Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian III
Kazmir MacBrewmann:
Zbliżali się do miasta, Kazmir przejął ster. Nie dlatego że miał największe doświadczenie. To był jego pierwszy rejs, dość daleki. Krasnolud był kapitanem, i to właśnie kapitan powinien wprowadzać jednostkę do portu. Odnalezienie wolnego miejsca do zacumowania nie było problemem. W porcie stało pięć Vrihskich fregat, dwie Isgharskie szebeki i trzy kogi z różnych miejsc. Po chwili manewrów dobili do nabrzeża.
- To kto idzie ze mną po Meritha?
Adaś:
Dość sprawnie dobiliśmy do brzegu, jak na pierwszy raz Kazmira poszło mu całkiem nieźle. Kiedy trap już spadł, krasnolud zapytał kto chce z nim iść. Co prawda mnie to jakoś nie urządzało, więc krótko powiedziałem:
-Ja mogę poczekać tutaj, trzeba jeszcze doprowadzić statek do porządku.
Kazmir MacBrewmann:
- Tylko jak skończysz to pamiętaj, o 19 wypływamy. Z Merithem albo bez... mam nadzieję że ta menda kupiła co trzeba. Zszedł na pokład. - Ashog, idziesz ze mną. Miasto niby porządne, ale ochrona w obcym kraju sie przyda
Merith:
Na nabrzeżu coś pufło i pojawił sie Merith. - Widziałem was z okna karczmy, witajcie. Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. Zła jest taka że... nie mam artefaktu. - uspokoił gestem Kazia, w którym wzbierała wściekłość - Kupiec zażądał 500 denarów. W sztabach złota. Cóż... mam tyle pieniędzy, ale będzie trzeba to przywieźć. Dobre wieści są takie, wykupiłem część niewolników których porwali Torreńczycy. Jak wiecie porwali 300 osób, mniej więcej. Ponad setke sprzedano tutaj. Poszedłem do tutejszego króla, byłem ciekaw czy byłby skłonny pomóc. Jungangren zarzekał sie że nic nie wiedział. Raczej nie kłamał, wystraszył sie Valfden... Zwolnił ich. Cytując wiernie; "Na poczet przyszłych dobrych relacji".
Kamirazi:
-Już lepiej Sil, choroba morska powoli przechodzi. Choć, może się przysłuchamy temu co mówią. Może być ważne.
Jeszcze lekko się chybocząc chwyciła chłopaka za rękę dla równowagi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej