Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Zaidaan:
- Kurwa nie mogę...
Burknął pod nosem gdy usłyszał, jak Mardukej po raz kolejny nazywa się Zygfrydem, w dodatku przywłaszczając sobie okręt króla, ale to już było w jego naturze. Jakby nie mógł się jakoś inaczej nazwać. Oparł się o burtę i przyglądał się stamtąd dalszemu rozwojowi sytuacji.
Dragosani:
Trójka ocalałych patrzyła otępiało na "kapitana" statku. Właściwie dwójka. Starszy mężczyzna, marszcząc brwi, patrzył na Dragosaniego.
- Ja cię znam... - powiedział. - Widziałem cię w pałacu... ja... Panie, uratowałeś nas! - I wtedy Dragosani sobie przypomniał. Jedna z licznych "audiencji dla ludu". Tych nieciekawych. W sensie bardziej nieciekawych niż pozostałe. Mężczyzna miał na imię Ibram i miał jakąś bzdurną sprawę związaną z przewozem ziarna. Nic interesującego, ale z jakiejś przyczyny pracownicy całej drabiny urzędniczej nie potrafili sobie z tym poradzić. Co w sumie nie powinno nawet dziwić. Wampir rzucił tylko spojrzenie Mardukowi i kucnął przy Ibramie.
- Teraz ważne jest, Ibramie... - Mężczyzna był wyraźnie zdziwiony, że król go pamięta. - Abyście wypoczęli i posilili się. Potem opowiecie nam co się stało. - po jego słowach zaprowadzono rozbitków do kajuty kapitańskiej, jak też sobie wcześniej wymyślił Marduke.
Po sprawdzeniu, czy nie ocalał nikt inny, opuszczono okolice wraku. Szachraj zaczął ponownie kierować się w stronę Opactwa. Minęło kilka godzin, nastał świt. Rozbitkowie wypoczęli i posilili się. Można było więc z nimi porozmawiać.
Nawaar:
Kiellon roześmiał się na cały okręt, kiedy stary człowiek rzekł, że zna stojącego tutaj wampira! - I cały misterny plan w pizdu! Chciałoby się rzec, ale zaraz coś chyba chlapnąłem. Hahahahahahahahaha! Jeszcze raz wybuchł śmiechem omal, doprowadził się do łez z tego wszystkiego. Zawsze to było jakieś rozluźnienie, po tych trupach w dżungli a teraz na morzu. Krasnolud stał sobie w gaciach, aż bryg ruszył ku celowi podróży czyli wyspy w międzyczasie rozbitkowie, ogarnęli się i można było z nimi pogadać choć, wyglądając tak jak teraz to będzie raczej słaba rozmowa! Dlatego zszedł na dół i chociaż założył spodnie. - Powiedzcie mi czy widzieliście kto lub co was zatopiło? Jakieś błyski, kule ognia czy po prostu obcy okręt lub atak od strony wyspy, bo widząc dryfujące zwłoki można różne wnioski wysuwać i jeszcze dokąd płynęliście, i co mięliście w ładowni, gdyż ktoś mógł się nią również zainteresować, nieprawdaż?
Pytania skleił na szybko, ale ktoś chociaż zaczął i to w sumie najważniejsze jakie paść powinny na obecną chwilę.
Dragosani:
- Płynęliśmy do Opactwa, z transportem dywanów - odparł starszy mężczyzna. - Jestem kupcem, już od jakiegoś czasu handluję z taurenami - wyjaśnił. - Nazywam się Ibram, to moja córka Inga i jej... ehm... mąż Maciek. Uczę go do zawodu, ale... - Machnął ręką.
- Płynęliśmy jak już kilka razy. Słyszałem, że ten szlak robi się niebezpieczny, ale uznałem, że to tylko takie gadanie! No i się myliłem. Zaatakowali nocą. Statek wrogi, nie wiem nawet jaki. To byli piraci. Chyba. Wdarli się na pokład, zabrali trochę kosztowności... i... - mówił.
- I moją córcię! - wrzasnęła Inga. - Malutką, dziecko moje... - Zaczęła płakać. Jej mąż objął ją ramieniem.
- Właśnie i dziecko, wnuczkę moją. Malutką Mei - dokończył za nią Ibram. Wydawał się lepiej trzymać od pozostałych. - Nie wiem po co, ale jak ją znaleźli to zdawali się być zadowoleni. Wrócili na swój statek i zasypali nas salwą kul. Zaczęliśmy tonąć... A oni odpłynęli z moją wnuczką.
Kazmir MacBrewmann:
Kurfa, a jednak... Kazmir stał z boku i słuchał. Sam miał problem z piratami, a w tej okolicy sporo jest maleńkich wysepek gdzie można skryć małą flotę... Miał tylko nadzieję że nikt nie wpadnie na jakiś głupi pomysł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej