Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część II - Sabotaż
Kermos z Baźin:
Jego odpoczynek wśród natury przerwała inwazja krwiopijców. Westchnął ciężko i ruszył w stronę obozu. Po drodze poczuł zapach zupy ogórkowej. Wtedy to przypomniał sobie o głodzie. Fakt, zaburczało mu w brzuchu i powinien się posilić, jednak dopóki te stworzenia będą krążyć wśród zebranych. Gdzieś tam pomiędzy nimi skakał jaszczur ze swoim toporem. Na Ventepi...
-Izosh!
Powiedział cicho po drodze i uformował w dłoni zimny sopel lodu. Chwilę po tym ruchem ręki nadał mu kierunek, prosto w jedną z latających muszysk. Resztę poprawił telekinezą. Po wszystkim znalazł sobie miskę i nabrał w nią zupki.
Gascaden:
Po uporaniu się z wielkimi muchami i ujebaniu się przy tym jak najbardziej, Gascaden poprosił o jakiś ręczniczek czy cos w ten deseń, żeby się z tego świństwa względnie wyczyścić. Po krótkim zabiegach w celu zachowania czystości, jaszczur wrócił do swojego ogniska gdzie dalej sobie siedział Lewus i ta małomówna żabka dołączyła. Powrócił z powrotem do jedzenia mięcha.
Longinus Podbipięta:
Przerażenie kupcy też wrócili do ognisk i jedzenia, wszystko to dzięki interwencji jaszczura i w mniejszej części turdnaszanina.
- No nieźle. Znacie się na rzeczy. Ale jedno krwiopijca, drugie człowiek.- rzekł Lewus i skończył posiłek.- Kto pierwszy trzyma wartę?
Gascaden:
Gascaden dojadł jeszcze to co mu pozostawiono i wytarł pysk w dość prymitywny sposób - po prostu ręką. - Z ludźmi bywa i podobnie, jedynie trudniej bywa z dwoma pistoletami wycelowanymi w ciebie, ale jak widać, też da radę. - wzruszył ramionami jaszczur i poprawił swoje siedzenie. Popatrzył po żabie, która chyba nie była zbyt chętna do trzymania warty. - Ja mogę, w sumie. - odrzekł Lewusowi, ktoś jednak musiał czuwać nad innymi.
Longinus Podbipięta:
- No dobra.- rzekł Lewus i ułożył się na futrach, w pobliżu ognia, tak jak większość kupców. Wkrótce zapadła cisza przerywana jedynie chrapaniem coponiektórych jednostek. Gascaded i Kermos zostali sami na placu nieśpiących, a noc trwała. Czasami jakiś wilk zawył do księżyca, czasami zakrakały wrony czy kruki. Lecz mijała ona spokojnie. W końcu jednak jaszczur i żaba zasnęli wbrew woli. Obudzili sie rano, gdy ognisko było już wygaśniętę, a kupcy budzili się i pakowali. Nikomu nic się nie stało. Obudził się też Lewus i zaczął zbierać sprzęt na wóz.
//Godzina 9,00, -1 stopień.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej