Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
- Możesz powtórzyć? Aloha?- parsknął śmiechem, uśmiechając się zarywczo do kelnerki.- Popracujcie nad imieniem tego bożka, bo trudno wam będzie zarejestrować nową religię z tak trudnym do wymówienia imieniem.- dodał, parskając znów. Napił się wina i zaczął się zajadać.
Narrator:
Mężczyzna prychnął lekceważąco.
- Nic dziwnego, że mieszkańcy tej strony wyspy zaczynają się odwracać od fałszywców. Ja bym się nie śmiał i nie kpił z siły, która karze was za grzechy w dżungli.
Odwrócił się i podwyższył stawkę kładąc na stół kolejne kilka grzywien.
Dragosani:
- Kazmir MacBrewmann aep Groth... - mruknął Galahad. - Miło zatem poznać. Wchodź więc na pokład, jeżeli chcesz. Ja przejdę się do tej tawerny. - To powiedziawszy odszedł w stronę wspomnianego lokalu.
Tymczasem w karczmie sytuacja stawała się trochę napięta. Znowu. Drago chrząknął.
- Powiedział rycerz Zartata... - mruknął jakby do siebie na słowa Marduka. - Wybacz ignorancję mego towarzysza - powiedział już głośniej. - Mogę się dosiąść? - zapytał. Poklepał się po sakiewce. - Zagramy, porozmawiamy. Chętnie wysłucham cóż też dzieje się w dżungli.
Kazmir MacBrewmann:
- Chętnie, przywitam się z armatami. Odparł rycerzowi, ewentualny rum w ładowni mógł poczekać. Kazmira interesowały armaty. Niby nic niezwykłego, każdy statek ma takie same. Ale wolał się upewnić, bo czasami miejsce na proch jest z lewej, a czasem z prawej. Raz pływał na jednostce gdzie armaty były trefne bo nie miały owych otworów. Ale to był statek jakiegoś elfa, skąd oni mogą wiedzieć takie rzeczy... Kapral wszedł na pokład i poszedł oglądać armaty.
TheMo:
A Themo cały czas spokojnie sobie siedział przy stole. Nie cały czas, bo przecież musiał się tu jakoś dostać. Ale i tak większość drogi przemilczał. Czemu? Bo mógł. Ot tak nie przejął się fałszywymi bożkami czy atakiem przerośniętych robali. Ale wróćmy do teraźniejszości. Dziwiła go zmiana wiary przez mieszkańców. Ale każda sekta ma swojego guru. Wystarczyło się z nim uporać i całą fałszywą religię szlag trafia. Ale to nie jego sprawa. Nie za to mu zapłacili. Jednak krew dalej wrzała. Skubnął trochę jadła i popił piwem.
-Przypierdoliłbym komuś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej