Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #18 - Gascaden
Gascaden:
Skurwysyn... Przeleciało szybko przez myśl Gascadena. Nie dość, że nic nie powiedział to jeszcze grzywny ukradł! To już był szczyt beszczelności, jak tak można? Mógł przynajmniej kiwnąć palcem na odpowiedni stołek, niestety. Na początku był taki uprzejmy, a teraz zamienił się w zwykłą chciwą świnie, jak każdy karczmarz. Jaszczur nie wytrzymał i odstawiając kufel na ladę rozlewając przy okazji piwo, złapał gościa za koszulę i gwałtownie przyciągnął blisko siebie, do swojego brzydkiego pyska. - Słuchaj no, swoje grzywny dostałeś, tyle ci wystarczy. A teraz odpowiadaj grzecznie na moje pytanie i powiedz gdzie znajdę wspólników tego wąpierza. Dobrze ci radzę. - i właśnie przy ostatnim zdaniu drugą ręką sięgnął po topór i lekko go wyciągnął pokazując, że jest uzbrojony i potrafi to uzbrojenie wykorzystać.
Marduk Draven:
Nagle poczułeś na sobie rękę. Dłoń, na ramieniu.
- Zostaw.- warknął głęboki, męski głos. Kątem oka mogłeś zobaczyć, że łapa jest zielona. Druga łapa złapała Cię za dłoń trzymającą koszulę i ścisnęła tak mocno, że z bólu puściłeś gospodarza. Postać uniosła Cię jak piórko i przestawiła pod drzwi. Niezbyt delikatnie.- Jesteś cały szefie?- spytał mięśniak.
- Tak. Wypierdol go.- rzucił karczmarz, rzucając Ci pod nogi Twoje pieniądze.
Gascaden:
Już wszystko miało pójść gładko i miał się jaszczur szybko dowiedzieć czego chciał, ale niestety jakaś zielona wielka łapa wtrąciła się i to już wróżyło, że więcej się od tego karczmarza nic nie dowie. Po chwili to nie Gascaden był tym silnym, a ten ork ochroniarz. Niestety role się odwróciły i jaszczur znalazł się pod drzwiami wyjściowymi. Wyszarpał się od orka i sam wyszedł trochę klnąc pod nosem, bo jednak się nie udało. Daleko jednak nie szedł, przywarł do jakiejś ściany i czekał aż z karczmy wyjdzie jakaś szajka z tym wampirem, albo sam wampir.
Marduk Draven:
Czekałeś tak godzinę, głodny i spragniony, aż w końcu ktoś wyszedł. Wampiry. Widać to było. Ubrani w przeciwsłoneczne pancerze oraz te ze skóry sambira, zakapturzeni i nieźle uzbrojeni - miecze, sztylety, kusze, szpony, wardyny. No i nie było ich mało. Jaszczur mógł naliczyć sześciu. Nie byli upojeni. W ciszy ruszyli przed siebie.
Gascaden:
I mijał sobie czas, długo, ale tak bardzo, bardzo długo. Na szczęście jak zbawienie z karczmy ktoś w końcu wyszedł, okazało się po porządniejszym przyjrzeniu, że jest ich szóstka, w dodatku krwiopijce. Sześć uzbrojonych po kły wąpierzy. To na pewno był ten cel, którego szukał Gascaden, ale zaatakowanie ich zagwarantuje jedynie nagrodę za najgłupszą śmierć. W takim razie stał chwilę jeszcze przy ścianie tak jak stał. Gdy wampiry oddaliły się na bezpieczną odległość, wtedy jaszczur odkleił się od ściany i zaczął podążać za grupką w takiej odległości, że raczej nie powinni mieć zbytnich podejrzeń. Ot tak, zachowywał się normalnie - samotny jaszczur, który "zmierza" do domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej