Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z miłości do pieniędzy
Zaidaan:
Elfka mogła zauważyć, że jest już pełno gości. Ogólnie to kobieta weszła na teren w kszatłcie przypominającym literę T. Na samym początku po jej prawej znajdowało się wejście chyba do czegoś na wzór labiryntu ze ścianami z żywopłotu. Przed elfką po bokach znajdowały się stoły z jedzeniem i piciem, a przy samych ścianach było kilka pomieszczeń, takich ustronnych miejsc zasłoniętych małą kurtyną, idąc schodami na górę wejdzie się na bliźniacze piętro - jedzenie, ustronne pokoje itd.. W centralnym punkcie znajdowała się imlonująca fontanna. Kawałek przed fontanną znajdował się most łączący lewą stronę z prawą. I właśnie tam ujrzałaś kogoś w masce lisa, otoczonego tam przez różnych ludzi, albo to byli ochroniarze, cholera wie. Na samym końcu terenu był balkon z widokiem na piękne morze i zatokę syren, tam też było pare gości. A tak poza tym cały teren patrolowały dwuosobowe grupy strażników w płytowych zbrojach.
Toruviel:
Elfka nie śpieszyła się. Nie tracąc celu z oczu podeszła do stołów z jedzeniem i piciem. Nalała sobie trochę wina. Przyjrzała się osobom otaczającym mężczyznę w lisiej masce. Szukała znaków szczególnych wskazujących na to, że ochroniarzami. Z kieliszkiem w ręku ruszyła w stronę jegomościa, po drodze przechodząc przez kilka małych tłumków gości.
Zaidaan:
Grupa towarzysząca lisiemu celu wyglądała jak zwykli goście, tylko tak dziwnie go otaczali i chodzili z ręką uszykowaną aby wyciągnąć sztylet lub miecz i ukatrupić niedoszłego zamachowca. Zanim elfka zdążyła w tych szpilkach (bo nogi niezbyt przyzwyczajone) wejść na górę, to Danyll zdążył zejść z drugiej strony. Zaczęło się głupie ganianie w kruka i lisa, ale lis chyba poczuł się zbyt pewnie i odgonił od siebie strażników. Wmieszali się gdzieś w tłum, lecz dalej mieli na oku swojego szefa. Cel zaczął iść w stronę balkonów obejrzeć trochę zatokę syren. Po drodze zgarnął z tacy sługi lampkę wina.
Toruviel:
Elfka w duchu przeklinała szpilki. Bo na głos niezbyt mogła. Udała się na balkon. Z wdziękiem, chodząc jak rasowa uwodzicielka. Wzięła malutki łyk wina i zbliżyła się do człeka w lisiej masce.
- Dobry wieczór.- rzuciła uśmiechając się. Stanęła tak, by eksponować swoje wdzięki.- Mogłabym panu potowarzyszyć?
Zaidaan:
Stanęliście niedaleko innej pary, która chyba najwidoczniej ma gdzieś cały świat i całowania nie było końca. Natomiast człowiek w masce lisa przypatrzył się dokładnie elfce, nie tak jak ochroniarz przy wejściu. On miał łeb na karku i chyba był jeszcze zbyt trzeźwy. Spojrzał podejrzliwie elfce w oczy.
- My się znamy? Bo chyba nie kojarzę, pani...?
Dał dokończyć elfce, aby ta mogła się przedstawić
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej