Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud pokręcił głową na brak ponownego zrozumienia, lecz słowa króla pokrzepiły go, bo ktoś w końcu go obronił! Tyle czasu musiał czekać, ale w końcu się to wydarzyło. Dlatego nie chciał dolewać oliwy do ognia, gdyż i tak brodacz nie masz szans go przegadać przełożonego, a niestety pozostał jeszcze kawał drogi do Madarona. Jednak z braku jakichkolwiek rozkazu to Kiellon znów rozpoczął, ładowanie pistoletu srebrnym nabojem, także na razie do ręko czynów jeszcze nie dojdzie, gdyż są inne priorytety! Paladyn widząc jak Drago zaczyna rysować kredą, zaczął go obstawiać, by zapewnić mu bezpieczeństwo!
Zaidaan:
Szczęśliwie nikt się nie wypieprzył na schodach spadając na innych,a to już można uznać za jakiś sukces. Po dotarciu do pustego pomieszczenia z trójką drzwi trochę go zniechęciło. Było zostać na górze i czekać, a nie zachciało mu się kolejne podziemia zwiedzać! Popatrzył na towarzyszy porozumiewawczo. Podszedł do najbliższych drzwi i gdy się upewnił że są zamkniętę postanowił je wyważyć. Odsunął się troszkę i wywalił kopa w drzwi z okutego szarą rudą buta.
Dragosani:
Dragosani skończył tworzyć krąg. Był on oczywiście idealny. Wampir miał w tym wprawę. I wiedział, że najmniejszy błąd może okazać się tragiczny w skutkach. Sprawdził jeszcze jego poprawność... a potem jeszcze raz. Tak dla pewności.
- W walce z demonami nigdy dość ostrożności - powiedział. - To taka lekcja na dziś. Marduk! Jak już ochłonąłeś to zbieraj się. Kiellon również. Skoro natrafiliśmy na maga to całkiem możliwe, że nasz cel jest już blisko. Jak macie jakieś wątpliwości, to jest teraz najlepszy moment aby je wyjawić.
Emerick kopnął drzwi. Jego potężny bucior okuty szarą rudą był zdecydowanie zbyt mocny dla drewnianych drzwi. Drzwi wypadły z zawiasów bardzo łatwo. Musiały być więc niezbyt dobrze zamknięte, albo po prostu same sobie były kiepskiej jakości. Sprawiło to, że Hetman przewrócił się. Musiał źle wyliczyć potrzebną siłę, uznając że drzwi są dobrze zamknięte. Sam upadek nie był groźny. Gorsze było to, że pochodnia wypadła mu z ręki i upadła na ziemię, grożąc zgaśnięciem. Jeszcze się paliła, ale lepiej było ją podnieść. Kto wie, czy ziemia nie była wilgotna, czy coś. Momentalnie zrobiło się też trochę ciemniej. Za drzwiami było kolejne pomieszczenie, bardzo podobne do pierwszego. Również okrągłe, rozmiar praktycznie taki sam. W pomieszczeniu drzwi wychodziły na wprost i na lewo. Jednakże coś jeszcze czaiło się w ciemności, ledwie oświetlane światłem pochodni. A właściwie trzy cosie. Ponure i wysokie postacie wojowników. Gdy zauważyli obecność intruzów, natychmiast ruszyli do ataku. W milczeniu, niemalże mechanicznie. Jeden z nich, stojący najbliżej, rzucił się na leżącego Emericka, chcąc zapewne przybić go do podłogi mieczem.
3 xSiepacz
Zaidaan:
Emerick spodziewał się jednak czegoś kompletnie innego. Właściwie to miał dwa scenariusze w głowie. W pierwszym po prostu bohatersko wyważył drzwi i zabił wszystkich tam niegodziwców samym okrutnym spojrzeniem, w drugim - mniej optymistycznym - wykalkulował, że noga najzwyczajniej w świecie utknie w drzwiach i prawdopodobnie coś mieszkające po drugiej stronie nie pogardzi i zje darmową stopę. Jednak całkowitego wywalenia drzwi z zawiasów, że aż go wywali się nie spodziewał, w dodatku wystąpiło ryzyko, że się pochodnia zaraz zgaśnie, a trzy cosie zabiją Bękarty w maureńskich ciemnościach. Na szczęście miecz nie wypadł Emerickowi z ręki, dlatego miał też czym się bronić przed pierwszym cosiem, który chyba kierował się gniewem i chęcią spuszczenia wpierdolu. W sumie kto by nie był przypuszczając, że siedzieli tam zamknięci jakieś 9 lat i 11 miesięcy. Pierwszy siepacz, ten co chciał przybić Hetmana do podłogi już się do tego mierzył, lecz Bękart nie spał i momentalnie uderzył swoim mieczem w ostrze przeciwnika wytrącając je z jego ręki. Wkurzony mutant nawet nie zamierzał się fatygować po miecz. Wymiarkował, że szybciej i łatwiej będzie go po prostu zadusić. No więc skoczył na niego wyciągając łapy przed siebie, w kierunku gardła człowieka. Emerick nie zamierzał się tak po prostu zadusić, gdy siepacz do niego doskoczył, Hetman wykopał go za siebie, aż ten chwilę się turlając upadł na plecki. Jednak gniew był na tyle silny, że nie zamierzał się tak po prostu poddać, powstał, wyprostował się majestatycznie i... Już zamierzał przywołać jakieś dziwne czary, ale przeszkodził mu w tym Emerick, który odrąbał mu szybko jedną rękę i natychmiast się w niego wpieprzył i go staranował. Siepacz upadł pod ścianą na dupie, spojrzał na swój kikut, a potem na Emericka, który nie odpuszczał i zaatakował go ponownie. Bękart szybko zamachnął się na odlew i sieknął w mutanta swoim czarnym ostrzem masakrując przeciwnika. Rąbnął go jeszcze kilka razy i wbił na koniec ostrze w pierś aby upewnić się, że nie żyje. Siepacz jedynie wzdrygnął się i złapał ostatni wdech. Nędzne życie ulatywało z niego z każdą sekundą, aż w końcu wyzionął swojego demonicznego, zmutowanego, spaczonego ducha.
- Co to do licha jest?!
Wykrzyknął zdziwiony, bo dopiero teraz nieco opadła z niego adrenalina i dotarło do niego z czym on walczy. Najbardziej go jednak przeraziło umiejętność czarowania i próba ciśnięcia czymś w Hetmana. Podbiegł szybko do pochodni i podniósł ją. Cholera wie czy podłoga za chwilę nie zrobi się jakaś nadzwyczajnie wilgotna i nie ugasi pochodni. Wtedy dopiero byliby w maureńskiej rzyci.
2x Siepacze
Kazmir MacBrewmann:
- Gówno Maeneba! Odkrzyknął Emerickowi krasnolud który był zaraz za nim i miał czyste pole do strzału. Było ciemno jak w dupie maurenki, prawie. A prawie robi czasem wielką różnicę, wycelował w siepacza który robił dziwne rzeczy rękoma chcąc chyba rzucić czar. Kapral nie dał mu tej szansy. Pociągnął za spust posyłając srebrny bełt w jego serce, co poskutkowało natychmiastowym zgonem siepacza.
1x siepacz
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej