Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (174/211) > >>

Dragosani:
Marduk wyciągnął dłoń i ostrożnie dotknął ściany. Jego dłoń w rękawicy pomacała kamień... i nic się nie stało. Nic nie urwało reki paladynowi, nic nie błysnęło i nic się nie otworzyło. Jednak wciąż dało się tutaj wyczuć magię, więc ewidentnie coś tutaj było. Dragosani zwrócił do chowającego się z tyłu młodzika.
- Wyjdź - rzekł. - I żebym więcej nie widział cię w szeregach jakiejś bandy. - Gnojek niemalże pogubił nogi, tak prędko się wycofał. Drago zaś zdjął rękawicę z demonicznej ręki. Chciał się chyba po protu pozbyć świadka.
- Tutaj... - Wskazał świecącym palcem jeden z kamieni. - Runa. Wygląda znak pozwalający coś otworzyć... ale widoczny jedynie w świecie astralnym. I zapewne możliwy do manipulacji też tylko w nim. Ciekawe... - Podszedł i położył demoniczną dłoń na wskazanym kamieniu. Nic się nie stało. Wampir zmarszczył brwi i spróbował czegoś innego. Wezwał swoje demoniczne moce, magię ukrytą w jego zmutowanej tkance. Po ręce przebiegły mu wyładowania energii. I wtedy coś chrupnęło. ÂŚciana zaczęła się przesuwać, otwierając przejście.
- Zamek, który otworzyć mogła jedynie energia demoniczna - wyjaśnił. - Fascynujące...  Czytałem o podobnych konstruktach w... ee... pewnych źródłach. I chyba nie powinienem o tym mówić dwójce paladynów boga światła. - Skrzywił się.
Za otwartym już przejściem kryły się kręte schody prowadzące w dół i pogrążone w ciemności. Z mroku ziało chłodem i czymś nieuchwytnie nieprzyjemnym. Jak gdyby instynkty trójki śmiałków ostrzegały ich przed zejściem tam.


Kuferek rozpadł się pod uderzenie miecza Emericka. Wewnątrz nie było kolejnego kuferka! Był za to nieco podłużny kształt owinięty grubo jakaś szmatą. Rzecz jasna szmata nie ucierpiała od uderzenia, więc trzeba było to rozwinąć.

Zaidaan:
Emeric aż się zdumiał z hojności losu. Postanowił zobaczyć co tam w tych kuferkach się znajdowało. Rozwinął szmatkę i ujrzał...

Nawaar:
Marduke posłuchał, Kiellona i zgodził się na ochotnika, by dotknąć ściany. Właściwie to brodaczowi ulżyło, bo jakoś demon mógł się zabezpieczyć prawda? Jednak tutaj niespodzianka nic się nie wydarzyło! ÂŻadnego wybuchu, zawalenia się budowli a nawet rany w postaci poparzeń od nieznanej magii. Widocznie opętany tauren był zbyt pewny siebie? Dopiero wyjaśnienia wampira oświeciły mózg krasnoluda niczym latarnia morska, prowadząca marynarzy do portu. - Aaaa.... To tak się skubany zabezpieczył. Pewnie nie podejrzewał, że ktoś będzie mieć w jakieś części demonem. Sprytne nie powiem. Pochwalił pomysłowość demona, bo mimo, że coś wygląda głupio, ale działa i daję radę, nie można nazwać głupim! Jeno nie przewidział, że ktoś to rozgryzie jak było, powiedziane nieco wyżej. Wrota otworzyły się, ukazując schody w pełnej ciemności. Wiadome było, że ryzyko zwiększyło się do niebotycznych rozmiarów. Ciemność w tym nie pomagała, a napawała dziwnym i nieprzenikniony lękiem. Tutaj żadna magiczna zdolność, nie działała to był zwykły strach, który czuje każda żywa istota idąca w nieznane! - Ciemność widzę, widzę ciemność. Rzucił klasycznym żartem znanym od wieków, żeby rozluźnić napięcie, ale nadal brodaczowi nie widziało się tam zagłębiać, lecz trzeba było coś zrobić. - No tak możemy użyć czaru światła, ale wtedy wróg zobaczy błysk albo król idzie pierwszy, mówiąc na co mamy uważać. Chyba, że ktoś ma mikstury kociego wzroku, niewidzialności w większych ilościach? Podał przykładowy plan, który był najprostszy z obecnymi zasobami, a może ktoś wpadnie na lepszy? Bo następnym razem Kiellon zaopatrzy się we wszystkie specyfiki, by nie siedzieć z ręką w nocniku nigdy więcej!

Marduk Draven:
- Bez urazy, ale nie uśmiecha mi się iść w mroku prowadzonym jak jakiś ślepiec.

Dragosani:
Ujrzał tubę na zwoje. Taką drewnianą. Jaką nieraz mieli uczeni, artyści i inne darmozjady, które zabierały tylko alkohol porządnym Bękartom!


Drago spojrzał na Kiellona, potem zaś na Marduka.
- Wy tak na poważnie? - zapytał. - Obaj jesteście zakuci w blachy jak cnota królewskiej córy i chcecie się skradać? - Zaśmiał się. - Zapalcie sobie światła, nie ma się co kryć. I tak o nas wiedzą. W ogóle... - Spojrzał jeszcze za siebie. - Przed zejściem można tak na szybko jeszcze zobaczyć czy tu w jakimś magazynie soli nie mają. Wszak większość ludu tutaj opętana nie była. Chyba. Oby.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej