Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
Emerick musiał chwilę odsapnąć. Za tymi drzwiami musi być coś bardzo, ale to BARDZO niebezpiecznego skoro tak się postarali żeby tak zabarykadować drzwi. Gdy usłyszał jakieś mlaskania to trochę się zawahał czy dalej warto kopać w te drzwi, czy nie wybrać innych.
- Ehm, coś już tam na nas czeka, osłaniajcie mnie.
No i pierdyknął któryś już raz, aż w końcu pokona tą drewnianą blokadę.
TheMo:
Rytmiczne stukanie szarym butem w drzwi zostało zakłócone najpierw odpadnięciem deski, a potem mlaskaniem. Dziwny był to dźwięk dochodzący zza tych drzwi.
-Jakby coś tam właśnie miało obiad. Obyśmy my nie byli jako deser.
Odparł i czekał aż Emerick całkiem wyważy drzwi. Albo nie czekał. Podszedł bliżej i kulturalnie, dłonią, zapukał w nie.
-Straż Valfdeńska, proszę otworzyć drzwi, zanim całkiem je wyważymy.
Może to było głupie posunięcie, ale co zaszkodzi spróbować? W końcu to coś z drugiej strony i tak wie o obecności Bękartów. Wyobrażał sobie tylko co za okrutne i niebezpieczne stworzenie musi się tam znajdować, skoro zostało zaryglowane na samym dnie lochu.
Torstein Lothbrok:
Torsteinowi też się sprawa nie podobała. Napiął kuszę i odłożył ją na miejsce. Sprawdził również jak miecz chodzi w pochwie.
- Otwierać, bo nogi z dupy powyrywam!- zawołał.
Dragosani:
Opętany tauren zachwiał się. Nawet dla niego, dla wielkiego byka, atak paladynów to było za wiele. Tak naprawdę nie byłoby to dla niego wielkim problemem, gdyby nie pułapka nad którą się znalazł. I tak oto tauren wielki jak byk padł prosto w krąg spętania. Moc kręgu natychmiast uniemożliwiła mu ucieczkę. Był sparaliżowany, mógł jedynie wpół siedzieć na swoich byczych nogach i wpatrywać się nienawistnie w swoich oprawców.
Dragosani zszedł z murku i podszedł do kręgu. Zatrzymał się na jego skraju i w milczeniu patrzył na opętanego.
- Mlask, chlup, ciam - odpowiedziało coś zza drzwi. Coś również uderzyło o nie. O całą ich powierzchnie. Coś raczej ciężkiego. Drzwi już uszkodzone przez Emericka i wypadły. Jednak nie wyleciały z zawiasów, po prostu odczepiały się od nich i stały tak, jakby czymś przytrzymywane. Tym czymś okazała się wielka, galaretowata masa. Deski drzwi zanurzyły się w jej masę, zaś sam "śluz" powoli zaczął wylewać się przez wejście. Był ewidentnie galaretowaty i elastyczny, lecz jednocześnie zwarty. Ciężko było ocenić jego wymiary, obecnie zajmował cały otwór wejścia... a mógł być większy.
ÂŚluz
// Z racji iż to pierwsze pojawienie się tego typu potwora w grze (chyba), to jego ataki, umiejętności i słabe punkty pozostają na razie tajemnicą.
Zaidaan:
- Co to za śluz?! Odwrót!
Wystraszył się i wydał polecenie do odwrotu taktycznego. Tacy przeciwnicy są najgorsi, bo się ich w ogóle nie da zabić (chyba) tak jak tych zwykłych bandytów, siepaczy czy mutantów. To coś prędzej zjadłoby oręż Emericka niż zadało jakąś krzywdę. Zaczął się cofać nie zważając, że na kogoś wpada, cofał wszystkich do tyłu. W ciasnym korytarzu nie ma co z tym walczyć, jeśli w ogóle jakakolwiek walka ma sens.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej