Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W głąb Zapomnienia
Marduk Draven:
Rad się zrobiło marszałkowi koronnemu i kanclerzowi Bractwa w jednym, iż jego towarzysze zechcieli mu dopomóc. W sumie to cóż innego mogliby zrobić. Draven zaczął pomagać Kiellonowi w podnoszeniu ciężkiej kapliczki boga światła, jednocześnie wysłuchując jego rady.
- Niech no się parę osób rozejrzy się po okolicy, gdy my będziemy podnosić statuę Pana.- zasugerował bękartom.
Zaidaan:
- Przynajmniej się ruszę i nie będę, cholera.. - uderzył się znowu próbując zabić krwiopijcę. Oczywiście bezskutecznie. - i nie będę musiał siedzieć i być łatwą ofiarą dla tego cholerstwa.
Wstał i zeskoczył z wozu, a potem rozejrzał się po drzewach i innych krzakach oglądając cały ten tropikalny klimat.
- Chociaż wątpie czy to ma jakiś sens..
Gascaden:
- Trzeba ukarać tego kto to zrobił. Nie może zostać bezkarny...
Wtrącił się jaszczuroczłek gdy już pomógł swoim towarzyszom w podniesieniu kapliczki Zartata, która była w opłakanym stanie. Nie potrafił pojąć jak ktoś to mógł to, ot tak zrobić.
Marduk Draven:
- Cierpliwości.- odrzekł jaszczurzemu rycerzowi.- Odpowie, odpowie. W rozmowie z batem.- dodał. Skłonił się biednej kaplicy Zartata. Rozejrzał wokół, podszedł do kaplicy wężowej. Popatrzył na nią, stojąc w odległości około metra, po czym zbliżył się i zabrał podarki ze srebra i inne kosztowności, po czym złożył je z szacunkiem przy kapliczce swego Pana. Następnie popatrzył raz jeszcze na kapliczkę wężową i zebrał energię magiczną, kierując ją do dłoni, skupił się na swym gniewie oraz oddaniu Zartatowi.- Izeshar...- wypowiedział inkantację, formując w dłoni czerwony jak jego gniew pocisk esencji. Chwilę tak stał. Chciał cisnąć kula magicznej energii prosto w bluźnierczą figurę, lecz powstrzymał się. Zgasił pocisk i rozproszył energię magiczną.- Kiellon, Gascaden, rozejrzyjmy się po okolicy. Ty Kiellon idź z Emerickiem, ja pójdę z Gascadenem.- zarządził i dobył szabli, którą to zaczął rozcinać stojącą mu na drodze roślinność, jakby maczetą. Skinął na jaszczura.
Nawaar:
Udało się postawić figurę na swoje miejsce, ale przez moment Mardukowi chciało odjebać na czerepie! Krasnolud już rozdziawił usta, by rzec pojebało cię, lecz ten się uspokoił i odwołał zaklęcie. - Masz szczęście, żeś zaniechał ten czyn. W takich miejscach będąc bucem i ignorantem oraz samemu stają się wandalem po prostu upodobniamy się do nich! A do tego mogłeś jakoś zezłościć tutejsze istoty lasu albo coś, bo są rzeczy, z którymi nie warto igrać tak wszak mawiają. Skończył swój wywód, ale brzmiał jak nie Kiellon, jakoby delikatnie mądrze? No cóż bywa i tak, że i ten brodacz coś dobrego powie. - Ta sprawdźmy resztę. Powiedział i udał się do Emericka, gdyż magia może się tutaj przydać jako wsparcie, także zagłębił się w gęstwiny, mówiąc do bękarta. - Nie masz czasem warzenia, że ktoś nas obserwuje? Nie zdziwiłbym się gdyby zaraz ktoś na nas z łukiem nie wyskoczył od tak z dupy. Podzielił się swoimi obawami na temat wyruszania w taki sposób nie znając wcale terenu okalającego ich!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej