Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (18/211) > >>

Dragosani:
- Ja - odparł wampir. - Posilcie się i odpocznijcie. Jutro chciałbym trochę przyspieszyć, więc lekko nie będzie. A i oddalamy się od miasta, więc może być więcej zagrożeń. - Niczym dobry ojciec postanowił pilnować bezpieczeństwa obozy, gdy pozostali będą spali. Niestety ten efekt popsuł w chwilę potem, odpinając jedną z butelek z krwią i popijając duży łyk, po wyciągnięciu korka.

Nawaar:
Krasnolud się ogarnął i uspokoił delikatnie, więc wziął jakiś suchy prowiant z jednej beczki, by uzupełnić niedobory. Nawet nie wiedział czy jest zobligowany do pełnienia warty, czy czegokolwiek innego. Teraz liczył się jego brzuch i chęci go zapełnienia niemal w całości. Brodacz popił to wszystko wodą z jeden beczek, które bękarcie dzieci otworzyły, by nikt go nie oskarżył o pijaństwo! Kiellon kończąc to wszystko oparł się o to samo drzewo i powoli oddawał się snu. Jednak gdyby ktoś chciał w tym momencie pogadać to ma dosłownie moment na to.

Dragosani:
I tak mijała noc. Bękarty osobiście upewniały się, aby obrót alkoholu w przyrodzie był podtrzymany, Kiellon sobie jadł, a Maruk udawał mrocznego i strasznego. Ostatecznie wszyscy pozasypiali. Oczywiście Dragosani został na straży. Bo jakże to tak marnować noc na sen? Tak więc wampir robił sobie w nocy rzeczy, które Dragosani zazwyczaj robi w takich chwilach.

[hide group=1,106,131]
Czyli wyczyścił dokładnie broń, sprawdził czy na wozach na pewno jest wszystko co potrzebuje, a następnie oddał się rozmyślaniom o naturze człowieczeństwa, przerywając to przechadzkami do okolicznego lasu.[/hide]

Zbliżał se ranek. Niebo zrobiło się wyraźnie jaśniejsze. Nadeszła więc pora. Antares podszedł do swojego wozu i wyciągnął zeń muszkiet. Powoli, nie spiesząc się, przygotował go do strzału. Dawno nie strzelał z tej broni, mimo swoich dość wysokich umiejętności. Dlatego też zabrał ją na tę wyprawę. Zamierzał w końcu sobie postrzelać. Wybrał następnie jeden stalowy pocisk. Wszystkie co prawda były takie same, ale i tak wybór trochę mu zajął. W końcu załadował pocisk do broni i wycelował w niebo. Wystrzelił. Głośny huk, niczym grzmot pobliskiej burzy, rozdarł poranne powietrze.
- Wstawać! - zawołał do drużyny.

Marduk Draven:
Marduke nawet nie opierał się przed uśnięciem. Nie było powodu, by nie ufać Królowi. Dlatego zasnął i spał, lekko - gdyż nie sypiał twardo, a przy tym dosyć dobrze. Oczywiście do tego momentu, gdy Dragosani sobie zrobił z lasu strzelnicę. Huk wystrzału go obudził. Czujny Dravem zerwał się w jednym momencie na klęczki, zebrał energię magiczną w prawą dłoń i zainkantował.- Izeshar!- rzekł, po czym w jego dłoni pojawił się czerwony jak krew, szkarłatny jak furia pocisk esencji. Paladyn rozejrzał się uważnie, zaniepokojony spokojem jaki panował na polanie. Popatrzył na Dragosaniego dzierżącego muszkiet i dodał dwa do dwóch. Połączył logicznie fakt. Zgasił pocisk esencji. I rozpromienił twarz w uśmiechu.
- Może ustrzeliłeś jakiegoś ptaka na śniadanie?- zażartował, po czym podpiął pod pas szablę, założył rękawice i wziął hełm, który podpiął sobie pod pas.- Właśnie. Co mamy do jedzenia?- spytał i podszedł do beczułki z przepalanką. Nałożył sobie trochę i napił się. Tak dla rozbudzenia, pozwalając by alkohol płonął przyjemnie w jego gardle. Nie lubił często pić mocnych alkoholi, ale czasami, rzadko zdarzało się w przerwie od cydrów i win, którymi inni gardzili.

Zaidaan:
Emerick nawet się nie zorientował kiedy mu się zasnęło. Spał twardo, tak jak zawsze, inaczej spać nie potrafił, dodatkowo jeszcze chrapał sobie w najlepsze, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało, najgorsze jest jednak to, że chrapanie skraca życie, przynajmniej tak mówili niektórzy uczeni. Nagle nastąpił huk, Dragosani postanowił sobie postrzelać. Hetman jedynie przewrócił się na drugi bok, spał sobie smacznie obok beczułki przepalanki, nie zamierzał jeszcze się budzić, bo po co?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej