Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (93/211) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Stojący najbliżej krasnolud wziął się za pomaganie, rzucił linę by można było się po niej wspiąć.

Dragosani:
Szalupa dotarła w końcu do burty Szachraja. I tam, wspólnymi wysiłkami, wciągnięto ją na pokład. Rozbotkowie byli wystraszeni i przemarznięci. I zapewne głodni. I chyba w szoku. Ale nie mieli obrażeń. Była ich trójka, mężczyzna w wieku około lat pięćdziesięciu, młoda kobieta, tak na oko dwudziestka. I jeszcze inny mężczyzna podobny jej wiekiem. Dragosani wykrzyczał kilka rozkazów i dostali oni koce i jedzenie. Wydawali się nie bardzo wierzyć, że dzieje się to co się dzieje.

Marduk Draven:
Gdy akcja ratunkowa się zakończyła a rozbitkom dano koce i jedzenie, podszedł do nich Marduke.
- Witajcie.- pozdrowił ich skinieniem głowy.- Jestem kapitan Zygfryd de LĂśwe, a to Szachraj, mój skromny bryg.- dodał. Dłonią wskazał Dragosaniego, a potem Torsteina.- To mój pierwszy oficer - Edward. A ten potężny brodacz to Ragnar, żeglarz prosto z wysp wikingów.- wyjaśnił, przedstawiając fałszywe tożsamości. Mimo wszystko misja była tajna, co nie?- Zaprowadźcie ich do kajuty kapitańskiej. Odpocznijcie, potem do was przyjdę i opowiecie mi co się stało.- dokończył

Nawaar:
Krasnolud patrzył na tę nową szopkę, bo to znowu zapowiadał się kataklizm ze strony czysto poznawczej. Jednak te trupy go trochę niepokoiły, bo okręt nie tonie od tak na wodach przy Valfden, ale kto wie jaki czort to spowodował. Kiellon i tak mimo tego zaśmiał się, widząc Marduke aka Zygfryda. - Ja pierdole, ale masakra. Powiedział iście z klasą, by potem przerwać zaklęcie, a zwłoki w wodzie nieco przypomniały mu te w lesie deszczowym. Paladyn w sumie powinien przywyknąć do zwłok, ale tamte zginęły w dość nienaturalny sposób do tego brodacz, nie przypominał sobie, aby jakieś ciała rozczłonkowywał, ale zawsze stosował zasadę jak najmniej okrucieństwa i szybkiej śmierci, także zniwelował zaklęcie światła i zapytał się "nowego" kapitana o rozkazy!
- Jakie rozkazy, o szlachetny Zygfrydzie de LĂśwe?
Krasnolud nie ukrywał tutaj głupiego śmieszkowania, bo znając życie jeden z wyłowionych pewnie się tak nazywa albo ma to samo nazwisko. Wszystko jednak będzie podobnie jak wcześniej, gdyż Themo ponownie zarzuci spławik w stawik.

TheMo:
A Themo w samych gaciach podtrzymywanych pasem od miecza przyglądał się udanej akcji ratunkowej. Oczywiście sam pomagał rzucając jakieś liny czy coś. I oczywiście ktoś musiał odegrać kolejny teatrzyk. Jakby wpadka Emericka nikogo nie nauczyła. Incognito, kurwa twa mać w te i nazad. To się nie może skończyć dobrze. Chyba, że znowu weźmie się za kobietę. Ale to może później. Najpierw chciał się zorientować, czy nie potrzebują pomocy medycznej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej