Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Dragosani:
Pozostali bandyci, którzy skryli się w jednym z budynków, zostali upolowani przez raanaarów. Dziedziniec pokrywały ciała poległych. Fort został zdobyty... poniekąd.
Dragosani wytarł szablę i schował ją do pochwy. Przez moment nie odpowiadał. Rozejrzał się czujnie po okolicy.
- Problem z tym, że jego tutaj nie ma - odpowiedział paladynom. - Zanim wysadziłem skład prochu zbadałem okolicę. Pozaglądałem do budynków i tak dalej... No i nic - wyjaśnił. - Trzeba więc będzie dokładniej przeszu...
Przerwał mu wrzask.
- Nie zabijaj mnie! - Dobiegał z jednej z szop, czy czegoś tam. Drzwi były otwarte i gdy wszyscy spojrzeli w tamtą stronę ujrzeli Galahada wywlekającego jakąś osobę. Młodzika jakiegoś, nastolatka może. Był pryszczaty i chuderlawy. Taki trochę szczurowaty.
- Nie zabijajcie mnie! - znów zawołał. - Ja nie chciałem z nimi być! Oni są... - Rozejrzał się i zbladł. Zauważył obraz po bitwie. - Znaczy... oni byli... byli jacyś popierdoleni! Ja tu niechcący się znalazłem!
Zaidaan:
Bój się skończył. Tutejsza ziemia została przesiąknięta krwią buntowników, którzy już nigdy więcej nie spróbują się zbuntować. Emerick wytarł swoje czarne ostre jakąś szmatką i schował do pochwy. Hetman podszedł do młodzika, przyjrzał mu się trochę. Gdyby nie to, że jest trzeźwy to wziąłby go za szczura i już dawno by go ustrzelił z kuszy.
- Długo tu już jesteś?
Zadając pytanie stał tuż przed nim z założonymi ręcami. Sprawa z demonem go nie dotyczyła, ani nie interesowała. To nie jego sprawa.
Dragosani:
- No jakiś tydzień - odparł jeniec. - Ja z Sushan jestem. Mówili, że tutaj jakiś tauren zwołał ludzi co chcą se zarobić. - Wyraźnie widział swoją sytuację i chciał z niej ujść żywcem. Więc mówił bez oporów.
Nawaar:
Krasnolud nadal delikatnie odurzony dymem, odwrócił się, gdy usłyszał, że głównego celu nie ma na powierzchni było w sumie do przewidzenia. Brodacz zobaczył również jak Galahda, wyciąga jakiegoś wyrostka i postanowił, podejść bliżej ówcześnie, zbierając młot wraz z tarczą, która obecnie nie będzie mu potrzeba. - Skoro nie ma go na powierzchni to musi być pod nią jak mówił duch! Tylko szczylu gdzie jest wejście?! Zadał najważniejsze pytanie, które powinno interesować wampira i paladynów, bo reszta motłochu raczej nie będzie walczyć z demonem, ale mógł się przecież mylić prawda? W każdym razie Kiellon wolał się zabezpieczyć i móc ponownie strzelać, więc powoli ładował sobie pistolety i muszkiet, tym razem wrzucając do luf srebrne kule i pociski. W sam raz do walki z pomiotem piekielnym. - Widzisz młody na tym świecie istnieją dwa typy ludzi, Ci co kopią sobie grób oraz, Ci co trzymają broń, radze odpowiedzieć grzecznie na pytania. Rzucił stara mantrą jak świat istniał, czekając na reakcje chłopca.
Marduk Draven:
Marduke wytarł swoją szablę, oraz sztylet i schował je. Podszedł po chwili bezczynnego stania do przesłuchujących. Stanął za Kiellonem i zapukał w jego hełm. Było głucho, jak w głowie właściciela.
- Zbastuj. To tylko przestraszony dzieciak.- upomniał krasnoluda. Skierował się do jeńca. Jego maska nie zdradzała żadnych emocji. A głos był przez nią lekko metaliczny. - Widziałeś tego taurena? Wiesz może, gdzie przebywał najczęściej?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej