Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud czujnie pilnował władcy, by nikt go w trakcie rysowania kręgu, nie zaatakował. Brodacz spokojnie czekał na moment, aż wampir zrobi swoją powinność. Trzeba było dmuchać na zimne, bo może akurat demon wpadnie w pułapkę, ale jest tak jak powiedział Drago, "przezorny zawsze ubezpieczony". - Racja, a nóż wpadnie w krąg i będzie mniej roboty, nie? Brodacz spojrzał na Marduke, czy się ogarnął już ze sobą, by potem przyciągnąć leżący nieopodal woreczek z solą za pomocą telekinezy. Kanclerz był gotów, bo wątpił w przyznanie się do błędu przez przełożonego, lecz musiał to zakomunikować władcy. - Jestem gotów! Mam już dość bawienia się w kotka i myszkę po tych lochach. Poprawił całą zbroje, pogładził po brodzie i był gotów na dalszą konfrontację z czymkolwiek.
TheMo:
-Do chuja Rashera!
Zaklął jedynie i ruszył na jednego z siepaczy. Ich ostrza spotkały się. Themo poczuł siłę przeciwnika. Dobrze, że nieco mu ustąpił, inaczej jego liche ostrze by tego nie wytrzymało. Siepacz przybliżył swą twarz do twarzy człowieka. Bękart nie znalazł w niej istoty myślącej. Postanowił szybo i skutecznie wypędzić go z tego świata. Uderzył karwaszem w policzek. Ta niespodziewana akcja dała mu czas na wyprowadzenie ciosu. Silne, celne pchnięcie mogące to zakończyć. Jakież było rozczarowanie, gdy miecz zamiast dotrzeć do serca zatrzymał się na zbroi. To trochę utrudniało zadanie. Siepacz nie zamierzał czekać i przystąpił do ataku. Gniewnie atakował swym mieczem nie dając czasu wytchnienia. Themo na razie parował ciosy, jednak nie było pewne co wytrzyma dłużej. Mosiężne ostrze, czy ludzki wojownik? Cholera, gdyby tylko miał przy sobie coś ostrzejszego. Kusza odpada, nieprzeładowana. Jeszcze gdzieś miał przy boku srebrny sztylet. Poszukał go dłonią. No tak, zostawił przy koniu. Zamiast tego coś zastukotało w sakiewce. Butelki ryżówki na czarną godzinę? Wychodzi na to, że tak. A jakaż godzina jest czarniejsza niż ta, w której toczy nierówną walkę? Starając się cały czas blokować ciosy sięgnął do sakiewki i wyciągnął jedną flaszkę. Chętnie by się napił, ale nie za bardzo było jak. Zamiast tego cisnął nią prosto w łeb siepacza. Ta roztrzaskała się, a zawartość rozlała. Taka strata. Przynajmniej mu zostały dwie. Zanim przeciwnik się ogarnął, Themo wyrwał pochodnią z rąk Emericka i zdzielił nią siepacza, którego głowa stanęła w płomieniach.
1x płonący siepacz
3x ryżówka - 1 = 2x ryżówka
Zaidaan:
Emerick nie czekając aż siepacz wybuchnie, strzeli piorunami, lub kogoś podpali. Przebił go ostrożnie swoim ostrzem w miejscu pleców swoim ostrzem. Wyciągnął miecz kopiąc truchło. Popatrzył po ciałach.
- Te mutanty to już chyba udane. Tfu!
Splunął na płonącego siepacza i podszedł do kolejnych drzwi. Teraz tych środkowych pierwszego pomieszczenia. Po doświadczeniach z pierwszych drzwi tym razem spróbował wyważyć drzwi barem.
Marduk Draven:
Marduke schował szablę i sprawdził ja srebro chodzi w pochwie na plecach. To samo uczynił ze sztyletem.
- Gotowy.
Dragosani:
Drzwi zostały wyważone. Były jednak dwa "ale". I nie chodzi tu o rodzaj piwa. Po pierwsze, bark Emericka strasznie rozbolał. Hetman nic sobie nie złamał ani nic w tym stylu, po prostu uderzył i zaczęło go boleć! Drugim "ale" była ciemność. Wszak nikt nie raczył rozpalić na nowo pochodni, która po zdzieleniu nią siepacza zgasła. Jedynym źródłem światła był dogasający trup, w sąsiednim pomieszczeniu. Za drzwiami wyważonymi prze Emericka widać było jakiś korytarz. Dalsza część niknęła w mroku.
Tymczasem druga drużyna przeszła przez kolejne drzwi. Były one większe i miały dwa skrzydła. Znaleźli się w podłużnym pomieszczeniu. Po jego bokach znajdowały się kolumny, podpierające sklepienie. Pomieszczenie samo w sobie było dość duże. Na kolumnach wisiały płonące pochodnie. Z drugiej strony widać było kolejne drzwi, oczywiście zamknięte. Zaś na środku komnaty siedział na posadzce on. Był odwrócony tyłem do wejścia i wyglądał jakby medytował.
Opętany Madaron
- Spodziewałem się, że ci idioci was nie powstrzymają - powiedział. - Nawet Tarron, pomimo całej swojej mocy... No nic. - Tauren wstał i odwrócił się. - Zginiecie więc teraz. Zabić ich! - Dobył topora i przygotował się do walki. Zaś ze sklepienia oderwały się jakieś małe ciemne kształty. Zaczęły krążyć wokół, szykując się zapewne do ataku.
6x Demoniątko
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej