed siebie. Inkantacja to "Heshar". Zasięg 5 metrów.- oznajmił, kiwając głową w stronę ÂŚluzu.- Themo ci pomoże. Melkior i Kiellon, my zrobimy im trochę wolnych miejsc pracy.- rzekł.- Za mną!- rozkazał.
Ruszył. Z mieczem w pozycji bojowej. Po kilku krokach zniknął, aby natychmiast pojawić się za grupką kultystów i mutantów. Miecz poszedł w ruch. Dwoje kultystów niemal natychmiast go zaatakowało. Cięli swymi mieczami wysoko, znad głowy. Marduk przyjął to na swoją klingę i odepchnął ich od siebie siłą mięśni. Zaatakował go mutant z ostrzem przy ręce, chlastając żelazem po skosie. Paladyn zablokował cios i kopnął nacierającego kultystę w brzuch, skutecznie wyłączając go na moment z walki. Wywinął się z krzyżowania ostrz z potworem i uderzył po skosie, tuż nad ostrzem wmontowanym w kość, które  spadło z metalowym z trzaskiem na ziemię. Mutant  charknął wściekle jednak dalej nacierał, atakując pięścią. Marszałek zaareagował błyskawicznym unikiem w bok i szybkim cięciem od dołu pozbawiając drugiej ręki. Natychmiast po tym, żeby nie dać mutacji czasu na reakcję, chlasnął w stronę szyi. Ostrze jak masło przecięło skórę, mięśni i kość, finalnie dekapitując bestię. Ciało jeszcze trochę drgało w konwulsjach, aż znieruchomiało, podczas gdy głowa potoczyła się po ziemi z paskudnym grymasem. Kultyści wznowili swój atak, tnąc od lewego i prawego skosu. Marduk sparował, zbijając jeden miecz aby trafił drugi i wycofał się. Oni jak owieczki natarli znowu. Jeden chciał go pchnąć w twarz, a drugi trafić w nogi. Draven odbił sztych i umknął w tył przed cięciem po kolanie. Zaatakował, tnąc wpierw w jednego od góry, a potem drugiego dolnym skosem. Umknęli w unikach. Paladyn kontynuował natarcie, zalewając ich deszczem ciosów. W końcu jeden z nich zablokował i stracił przez to równowagę. Drugi zaatakował unosząc miecz w górę do cięcia. Marduk zdzielił go głowicą rękojeści. Byli w jednej linii, zdezorientowani. Nie marnował okazji. Zrobił szybki obrót, nabierając przy tym pędu i chlasnął mieczem na wysokości ich pasów. Mikstury nadały mu niewyobrażalnej siły, dzięki której przeciął obu na pół. Nogi i korpusy padły na ziemię, sikając krwią w dzikich konwulsjach.
Zaatakowała go abominacja, nieuzbrojona w nic prócz pięści. Draven pchnął telekinezą atakującą go abominację. Dobiegł do powalonego odpadu mutacji i chlasnął go po nogach, odcinając je, gdy ten chciał się podnieść. Szybkim cięcie znad głowy zdekapitował go.
Usłyszał charczenie mutanta za sobą. Z obrotu zablokował cios żelaznego ostrza, po czym kopnął go w brzuch i natarł, rozcinając mu tchawicę. Mimo krwawienia bestia dalej atakował. Marduk umknął przed ostrzem i ciął po brzuchu, wypruwając mu flaki. Następnie minął kolejny wściekły atak i znalazł się za plecami wroga. Ciął po kręgosłupie, powalając i paraliżując bestię. Przybił ją do ziemi butem i przebił mieczem, kończąc cierpienie.

2x Kultysta
1x Ohydna abominacja
1x Mutant
1x Galareta pochodnia ją silnie zraniła

//Emerick otrzymuje ode mnie:
Nazwa runy: Heshar
Rodzaj: runa ognia
Funkcja: Gracz musi mieć wolne obie ręce. Zasięg podmuchu wynosi 5 metrów po prostej od dłoni maga. Podmuch jest w stanie spalić wszystko, czego wytrzymałość wynosi mniej niż 20 punktów. Runy można użyć raz na 24h.

Melkior Tacticus:
Elf żałował że nie zabrał ze sobą Meritha, byłoby już po imprezie. Z kuszy zdjął nacierającego kultystę, siła z jaką bełt trafił go w pierś cisnęła nim o ścianę. Z której wystawał jakiś ostry element w który człowiek przywalił łbem, przybijając sie w dziwnej pozie. Komandor sięgnął po miecz i starł się z ostatnim kultystą, ten był nawet sprawnym szermierzem ale Tacticus był lepszy, kilka uderzeń ostrza o ostrze, odbicie, przerzut broni do lewej ręki i cięcie po bebechach. Pacł martwy. Zostały mutanty. Pierwszego, podobnego do zombi załatwił poprzez odrąbanie mu ręki w chwili jego ataku a potem po prostu odrąbał mu łeb. Ostatniego załatwił podobnie, z tym że pozbawił go ręki z bronią a potem głowy.



1x Galareta pochodnia ją silnie zraniła

Nawaar:
- ÂŻe są stworzenia na tym świecie, które odporne są na magię. Rzekł zdziwiony, a może raczej zszokowany krasnolud, który zauważył jak każdy z resztą, że magia życia tutaj nic nie zdziała. Trzeba było przejść do ofensywy w inny sposób jak to, powiedział Emerick czyli ogień. Brodacz namierzył jedną z pochodni, którą podniósł telekinezą i cisnął nią w kosteczkę. - Masz za swoje! Wypowiedział już wnerwiony, bo najwyraźniej chciał już wracać z tej wyprawy!

 1x Galareta pochodnia ją silnie zraniła, druga pochodnia została w nią rzucona.

Zaidaan:
Emerick złapał za runę i popatrzył na nią. Nigdy wcześniej magii nie używał, w sumie to był jego pierwszy raz.
- Herash?
Zapytał zdezorientowany. Schował miecz i podszedł trochę bliżej gluta, gdzieś na 5 metrów. Wyprostował jedną rękę przed siebie, w stronę galarety i zainkantował.
- Heshar!
Nagle z ręki Hetmana pofrunął w stronę galarety ognisty podmuch, który od razu zajął przeciwnika ogniem, przy okazji ugotował kultyste, który przez przypadek został zjedzony przez swój własny eksperyment. Emerick popatrzył na swoją dłoń zaciekawiony, sprawdził w sumie czy przypadkiem sie nie poparzył.

//:Przyjmuję:
Nazwa runy: Heshar
Rodzaj: runa ognia
Funkcja: Gracz musi mieć wolne obie ręce. Zasięg podmuchu wynosi 5 metrów po prostej od dłoni maga. Podmuch jest w stanie spalić wszystko, czego wytrzymałość wynosi mniej niż 20 punktów. Runy można użyć raz na 24h.

Longinus Podbipięta:
Ogień z pochodni ciśniętej przez Kiellona znów zranił śluz, jednak to podmuch runy Emericka(Marduka!) skończył dzieło, gotując kultystę, no i śluz, z którego zostały tylko bulgoczące resztki, wśród których płonął kultysta, lub jego resztki.
Nagle przez salę przeszył się przerażający, skrzekliwy śmiech. A przed zapadnią, która dalej posuwała się ku górze pojawił się nagle jakiś starzec w czarnej szacie z kapturem. Był zgarbiony i chodził o lasce. Jego skóra była pomarszczona i mlecznobiała i pomarszczona, zęby czarne i żółte, oczy zaś czy zionęły złowrogim, żółtym blaskiem. Obok niego zaś zjawił się inny osobnik w czarnej szacie. Znacznie młodszy. Marduk i Kiellon go pamiętali. To czarny mag, który z winy Dravena uciekł im na Feros. Uśmiechnął się do paladynów. Blady starzec skinął palcem. Cała piątka poleciala nagle na ścianę, ciśnięta niewidzialną siłą. Mogli stwierdzić, że nie mieli żadnych stłuczeń.
- Macie ducha prawdziwych wojowników! Najwięksi z Valfden! Rada królewska i lord elekt...- rzekł zdeformowany starzec.- Dlatego musicie zginąć... ale nie wy, Kiellonie Silvertankua aep Kharimie i Marduku Dravenie. Wy... wy możecie do mnie dołączyć. Razem obalimy tego podłego uzurpatora i wampira i zaprowadzimy porządek tu - na wyspie, a potem na reszcie świata!- kontynuował.- Starczy, że zabijecie waszych kompanów i klękniecie przede mną. No chyba, że wolicie umrzeć razem z nimi...- dodał. Zapadnia zrównała się z ich poziomem. Stało na niej czterech wojowników. Wyższych nawet od orków, mocniej zbudowanych, częściowo zakutych w niepłytowe zbroje. Każdy z nich miał dwuręczny topór i kiścień. Ich ciała wyglądały jak pozszywane elementy ciał orków i ludzi. Gdzieniegdzie był larwy czy zgnilizna. Przeszli obok magów i stanęli naprzeciwko ekipy.- Wtedy, tylko powiedzcie, a moi Orksteini się wami zajmą...- zaśmiał się. I teleportował w czarnym obłoku. Z powrotem na najwyższy balkon. Czarny mag zaś przeniósł się magicznie na balkon po lewej.

4x Orkstein
1x Czarny mag(na balkon do maga prowadzą schody.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej