Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Nawaar:
Krasnolud zaczął, zajadać dzika i inne miłe rzeczy, ba nawet się wódki napił, ale niestety była letnia! Teraz już nie będzie się kłócił z karczmarzem, który wyglądał na zwykłego capa tak łudząco podobnego do krasnoludów z aparycji. Wszystko przebiegało swoim spokojnym torem dopóki, nie usłyszano pewnych słów dotyczących Zartata, mgły w dżungli i ich bożka zwącego się Aloha! Marduka jak zwykle w takich sytuacjach poniosło i stawiał wiarę na pierwszym miejscu, lecz Kiellon był z tych nieludzi, którzy najpierw się dowiadują, a potem siekają. Jednak sytuacja iście napięta! Dobrze, że Drago zachował rozsądek jak i brodacz. - Uspokój się towarzyszu, bo zaraz tobie żyłka pęknie. Mówił spokojnie, by człowiek nie wpadł w furię i mrugnął do niego szybko. - Panowie a czy czasem słowo Aloha, nie jest przywitaniem wśród maurenów, którzy żyją blisko morza tak zwanych wyspiarzy? Takie jakieś znajome mi się wydawało albo źle coś skojarzyłem i jeśli to pomyłka to przepraszam i tego no weźcie to. Chciał delikatnie odwrócić temat i załagodzić spór, podając im całą butelczynę tutejszej wódki, a może alkohol nieco rozjaśni ich umysły i ten powiedzą coś jeszcze? - Możecie mi o nim odpowiedzieć? Powiedział w myśl swojej zasady przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. Inaczej mówiąc infiltrował swego przeciwnika zanim zacznie ich filować!
Marduk Draven:
Marduke z kolei zignorował już jegomości. W spokoju dojadł swój posiłek. No i napił się. Obelgi na razie go nie ruszały, chciał na razie zająć się misją, a obecną sytuacją w Eandor dopiero po powrocie. Chyba, ze udało by mu się skontaktować z Danyllem. Będzie musiał porozmawiać o tym z Drago.
Narrator:
- Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Eloah za wasze bluźnierstwa srogo ukara. Nie ma miejsca gdzie by was nie dopadła. A na nas już czas.
Kiwnął głową do swoich koleżków i wyszedł wraz z nimi.
Dragosani:
Drago odprowadził ich wzrokiem. i przez to spostrzegł Galahada, który akurat wszedł do karczmy. Kiwnął mu głową. Człowiek podszedł do ich stolika.
- Panie - przywitał się z wampirem. Dyskretnie skinął głową na powitanie. Potem kiwnął na pozostałych.
- Wszystko gotowe? - zapytał Drago.
- Tak, możemy wypływać choćby i zaraz.
- Więc nie ma co czekać. Sytuacja jest trochę... napięta. Wiesz coś o tym?
- Zapewne tyle ile ty, Panie. Dziwaczne spojrzenia, szeptane bluzgi i groźby.
- Typowe... - mruknął Antares. Zwrócił się do pozostałych. - Dobra, koniec odpoczynku. Trzeba załadować wozy i wypływać. - Wstał.
- Chodź, Galahadzie, pomożesz i pokażesz nam gdzie zacumowany jest Szachraj. Chcę jak najszybciej być na wodzie - polecił.
- Tak, Panie - odparł Galahad i wspólnie z wampirem udali się do stajni, aby zająć się wozami.
Marduk Draven:
Marduke wyszedł zaraz za rycerzem i wampirem. Dołączył do nich w stajni.
- Znalazłoby się trochę czasu, bym mógł porozmawiać z dowódcą fortu o tej sytuacji? - spytał króla, stając w progu.- Czy cokolwiek? Czy też wolałbyś, bym teraz nie zakrzątał tym głowy Tobie i sobie?- dopytał i czekał na odpowiedź krwiopijcy. Wszedł do stajni i począł przygotowywać Dragowo-swój wóz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej