Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (81/211) > >>

Dragosani:
- Jak chcesz, to jedź od razu na statek. [/i-] Drago wzruszył ramionami. - Nazywa się Szachraj i jest to bryg - wyjawił. - Wystarczająco niekrólewsko? - zapytał jeszcze, szczerze zaciekawiony.
- Co do karczmy, to postawiłbym na tę Syrenkę. Mniejsza szansa przyciągnięcia uwagi. No i bliżej portu. Tylko postarajcie się nie rzucać szlacheckimi nazwiskami.

Kazmir MacBrewmann:
Kazmir zignorował Kiellona tak bardzo jak tylko sie da. Przypierdoliłby mu gdyby nie jego zbroja. No i skąd ta zakuta pała znała jego myśli? Fakt, Themo był najstarszy stopniem ale był nieobecny duchowo.
- Była chyba bajka o pchle Szachrajce... to ja ide na statek. Zszedł z furgonu i przechodząc obok Kiellona niby przypadkiem obcharkał mu buty. Bo tak. Bractwo nie lubiło ich a Kazmir Bractwa. Ruszył w stronę portu by odnaleźć bryg.

Dragosani:
- Powiedź Galahadowi gdzie będziemy - powiedział jeszcze za brodaczem Drago, już nie komentując tego spluwania i warczenia pomiędzy krasnoludami.
- A my tymczasem udamy się nieco odpocząć... zresztą i tak nie planowałem wypłynięcia od razu. Aż tak wredny nie jestem - powiedział do pozostałych, gdy ruszyli w stronę wskazanej przez Marduka karczmy. Lub raczej mniej więcej w tym kierunku.
Przedarli się w końcu do portu i znaleźli lokal. Była to w sumie "lepsza spelunka". Nie na tyle dobra, aby gościć szlachtę i bogatych kupców, lecz też nie na tyle mizerna aby odwiedzały ją męty wszelakie pokroju Dragosaniego sprzed czasów jego powrotu na Valfden, po jego przygodzie z ukrzyżowaniem.
- Macie trzy godziny - powiedział wampir, gdy zostawili zabezpieczone wozy w stajni. - Potem załadujemy wozy i wypłyniemy. Akurat na wieczór, mniej oczu będzie patrzyło.

Tymczasem Kazmir dreptał na swoich krasnoludzkich małych, grubych nóżkach do portu. Było to zabawne, gdyż karawana z której to wysiadł również zmierzała do portu. No ale może chciał sobie pospacerować? Wszedł w końcu do nabrzeżnej części portu. Jego oczom ukazały się maszty statków i standardowy portowy chaos. Przy nabrzeżu przycumowanych było kilka statków. Z dwa czy trzy też stały zakotwiczone nieco dalej, zapewne nie mogąc przybić bezpośrednio w porcie.

Nawaar:
Krasnolud zaśmiał się, gdy drugi krasnolud splunął na jego buty. - Wyżej się nie dało! Hahahah. ÂŻart ze wzrostu kiedy jest się prawie tego samego było takie zabawne! ÂŚwiadczyło jedynie o dystansie Kiellona do takich rzeczy. - No to jadziem. Rzekł, a wóz kierowany przez wikinga, ruszył za wampirzym orszakiem. W końcu dojechali na miejsce, o którym mówił Marduke i na pierwszy rzut oka wydawało się to bardzo spokojne miejsce, więc odpocząć będą mogli od tego zgiełku i widoku ciał w dżungli. - Rozumiem, także czas na chlanie i zapomnienie! Rzekł niezbyt radośnie, ale głośnie do swych towarzyszy i wszedł do środka. Pijaków było wielu jak to w karczmie przy samym porcie do tego jeszcze pełno marynarzy czy innych rybaków. Właściwie to nie waliło tak bardzo jak w Atusel rybami normalnie kompania wygrała. Brodacz oczywiście podszedł do karczmarza, by złożyć zamówienie. - Cztery litry wódki gospodarzu oraz po litrze grogu i rumu na zaś, ale chyżo do tego solidny kawał dzika i parę kurczaków. Chce mi się jeść i pić. Ile to będzie władco tego przybytku. Zagaił karczmarza brodaty jegomość w uświnionych płytowych butach ze szczerego srebra.

Narrator:
Karczmarz spojrzał podejrzliwie na krasnoluda. Nieczęsto widział tutaj takich. No ale klient to klient. A ten akurat wydawał się mieć pieniądze.
- Takie coś to będzie czt... pięćdziesiąt grzywien! - odpowiedział.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej