Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
- Nie wiem, co Rajmund tu robił.- odrzekł ciężko dyszący Marduke, który założył rękawicę i zdjął hełm. Twarz miał w pocie i włosach, które oblewały ją niczym czarna burza.- Jest opatem w klaszotorze na ziemiach Gear. Ale co robił tutaj, tego nie wiem, bo żadnego raportu nie dostałem.- dodał.- Ma ktoś coś do picia? Takiego picia, że picia, a nie soczku.
Kazmir MacBrewmann:
- Jo mam, zawsze mam coś na takie... coś. Powiedział rzucając Mardukowi flaszkę bimbru swojej produkcji.
//We flaszcze jest 0.3l wódki z ziemniaka Valfdeńskiego, z gminy Javemir
Marduk Draven:
Marduke odebrał flaszkę potężnego trunku i odkorkował ją. Nie wąchał ani nic, jak to robił z winami. Po prostu pociągnął sobie, porządnie i niepodobnie do niego. Bimber okazał się świetny i od razu zmył nieprzyjemny grymas z twarzy paladyna. Zakorkował flachę.
- Dzięki.- odrzekł Kazmirowi gdy zwracał mu alkohol.
Dragosani:
Porządny łyk mocnego trunku uderzył paladynowi do głowy. Poczuł przyjemne i lekkie zaćmienie. Nic wielkiego, jednak odpowiedzialny człowiek już by na konia nie wsiadł. Drużyna zaś zebrała się przy wozach, aby ruszyć w dalszą drogę. Jednak takie postoje w dżungli nie zawsze są dobrym pomysłem. Rozległ się przenikliwy syk... I na głowę zakutego w pancerz Kiellona spadło z drzew coś zielonego i ruchliwego. Stwór przypominający owada. Wielkiego owada. Potwór usiłował chyba zabić brodacza tym pierwszym atakiem, jednak pancerz Kiellona (i twarda krasnoludzka łepetyna) uratowały go. Wielki owad syknął jeszcze i uskoczył w chaszcze. Przez krótką chwilę nic więcej się nie działo. Do czasu. Z koron drzew i krzaków wyskoczyły kolejne potwory, skrzecząc jak chore psychicznie dzieci. Były to rotishe w liczbie pięciu i były gotowe rozedrzeć drużynę na strzępy. Otaczały drużynę z każdej strony, jakby planowały ten atak. Ale nie mogły go planować, prawda?
5 x Rotish
// Marduke jest pod wpływem kary: Upojenie alkoholem
Nawaar:
Krasnolud sobie stał i przypatrywał się jak Marduke, pił. Szkoda, że się nie podzielił, ale brodacz mimo wszystko był nieusatysfakcjonowany odpowiedzią człowieka, bo nic nie wiedział na temat tutejszej wyprawy bractwa. - Szkoda, że nic nie wiadomo, ale jakieś zapiski pewno są w posterunku. Dobra spadajmy stąd. Zarządził jakby miał tutaj w ogóle coś do gadania, ale co się powiedziało to się nie odstanie. W końcu mięli jechać dalej, lecz tutaj typowa sytuacja, bo ile mogło być spokojnie? Niczego nieświadomy paladyn został zaatakowany, przez co jeszcze nie wiedział! Jednak coś czepiło się jego łba. Kiellon instynktownie zaczął się szarpać i próbować, ściągnąć jakiegoś pajęczaka, mówiąc dookoła. - Puszczaj chuju! Widocznie poskutkowało, gdy małym niepozornym robaczkiem okazał się przerośnięty Rothis! Który sobie poszedł w krzaczki bardzo zniesmaczony tym, że zbroja i "zakuty łeb" dały radę. - Jebany! Spierdalajmy! Zakrzyknął wyraźnie podekscytowany, ale i nutka poddenerwowania była również do tego sytuacja zmasakrowanych ciał jeszcze nie minęła. W każdym razie kilka sztuk tych bestii była gotowa powalczyć o lepsze jedzenie.
Kiellon spojrzał w górę, by móc namierzyć sobie przeciwników, których sporo nie było na każdego powinno wystarczyć, więc nie przejmował się za bardzo i dobył naładowanego pistoletu. Brodacz biorąc "Odkupienie", wymierzył dość szybko, bo czasu mało do tego nerwy i pot ściekający mu do oczu był dość irytujący. Paladyn w końcu wyczuł, że to ten czas na wystrzał i po prostu nacisnął na spust swej broni. Huk wystrzału nawet z marnej pukawki musiał być, słyszalny w całej okolicy. Nie ma bata, że echo się nie rozniosło po takim lesie. W każdym razie żelazny pocisk opuścił lufę i razem z powstającym dymem, poleciał w stronę jednej bestii, tej która spadała niemalże na niego. Kula przebiła pancerz robaka, który ciekawie pękł, a potem spenetrował mu narządy wewnętrzne, ukazując dziwną zieloną maź, a następnie uśmiercając w locie. Rothis coś zasyczał i spadł bezwładnie na ziemię jedno, co zrobił Kiellon to krok w boku, by nie oberwać od szczątek maszkary.
Dlaczego brodacz użył w tej sytuacji broni palnej? Dlatego, że było mu na rękę mniej się zmęczył, wypocił niż w walce wręcz, jednakże jest pewien minus! Właśnie chodziło o to echo, gdyż mogło to spowodować przyjście większej ilości bestii albo dać innym ludziom znać, gdzie są tylko czy ktoś tu jeszcze jest? Brodacz mógł zadać sobie pytanie dlaczego nie użył magii, ale to pewnie inni mu wypomną za chwilę. Mimo wszystko jeden przeciwnik padł i tutaj mogła się wykazać reszta ekipy.
Pozostaje : 8 żelaznych naboi
4 x Rotish
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej