Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
Emerick tymczasem pochodził sobie troszku po pokładzie doszukując się różnych niedociągnięć, które wytykał, bo tak.
- Gaście wszystkie lampy, pochodnie i inne źródła światła, bo inaczej będziemy dla nich łatwym celem.
Polecił rozkaz, a sam przeszedł na dziób okrętu z lunetą. Przyglądał się falom odbijających się od kadłuba okrętu owiewając się morską bryzą.
Dragosani:
Załoga brygu posłusznie pogasiła wszelkie światła. Szachraj płynął w pełnym mroku, łopocząc żaglami. W ciemności nocy był właściwie niewidoczny. Brzeg widoczny był na zachodzie. Ciągnął się na linii północ-południe, potem zaś zakręcił na zachód. Zbliżali się więc do celu, do fortu Zapomnienie. Pośród ciemności widać było iskierki świateł tam płonących. Maleńkich z tej odległości pochodni i ognisk, rozświetlających ciemność i grzejących ludzi z forcie.
Zaidaan:
Gdy światła zostały pogaszone, Emerick był pewien że bryg nie zostanie nagle zauważony przez jakiegoś Stefana, który postanowiłby sobie popatrzeć na morze. Emerick stanął przy burcie od strony fortu i czekał aż Drago zrobi swoje i podpali kilka budynków. Wraz z Hetmanem czekali załoganci-artylerzyści czekający jeno na sygnał od kapitana.
Marduk Draven:
- Przygotujmy się Kiellon.- zarządził kanclerz.- Tylko łaskawie bez chlania.- dodał jeszcze. Udał się na pokład.- Emerick, gdy przyjdzie nasz czas, poślij po nas.- polecił hetmanowi i skierował kroki do swojej kajuty. Tam oddał się modlitwom do Zartata, które prócz zabijania czasu miały go wzmocnić w nadchodzącym czasie. Jak zawsze, było to mu potrzebne. Modlił się nad srebrnym mieczem, szablą, sztyletami, oraz zbroją. Modlił się żarliwie i długo. Nie ze strachu, lecz z wyraźnej potrzeby. Prosił o łaski i siłę, o moc w walce z demonem i jego sługami. Nigdy nie był pewny, czy dostaje je, lecz wierzył.
Nawaar:
- Wiem. Odparł Mardukowi, który wspomniał o alkoholu. Kanclerz bractwa zszedł na dół się, przygotowywać. Kiellon natomiast pozostał na pokładzie. Nawet nie czekał i odruchowo sięgnął po tarczę oraz pistolet, który zwał się "Odkupieniem", bo tym bandziorom służącym demonom przyda się jak nic na tym świecie i tamtym również. Krasnolud mając obawy, co do tych mogących odbywać się rytuałów, czuł, że musi stać na wysokości zadania i wiele od niego zależy teraz! Dlatego odrzucił te myśli, by skupić się na mniejszym, konkretniejszym zadaniu jakie da się wykonać w tej chwili. W głowie wyobrażał sobie mur, na który się przemieszcza, zaczynając odbijanie fortu, ale najpierw znak. Wypatrywał bez ustanku dymu, unoszącego się za murów twierdzy. - Zaraz się zacznie. Rzekł do siebie na głos.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej