Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Narrator:
I ponownie gospodarz miał pełne ręcę roboty. Tyle zamówień w tym samym czasie. W końcu jednak każdy dostał to co chciał. Zakonnicy przywitali się z schodzącymi z góry towarzyszami.
- Pochwalony! Uda nam się jeszcze dziś dotrzeć do K'efir,
mości kanclerzu?
Marduk Draven:
- Tak przewiduję.- odrzekł Draven.- Jesteśmy jak to rzekł karczmarz, na granicy K'efir, więc myślę że zmieścimy się w trzech czwartych dnia. Udało mi się przeprowadzić trakty tak by wycinać tylko stare i chore drzewa, a przy tym zrobić to dobrze.- dodał.- Będziemy musieli jednak na sam koniec skręcić nieco z traktu by dotrzeć do obozowiska.
Nawaar:
Krasnoluda nie obchodziło nic pozna jedzeniem w tym momencie. Kanclerz królestwa dostał co chciał, także jadł. Ubodzy rycerze jednak byli ciekaw ile czasu zejdzie dotarcie do celu, tylko głuchy nie usłyszałby tego jak daleko są od celu. Więcej pytań raczej nie będzie. Kiellon co rusz zagryzał chlebem, popijając zwykła wodą! O zgrozo, ale cóż nie pierwszy raz, gdy ją pije i jakoś przeboleje. Najlepsza w tym wszystkim była cisza, gdyż każdy zajął się swoim talerzem dopóki nie będzie rozkazu do wymarszu rzecz jasna.
TheMo:
Themo również się pobudził, kiedy to nadszedł świt. Nieco mu zeszło zwleczenie się z łóżka. Gdy już się zebrał i wyszykował zszedł na dół, do towarzyszy. Tam wziął swoje śniadanie i zajadał się nim.
Narrator:
Wkrótce wszystkim zaserwowano jajecznicę i co tam chcieli do picia. Karczmarz zaś wziął mały mosiężny dzwonek, poszedł na piętro i zaczął dzwonić.
- Wstaaaaaaaaaawać, śniaaaaaaaaadaaaaaaaaaaaaaanieeeeeeeeeeee!- wołał przy tym.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej