Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
I piekło się rozpętało, piraci byli zaskoczeni. I dobrze, Emerick uzyskał zamierzony efekt, szkoda tylko Andreja, który musiał oberwać nieszczęśliwie kulą armatnią niczym pewien elf. Mimo początkowego szoku, piraci w końcu się ogarnęli i zaczeli już normalnie walczyć. Walka trwała na obu okrętach, choć w większości na pokładzie piratów. Emerick, który już zmierzał w kierunku wrogiego brygu nagle przed nim wyskoczył jeden z tych brudnych piratów. Hetman niewzruszony zdzielił pięścią morskiego bandytę aby potem zaatakować człowieka mieczem. Ten jednak zdążył się uchronić i zablokować uderzenie,ale po chwili kolejne uderzenie wyrwało miecz z ręki pirata. Bez większych ceregieli hetman dobił rzezimieszka wbijając ostrze w ciało, a potem po wyciągnięciu wrzucił ciało do morza. Teraz już nic nie blokowało mu drogi na drugi pokład. Przeskoczył bezproblemowo i tam rozejrzał się po morskiej bitwie gdzie ujrzał kapitana gdzieś na nadbudówce. Zmierzył go ostrzem i krzyknął.
-Chcę go żywego!
Chociaż i tak wielu go nie usłyszało, z wyjątkiem kilku osobników.
Poza dorwaniem kapitana trzeba jeszcze pozbyć się piratów lub zmusić ich do kapitulacji. Ruszył jednak w stronę bandery aby obniżyć ich morale. Po drodze jednak zastał jeszcze jednego przeciwnika, z którym wymienił się wieloma ciosami, blokami i kontrami, w końcu jednak wróg zareagował trochę za wolno, a Emerick mógł sieknąć pirata cztery razy po klatce piersiowej tworząc ten sam wzór jak na ich banderze. Pozostała mu wolna droga do zerwania flagi.
1xKapitan
18xPirat
Nawaar:
- Czerwonoskóry powiadasz? Ja znam czarnoskórego no cóż bywa i rozumiem. Puścił oko w stronę wampira, ale nie zalotnie! Rozmowa przebiegała w dość miłej atmosferze, ale jak zawsze ktoś musiał przeszkodzić, bawiącemu się w najlepsze krasnoludowi. Drago na szczęście ostrzegł go w porę, i po prostu wziął flaszkę, wyrzucając ją za siebie! Najwyżej będzie draka, a Kiellon tutaj jeszcze syfu nie narobił, więc chyba warto poznać tutejszych i ich zachowania. Wszystko to przez prawdopodobne zachowanie Marduka!
Kazmir MacBrewmann:
- Sam se go żywcem złap! Ryknął schowany za burtą krasnolud z zarepetowaną kuszą. Pobiegł na kasztel Szachraja dla lepszej pozycji. Namierzył wrażego kapitana i wystrzelił... Niestety w tym samym czasie jeden z piratów znalazł się na linii strzału i zarobił bełtem w głowę. Sam jej czubek. Krasnolud przeładował, w samą porę bo za plecami szeregowego Emericka pojawił się pirat. Szybko padł z bełtem międz łopatkami.
1xKapitan
16xPirat
TheMo:
I nadszedł ten moment, na który Themo czekał z upragnieniem. Otwarta walka. Może nie w polu, ale statek też wystarczy. Już po sojuszniczej salwie wyszedł z ukrycia i wypatrywał wrogiego brygu, kiedy ten będzie w zasięgu skoku. Gdy już się to stało przystąpił do walki. Na początek wziął rozpęd i przeskoczył pomiędzy burtami i wylądował z przewrotem na przeciwnym statku. Prosto w środku walki. Wstając wystrzelił niczym z procy częstując podbródkowym pobliskiego pirata, który już szykował się do ciosu. Tego aż odgięło do tyłu. Bękart poczekał aż się wyprostuje, za ten czas zebrał się do następnego uderzenia. Mocny prawy prosty posłał jego przeciwnika na matę. A raczej na deski pokładowe. Nic dziwnego, skoro Themo zabolały kostki. Obolałą dłonią sięgnął po miecz i sparował wrogie ostrze nadciągające z boku. Drugą ręką dobył puklerza i już był gotowy siać zamęt w szeregach piratów. Jednak to kapitana obrał sobie za cel. A pierwszą przeszkodą w dotarciu do niego był jego obecny przeciwnik. Odepchnął jego stal, a przed następnym ciosem już schował się za tarczą. Przeczekał jeszcze jeden jego atak. Cięcie od dołu przyjął na puklerz i zamarkował swoje pchnięcie. Udało mu się nabrać wroga, który nie wiedział czy wyprowadzać kontrę, czy przejść do defensywy. Gdy miecze miały się spotkać, Lord Elekt przeniósł swój nieco wyżej, przez co ciosy się wyminęły. Korzystając z zaskoczenia ponowił pchnięcie, tym razem prosto w tchawicę i bez żadnych przeszkód. Szybki półobrót jeszcze bardziej rozerwał gardło biedaka i krew poleciała tak gęsto, że nie zdążała wsiąknąć w deski pokładowe. Jedno żywe ścierwo mniej. Powolnym krokiem zmierzał w stronę kapitana, aż tu kolejny ochotnik zechciał zginąć z jego ręki. Szarżował prosto na zbrojnego. Themo zaparł się prawą nogą, którą nieco wycofał i odbił uderzenie puklerzem, sam pchając nieco na przód. Masa zbroi zapobiegła utracie równowagi, czego nie można powiedzieć o piracie. Odrzuciło go w tył, przez co był odsłonięty. Cięcie z lewej po klatce piersiowej. Tarcza blisko ciała. Wróg krwawi z rany na długości żeber. Wolną ręką złapał się za nią próbując nieco zatamować krwotok. Ten ułamek sekundy wystarczył na drugie cięcie. Próbował je sparować, jednak mosiężny miecz trafił w jego rękę. Cios miał iść ponownie po tułowiu, jednak natrafił na przeszkodę. A może nie? Wszak rozcięcie było głębokie, na tyle, by tamten zwolnił uścisk na mieczu i stał się bezbronny. Bękart widząc okazję pchnął go mieczem prosto w oko, dostając się do mózgu i szybko kończąc kolejny żywot. Droga wolna. Na razie. Bowiem na samych schodach prowadzących tuż do szefa tej zgrai stanął mu kolejny pirat zawadzający. Tym razem Themo był na kiepskiej pozycji. Krok w tył mógł równać się upadkowi ze schodów. Dlatego nie zamierzał go robić. Miast tego jego puklerz przyjął kolejny cios. Przeciwnik zamiast wyprowadzić kolejny zaczął się siłować, próbując go zepchnąć ze schodków, bądź złamać gardę. Bękart widząc, że tamten sięga po sztylet postanowił samemu zaatakować. Pirat zrezygnował z dobycia broni bocznej i złapał za nadgarstek Elekta, nim cięcie dosięgnęło celu. Trwali więc tak mierząc się we wzajemnych uściskach, gdzie żaden nie chciał ustąpić. Była okazja by spojrzeć sobie w oczy. Każdy z nich miał tam żądzę mordu. Na policzkach czuli swe oddechy. Co znaczyło, że znajdowali się blisko siebie. Trochę za blisko. Themo odchylił głowę i uderzył swoim hełmem w czoło pirata. I zrobił to jeszcze raz, gdyż upór tamtego nie zmalał. Trzecie uderzenie. Siniak pod grzywką i rozcięty łuk brwiowy nie wystarczyły. Pirat dalej się wzbraniał przed odwiedzinami u Rashara. Dlatego sam postanowił ustąpić. Wypuścił miecz z dłoni. Przeciwnik złapał się na to i puścił jego nadgarstek. Teraz Bękart miał szansę. Szybko sięgnął przeciwnikowi za pas i wyciągnął jego własny sztylet, którym równie szybko ciął od dołu pozostawiając paskudną ranę na tułowiu. Posoka trysnęła na stalową zbroję, a zraniony lekko osunął się na ziemie. Themo wykonał mocny zamach tarczą i uderzył go prosto w głowę, roztłukując czaszkę. Nie był pewien, czy go zabił, czy tylko pozbawił przytomności. Jednak nie to było ważne. Schylił się i podniósł swoją broń, wyrzucając zdobyczny sztylet. Ważny był przeciwnik przed nim. Wkroczył na mostek i stanął oko w oko z kapitanem. Przyjął postawę bojową. Pod jego stopami tworzyła się niewielka kałuża z krwi, która skapywała z jego hełmu, napierśnika, miecza i tarczy. Jednak to nie była jego krew. To była krew tych, którzy stanęli mu na drodze. A jego spojrzenie posłane kapitanowi komunikowało, że i on do nich dołączy.
1x Kapitan
13x Pirat
Dragosani:
Piraci nie pozostawali dłużni. Dosłownie na oczach Emericka ich kapitan zasiekł dwójkę z marynarzy z Szachraja. Pozostali walczyli dzielnie, dzielnie zabijali i dzielnie ginęli. Okazjonalnie wołając mamę i srając w gacie. Bitwa morska, jakakolwiek bitwa w sumie, nie była widokiem zbyt przyjemnym.
Raanaarscy komandosi zaś walczyli sprawnie i w pełnej koordynacji. Walczyli jak oddział. Gdzieś tam też przewinął się Galahad, aby nie zostać uznanym za nieroba. Mord na morzu trwał.
1 x Kapitan
10 x Pirat
5 x Raanarski komandos
8 x Marynarz z Szachraja
- Kenshin, tak? - zapytał wampir. - Trochę dziwny. No i czarny. Ale to akurat nie jego wina. Zobacz na Marduka... - Kiwnął głową w stronę Dravena. - Jak udaje, że nas nie zna. - Zaśmiał się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej