Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (139/211) > >>

Nawaar:
Rolled 1d6 : 6, total 6

Paladyn znów oberwał, ale jak to mówią do trzech razy sztuka! Dlatego zbierając się w sobie, miał okazję do zaatakowania oponenta, co też uczynił. Krasnolud miał dość obrywania, także będąc na klęczkach jak człowiek, postanowił uderzyć ze wściekłością w korpus przeciwnika, więc brodacz zrobił zamach za głowy na klatę Mardukeja.

Marduk Draven:
Rolled 1d6 : 6, total 6

Marduke aż zdziwił się furią krasnoluda i od razu wystawił tarczę do obrony, wysoko, nad głową, znów troszkę pod kątem, z nadzieją na ześlizgnięcie się młota po niej.

Dragosani:
Kiellon wyrzucił 6 oczek + 3 punkty premii (Mistrzowskie techniki walki - młot - 100%) + 1 punkt premii za (Potencjał Bojowy) = 10 punktów.
Marduke wyrzucił 6 oczek + 3 punkty premii (Mistrzowskie techniki walki - młot - 100%) + 1 punkt premii za obronę tarczą = 10 punktów.

Wściekły atak krasnoluda zaskoczył Marduka. Jednak instynkty wojownika uchroniły go przed bezpośrednim uderzeniem. Młot uderzył w jego tarczę i... pękł. Podobnie jak sama tarcza.

- Ooo... - skomentował Dragosani. - To chyba znak, że pora kończyć. Zupełnie jakby sam Zartat mówił wam, że wasze sprzeczki źle wpływają na Bractwo. Idziemy do knajpy? Znam tu taką jedną. Zdecydowanie gorszą od Młota, no ale cóż - zaproponował, podchodząc.


Trunek nie był rumem. Był czymś mocniejszym. Nie był także bimbrem. Nie do końca. Był czymś... niezidentyfikowanym. Oleistym, bezbarwnym i piekielnie mocnym. Jeden łyczek niemalże wypalił doświadczone gardło Emericka, porażając jego zmysły jak uderzenie pioruna.

Marduk Draven:
- No ładnie.- paladyn mruknął, podpierając się młotem i wstając. Podał rękę Kiellonowi.- Dobra walka.- pochwalił.- A wiesz co? Chętnie.- odrzekł wampirowi.- Chętnie bym sobie strzelił kieliszek czy dwa czegoś mocnego, za naszą przyjaźń, Kiellon.- Draven czuł, że agresja i konflikt z marszałkiem opadają, razem z adrenaliną. Odetchnął głęboko i wręczył młot Dragosaniemu.

Zaidaan:
- Khe, khe. Co jest do chuja...
Emerick po wypiciu tego czegoś czuł jakby nagle oberwał kulą armatnią prosto w twarz. Aż go cofnęło od tej beczułki. Popatrzył na ten trunek dziwnie. Był aż za mocny. Postanowił go trochę zostawić dla krasnoludów i zobaczyć jak ci zareagują na to coś. Jeszcze się okaże, że dla nich to będzie jeszcze za słabe. Hetman napił się tak jeszcze troszku na odchodne gdzie znowu żywy ogień przepłynął mu przez przełyk. Skrzywił się i natychmiast zamknął tą beczułkę i wylazł z kajuty. Wszedł na mostek i popatrzył na horyzont.
- No, widzę że zaraz dotrzemy na miejsce.
Powiedział niby do siebie, niby do zawsze obecnego sternika. Splótł ręce za plecami i czekał aż w końcu dobiją do portu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej