Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W głąb Zapomnienia

<< < (45/211) > >>

Nawaar:
Wszystko szło niemal zgodnie z planem, ale oczywiście jedna osoba nie mogła opanować swych nerwów i musiała, podejść do stolika, gdzie siedział krasnolud wraz z wampirem. Marduke zepsuł brodaczowi przykrywkę, bo jego spacerek odsłonił pozycję paladyna, bawiącego się czarami, co musiało wywołać reakcje u brodacza. - Właśnie teraz przez twoją nadgorliwość panie Draven, zorientowali się gdzie jestem. Rzekł i spojrzał na wampira, który miał słuszność, by wyłączyć skutek działania czaru, lecz dziwne, że nikt będący przy stole nie zareagował jak podszywający się pod Skrzetuskiego, Emerick zaczął się dusić na pokaz. - Robi się. I od niechcenia machnął ręką i to powinno zakończyć efekt działania czaru w międzyczasie, podano posiłek, który brodacz zaczął jeść, gdyż czuł, iż zostanie zaraz zrugany przez głupie kobity, także im więcej zje tym lepiej dla niego. - Zadowolony? Zapytał, pożerając sowicie wysmażoną cebule, którą co rusz popijał wódką. Tera rozpocznie się przedstawienie.

Narrator:
- Wszystko w porządku, panie? - zatroskała się Jadwiga, widząc że Emerick jednak nie spieszy się z odpowiedzią, tylko charczy i rzęzi jakby się dusił.
- No pomóżcie mu no! Znowu ten krasnal coś zrobił! - zaczynała panikować.

A sam Emerick poczuł że jego problemy głosowe ustępują.

Marduk Draven:
- Bowiem, ja żem go wygonił, pani.- odrzekł Jadwidze.- Lecz on znowu przybył. Toteż skarcić go chciałem.- dodał.- Na przyszłość, Kiellon... nie baw się darami Zartata.- powiedział cicho, tak, że tylko krasnolud go usłyszał.

TheMo:
-Choć na jeden dzień wyzwolić się od tych sztywnych dworskich obyczajów. To naprawdę świetne uczucie.
Odszepnął do córki w nadziei, że da się ponieść szaleństwie i w końcu się zdecyduje. Oczywiście z takimi damulkami nigdy nie było łatwo, ale za to jaka nagroda czekała, gdy już się uda. Zwłaszcza, że na horyzoncie były kolejne kłopoty. Jak nie Jadźka to Emerick. No cóż, Znów trzeba było interweniować za pomocą swoich doktorskich umiejętności. Musiał więc opuścić paniusię i podejść do Skrzetuskiego podszytego. Jakoś dziwnie mu wyglądało to duszenie się. Oczywiście nie znał prawdziwej przyczyny. Nie wiedząc co robić uderzył hetmana w plecy z otwartej dłoni, prosto między łopatki. Aż zahuczało w całej karczmie.

Zaidaan:
Po chwili poczuł jak uścisk z gardła zszedł i miał wrażenie, że już może normalnie mówić, mimo to dalej udawał jakby jakiś atak go złapał. Dopiero gdy go Themo poklepał po pleckach aby to jakoś miało ręcę i nogi. Teraz mógł już przestać udawać tą całą szopkę, przynajmniej jedną. Uradowany nagle zawołał i poklepał Thema po ramieniu.
- Toż to jest prawdziwy i najlepszy lekarz jakiego miałem! Dziękuję ci! A tak wracając do naszej rozmowy. - odwrócił się energicznie z jakimś dobrym humorem. Przyłożył pięść do ust i odchrząknął.
- Ale przecież o suchym gardle nie będziemy rozmawiać! -  nalał sobie i prawdziwemu Skrzetuskiemu piwa. - Pytasz mój drogi krewniaku jak my rodziną jesteśmy. Aa no poprzez dziadka Władysława! Który z rodziny Skrzetuskich jest, a z Krystyną herbu Pobóg się ożenił. A oni trójkę synów mieli, a ja od strony  syna Tadeusza, o w taki to sposób!
Zakończył swoją genaologiczną historię mając nadzieję, że miał rację. Potem jakby spochmurniał patrząc na Marduka i krasnoluda, po chwili złączył wszystkie fakty dwa po dwa i wywnioskował, że to on czary na niego rzucił. Zawiódł się na nim strasznie. Poruszył gniewnie swoim wąsem i wskazał na Kiellona.
- Zygfrydzie, pozbądź się go! Zasłużył na ponowną karę, sto batów co najmniej!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej