Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
A Marduke podszedł do szynkwasu.
- Dobry. Dwa piwa i dwie porcje sałatki marchewkowej poproszę.- zamówił.
Torstein Lothbrok:
Torstein, jak pozostałe bękarty czekał na to, aż statki się zbliżą i wybuchnie walka. Za ten czas napiął cięciwę kuszy. Huczało i grzmiało od armat, a potem statki szybko się złączyły. Gdy załoga szachraja i komandosi raanaarscy ruszyli na pokład pirackiego statku, Torstein został jeszcze chwilą i z gotową do strzału kuszą obrał cel. Nieświadomego pirata, który właśnie zamierzał się do jakiegoś ciosu. Lothbrok wstrzymał oddech i przymknął oko, Puścił bełt, który trafił morskiego rabusia w pierś, dokładniej zaś w płuco. Złożył się na ziemi, plując krwią i powoli umierając. Torstein napiął kuszę znów. Nałożył kolejny bełt i znalazł inny cel. Pirat odwrócony tyłem, który sam szukał celu. Przycelowanie, wstrzymanie oddechu, strzał. Pirat z bełtem we łbie i śmierć natychmiastowa.
Wiking odłożył kuszę na swe miejsce i wziął puklerz. Z rozbiegu przeskoczył na drugi okręt. Dobył miecza. Szukanie celu nie zajmowało mu bardzo długo, gdyż on sam go znalazł i zaatakował, pionowym cięciem znad głowy. Torstein ugiął nogi i zasłonił się tarczą, lecz pirat ciął dalej, tym razem po dolnym skosie, ale i tu bękart obronił się, tym razem mieczem. Wykorzystał to, że puklerz był wolny i uderzył lewym sierpowym w twarz pirata. Siła była tak duża, że stracił równowagę i wywinął kilka piruetów. Torstein skończył jego marne życie sztychem w krtań, z której splunęła krew. Zaraz już napatoczył się kolejny degenerat i morski skurwiel zwany piratem. Lothbrok zalał go serią szybkich i silnych ciosów swojego grabarza. Czarna ruda niemiłosiernie mocno uderzała. Stal była wytrzymała ale miała swe limity. I w końcu pękła. Cała klinga złamała się na pół. Wiking nie tracił czasu, jeno sieknął go po piersi, głęboko, potem drugi raz, po pachwinie, kończąc jego życie w kałuży krwi.
Zostaje 24 bełtów ze srebra.
1 x Kapitan
6 x Pirat
5 x Raanarski komandos
8 x Marynarz z Szachraja
Nawaar:
- Tak ten sam. W sumie można powiedzieć, że jest specyficzny. Zakończył temat czarnego druida, by skupić się na Marduku. Drago w punkt zauważył, że ignoruję zacne towarzystwo jego i brodacza. - Aż chciałoby się rzec- nabrał dość solidną ilość powietrza w płuca, aby powiedzieć to w pijacki sposób - szo, Kurwa!! Kolegów się wstydzisz? Głośne, "kurwa" zawsze szło usłyszeć z oddali, a w karczmie mniejszym budynku to na pewno. Kiellon umiał zwracać na siebie uwagę w dość nietypowe sposoby ostatnio, ale skuteczne były! Teraz reakcja człowieka się liczyła, jednakże paladyn nie usiadł, a śmiał się zauważalnie a i tak nikt nie wie, że oni są z Bractwa ÂŚwitu i pozory muszą być, żeby nie było za poważnie.
Dragosani:
Kapitan piratów, widząc że sytuacja nie przedstawia się najkorzystniej. Do tego jeszcze Themo, który wyraźnie starał się doprowadzić do konfrontacji. Kapitan kiwnął głową do dwójki podległych mu piratów. Ci zaatakowali Thema, chcąc odwrócić jego uwagę. W tym czasie kapitan przeskoczył barierkę odgradzającą mostek od reszty pokładu i wbiegł w drzwi prowadzące pod pokład.
(Pod pokładem)
1 x Kapitan
(Na zewnątrz)
6 x Pirat
---
5 x Raanarski komandos
7 x Marynarz z Szachraja
- No zara podam - odparł karczmarz i kiwnął głową Jaghataiowi. Widocznie się znali. Piwo dostali szybko, na sałatkę trzeba było jednak chwilę poczekać.
Marduk Draven:
Słysząc jak Kiellon drze swą brodatą japę, Marduke przewrócił oczami. Szturchnął Jaghatai.
- Patrz na to.- polecił. Ledwo zauważalnie skierował dłoń na Kiellona. Zebrał energię magiczną.- Aresh.- szepnął inkantację i skierował zaklęcie na krasnoluda. Telepatyczny impuls w jego umysł, blokujący mu możliwość mówienia. Następnie zaś uśmiechnął się wrednie i przysiadł się do Kiellona i Dragosaniego, polecając to samo Jaghataiowi. Upił łyk piwa, podśmiechując się z Kiellona.- Minie za godzinę, nie bój żaby.- dodał, parskając.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej