Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (140/211) > >>

Nawaar:
Młot i tarcza pękła, ku zdziwieniu króla oraz walczących! To był koniec tej walki a emocje, opadły. Krasnolud trzymając resztki młota w ręku, odrzucił go, gdyż nikomu się on nie przyda. - Spodziewałem się innego wyniku, ale tak miejmy to za sobą. Odrzekł, chwytając dłoń człowieka, który pomógł mu wstać. - Wypić zawsze warto do tego jeszcze misja. Dobrze, że bękarci się o tym nie dowiedzą. Zatem chodźmy. Położył tarczę na bok, by zebrać swój niezawodny ekwipunek, który nie roztrzaska się, o byle drewno. - Gdzie teraz? Zwrócił się do króla.

Dragosani:
No i dotarli. Statek wpłynął do portu i przybił do nabrzeża. Teraz wystarczyło tylko znaleźć króla i złożyć mu raport!


A król tymczasem odrzucił podany mu młot, bo na co mu on, i poprowadził paladynów w nieco odmienną część Opactwa. Nie były to slumsy, jednak nie była to też bogata część tej osady. Ot, zbiór mieszkań i przybytków dla osób nieco mniej majętnych lub takich, które preferują życie w cieniu. Tam znaleźli karczmę. Nosiła nazwę ÂŁuskowatej Jane. Ciężko było stwierdzić kim była owa Jane. Weszli do środka. Przybytek był dość typowy dla tego typu lokali. Ciemny, zadymiony i pełen podejrzanych typów. Z tym, że tutaj więcej było taurenów i raanaarów. Barmanem był raanaar z bladym okiem, jakby ślepym. Pod jedną ze ścian było podwyższenie, na którym występ dawała skromnie odziana raanaarka. Jej łuski wystawały spod ubrania z czegoś co było chyba wodorostami. Czyżby ÂŁuskowata Jane? Tego nie było wiadomo. W powietrzu unosił się zapach dymu i jakby soli morskiej.
- Zdziwilibyście się, jak często swojego czasu bywałem w takich miejscach... - mruknął król. Spojrzenia zebranych padły na paladynów. Wampira odzianego w ciemny strój jakoś ominęły. Jednak po chwili stracono zainteresowanie. Drago zamówił po piwie z dodatkiem alg i zajął stolik w kącie.

Kazmir MacBrewmann:
- Ja zostane na statku Emerick, ktoś powinien przypilnować statku i mojej beczki. Właśnie... piłeś to? Bo czuje wóde.

Zaidaan:
- Ekhm.. No spróbowałem tylko. Piekielny trunek, za mocny jak na rum, w ogóle piekielnie pali w przełyk. Zobaczysz sam jak spróbujesz, ale pewnie co to dla krasnoluda.
Mruknął pod nosem i popatrzył jak załoga uzupełnia amunicję i przy okazji sprząta ludzkie kawałki Andrzeja i drzazgi z bocianiego gniazda.
- Właściwie, to gdzie ja mam iść. Nie mam pojęcia gdzie teraz mogą być, a latanie po całym mieście nie ma sensu.. Załoga przy okazji trochę odpocznie.

Kazmir MacBrewmann:
- To poczekajmy na nich. Nie byłem tutaj, nie znam i wole nie poznawać tutejszych przybytków. Jeśli wiesz co mam na myśli. Odparł krasnolud.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej