Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
Marduke bez wahania wykonał polecenia wampira i rozproszył zaklęcie knebla, oczekując, że Kiellon wydrze się. Nie obchodziło go to.
- Jak sobie życzysz, wasza wysokość.- odrzekł, idąc za wampiro-królem. Szybko zrównał się z nim.- Gdzie się udajemy?
Nawaar:
Można było tego się spodziewać, że taki obrót będą mieć sprawy. Nerwowo było wśród członków Bractwa choć teraz wyglądało to, jakby dwa kundle się ze sobą żarły. Oczywiście oboje zostali wyrzuceni, ale tutaj krasnolud nie miał jak się przeciwstawić językiem z powodu zaklęcia, lecz cóż pozostało mu sapanie, które minęło kiedy czar został zdjęty, przez Marduka na polecenie samego króla. Kiellon wiedział, co ma robić i wbrew pozorom, nie odezwał się do nikogo po prostu, ruszył za wampirem w nieznanym kierunku, jednakże mógł już swobodnie oddychać, ale wiocha jaką się zrobiło była przytłaczająca, bo nawet brodaczowi było głupio! Do czego oczywiście się nie przyzna! Tym razem zawinili oboje i teraz trzeba będzie na serio zaprzestać się żreć!
Zaidaan:
No i gdy Emerick był już przy wyjściu, jego jeńcowi musiało zacząć odpierdalać i wyrywać się jakoś, ale tak nie żeby uciec tylko jakby miało mu by zaraz coś przez brzuch się wydostać. Wtedy odezwał się demon, hetman miał już ochotę przebić ostrzem tego pirata, ale wstrzymał się i ignorował zaczepki słowne potwora z Otchłani. Szok go ogarnął dopiero gdy samoistnie jego język się wyrwał i wyskoczył z ust i wylądował obok. Ból musiał być wielki, ale Emerick dalej wierzył, że coś może z niego wyciągnąć, bo pisać chyba umie, albo po prostu odpowiadać na proste pytania tak czy nie. Tak więc dalej kierował się do cholernego wyjścia.
Dragosani:
Zapewne opętani kapitanowie statku, którym jest wszystko jedno, no ale akurat o stanie umysłu kapitana Kazmir nie wiedział. Gdy otworzył szufladę biurka, usłyszał czyjś wrzask. Taki rozpaczliwy, pełen bólu. I to było całkiem blisko. W szufladzie zaś znajdowała się fajka, paczka z jakimś suszony ziołem i niewielki dziennik. Co ciekawe nie było pióra ani atramentu, więc sposób zapisywania tegoż dziennika pozostawał w wyobraźni krasnoluda.
No i Emerick w końcu wyszedł. Pirat był całkowicie złamany, zarówno przez ból jak i samą grozę bycia opętanym przez czas jakiś. Biedak zamilkł i jakby się w sobie zamknął.
Dragosani nie odpowiedział. Prowadził ich na zachód, do jednej z wież Opactwa. Minęli przy wejściu milczących strażników. Wampir poprowadził dwóję paladynów korytarzami, kierując się coraz niżej. Widać było, że zna drogę do wyznaczonego przez siebie samego celu. Dotarli w końcu do dużego pomieszczenia.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
- Zaczekajcie tutaj - powiedział, po czym odszedł. Wrócił po kilku minutach. Towarzyszył mu raanaarski wojownik. Niósł drewniane tarcze i młoty.
- Za sytuację w tawernie winię was obu - powiedział. - Skoro naprawdę jesteście tak zapatrzonymi w sobie dziećmi, że nie potraficie ich ze sobą pogodzić, rozładujecie się w potyczce. -Raanaarski wojownik podał każdemu z nich broń i tarczę. Treningowe, więc raczej krzywdy nie powinny wyrządzić. Po tym wojownik odszedł. Paladynie zostali sami z królem. - Obecnie swoim zachowaniem narażacie CAÂŁE Bractwo. Jesteście jego liderami, oczy całego rycerstwa Zartata patrzą na was. A wy żrecie się jak dzieci. Marduke, naprawdę musiałeś użyć zaklęcia na Kiellonie? To było konieczne? I to publicznie, przeciwko własnemu kompanowi, mimo iż dobrze znasz jego charakter. Oficjalnie jesteś jego przełożonym, to fakt. Jednak nadużywanie tej pozycji jest drogą do jej utracenia. - Spojrzał na krasnoluda. - Kiellon! Strzelanie w tawernie? Jesteś świadom co właściwie zrobiłeś? A gdyby kula rykoszetowała i trafiła kobietę? Paladyn, kandydat do rangi świętego mściciela, powinien być bardziej odpowiedzialny. Jak mówiłem, nie jesteście teraz anonimowymi rycerzami. Przyjęliście wysokie rangi w Bractwie, więc musicie stanowić wzór do naśladowała. Jeżeli nie, to Bractwo szybko się rozpadnie. Mogę sam je rozwiązać, aby skrócić jego agonię. Co lepszych rycerzy przydzielę do mojej gwardii, a siedzibę oddam Bękartom. Ale zapewne tego nie chcecie. Więc przemyślcie dokładnie swoje zachowanie. Ale najpierw rozładujcie gniew. Samą bronią, bez używania magii i jej pochodnych. - Odszedł kilka kroków, dając paladynom miejsce do sparingu.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
// Pamiętajcie o Zasadach.
Kazmir MacBrewmann:
- Ki chuj... Mruknął reagując na wrzaski z zewnątrz. Schował znalezione rzeczy do sakwy, chwycił za wiadro i wyszedł na pokład, podszedł do burty i cisnął je do morza. Wyciągnął dziennik i podszedł do Emericka.
- Znalazłem chyba dziennik pokładowy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej