Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Kiedy Gunses wyszedł z jaskini na polanie pomiędzy skałami rozgrywał się kipisz piór i dymu. Odległość między ścianami skał, które same miały po kilkanaście metrów wysokości, nie była większa niż piętnaście metrów. Kocioł ptaków i dymów zajmował prawie połowę. Co chwila zmniejszał się jednak, sprawiając ważenie kondensującego. Po chwili stał tam elf. Wampir poszedł do niego, wyciągając z kieszeni lusterko i podał mu je z jednym słowem
- Szybko.
Nessa:
- Oooj, tylko ty mógłbyś zadać takie pytanie po tym jak jeszcze chwilę temu opatrywałam cię nieprzytomnego - uśmiechnęła się Tinuviel. - Jak widać nie tak łatwo mnie zabić...
Już długoucha chciała dopowiedzieć coś jeszcze i zapewne byłoby to wyjątkowo błyskotliwe i pouczające, ale przerwało jej oburzenie krasnoluda. Popatrzyła w jego stronę niepewnym wzrokiem i od razu przerzuciła swoje spojrzenie na hrabiego, ale on w kilka chwil znalazł się poza jaskinią.
- Lithan? - powtórzyła nieśmiało, choć widać było, że nie tylko Yarpen nie pała do elfa sympatią, choć u Nessy była to raczej ogromna nieufność dotycząca zamiarów maga.
Kenshin:
Kenshin siedząc, usłyszał krakanie! Tu nie mogło być pomyłki. - Dość znajome uczucie. Sam Lithan we własnej osobie, tylko po co? Zapytał ni to siebie, ni to krasnoluda. Ciekawie czy wie, że Pani Jeziora dała mu wyrok śmierci! Będzie zabawnie! HAHAHAAHAHAH! Zaśmiał się przerażająco w głowie orka Yndal. Demon również wiedział, że on potrafi czytać w myślach to dopiero będzie jak się dowie! W każdym razie Kenshin się nie ruszył. - Yarpen ja też za nim nie zbyt przepadam, ale mam to gdzieś. Masz jakąś flaszkę? Bo na trzeźwo tego nie zdzierżę. Dawno go nie widziałem a do tego jego mowa, jest zbyt podobna do wampirzej. Ponarzekał sobie od dawien dawna.
Lithan le Ellander:
Lithan wziął lusterko w ręce. Przezornie przechylił w stronę jednego z nordów. Ot, gdyby zaklęcie było aktywne. Jednak tak nie było. Czuł to. Magiczne okowy więzienia pękały z każdą chwilą. Lithan czuł to, tak jakby znajdował się w wielkiej kopalni, w której nagle pękły wszystkie podpory, która waliła się z głębokim potężnym rykiem. Tak też było w przypadku magicznego wymiaru lustra. Stworzone siłą zaklęcia więzienie sypało się, rwało na strzępy, waliło. Zaś zza jego barier coraz bliższy realnego świata był potwór w nim się skrywający. Le Ellander wziął lusterko między dłonie, po czym uniósł dłonie oddalając od lusterka, które zawisło w powietrzu. Myśl. Nad płaszczyznami lusterka pojawiły się zielone okręgi z wpisanymi weń znakami. Chwilę potem małe błyskawice dotknęły lusterka i przyciągnęły doń okręgi. Magiczne więzienie zostało zapieczętowane na kolejny czas. Lithan oddał wampirowi jego lusterko. Spojrzał też na wejście do jaskini.
- Gotowi?
Gunses:
- Tak - powiedział Gunses unosząc głowę wysoko. Lithan był nieocenionym sojusznikiem. Wampir pamiętał jednak całe plagi nieszczęść i masę mordów z zimną krwią, jakich Lithan dopuścił się by zniszczyć rasę wampirów. Zmienił się, tak twierdzili wszyscy. Gunses chciał w to wierzyć.
- Na pewno nie wejdziesz? - spytał. Elf pokręcił głową przecząco
- Wiesz, jaką masz rolę. Nie chcę mieszać w to Twojej rodziny. Wystarczy, że zrobisz to, co trzeba. - powiedział wampir, a elf skinął na potwierdzenie że rozumie. Odszedł na bok, wyjął zza paska flet i zaczął grać cichą i nostalgiczną melodię.
Gunses wrócił do stołu wewnątrz którego zebrali się już wszyscy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej