Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
- Nie chcę złorzeczyć, czy histeryzować, ale nawet wcześniej mieliśmy niewielkie szanse. A teraz? Jest nas coraz mniej - długoucha ściszyła głos. Nie chciała siać paniki. Nawet starała się nie wyglądać na zbytnio przybitą, ale nie wychodziło jej to za dobrze. Nie czekając na odpowiedź wampira, wykonała gest, którego sama się po sobie nie spodziewała - ścisnęła delikatnie dłoń Cadacusa, w której trzymał kawałek skóry. Tinuviel mogła znać wampira wiele lat, ale nigdy wcześniej nie zdecydowała się na taką poufałość.
- Gunses. Hrabio - poprawiła się. - Różne rzeczy o tobie mówią, ale nie wszystko to prawda. Nie jesteś nieśmiertelny. I tamci na pewno o tym wiedzą. To nie są jakieś tam dzikie bestie, a gdyby coś ci się stało, to oboje wiemy, że wszystko, by przepadło. Może ktoś jeszcze mógłby nas wesprzeć? - puściła dłoń wampira i spuściła wzrok, ale tylko na chwilę. Z całej siły starała się wymyślić jakiejś wyjście z tej sytuacji.
Gunses:
Dotyk elfki był dla wampira mieszanką zaskoczenia i przyjemności. Elektryzował skórę przez materiał. Cadacus wiedział, że dla samej Nessy gest ten miał przyciągnąć uwagę, wyrwać Cadacusa z jakoby letargu, z szaleństwa w którym zdaniem elfki Cadacus trwał. Odpowiedź, na którą tak Nessa liczyła jednak nie padła
- Myślisz, że ktoś pomoże wampirzemu hrabiemu, który doprowadził do tej sytuacji? Bandzie członków dogorywającego konkordatu? Zgrai rdzennych ludzi? Nie liczyłbym na to. Mamy tylko siebie. - powiedział, jednakże w jego tonie próżno było słuchać złowróżbnych nut. Miast tego Nessa usłyszała słowa pełne wiary i przekonania w powodzenie misji. Jakoby na ich poświadczenie dodał jeszcze na koniec
- Nie wiesz, Nesso, ile oczu jest na nas zwróconych. Ilu maluczkich i ilu wielkich przygląda się każdemu naszemu krokowi. I nie są to wrogowie.
Nessa:
Tinuviel nie odpowiedziała już nic. Słowa wydały jej się zbędne. Pokiwała jedynie głową i uśmiechnęła się do wampira najbardziej serdecznie i naturalnie, jak tylko pozwalał jej na to wisielczy nastrój. Wyglądało jednak na to, że zdecydowanie wampira sprawiło, że i humor długouchej się zmienił. Ciężko jednak stwierdzić, czy wynikało to z tego, że podniosło ją ono na duchu, czy raczej Nessa pogodziła się z tym, co ma dopiero nastąpić. Przez wiele lat swojego życia wyjątkowo dobrze nauczyła się przystosowywać, bo tylko to gwarantowało przetrwanie.
Tak, czy inaczej, elfka z każdą chwilą przestawała być tak posępna. Coraz mniej wyglądała na samobójczynię, a coraz bardziej na myśliwego. Odgarnęła niesforne włosy z twarzy, strzepnęła niewidoczny paproch z ramienia i jeszcze raz posłała wampirowi zupełnie niepasujący do okoliczności uśmiech.
- Musimy zatem dobrze wypaść, prawda?
Gunses:
- I wypadniemy. W końcu mam Twój łuk. - skomentował i z uniesioną głową popędził konia.
Kenshin:
Przyjaciel trolli, który to czekał na dalsze instrukcje, czekał na wozie, który powinien ruszyć, jednakże jakieś dziwne zbiegi okoliczności sprawiły, że hrabia popadł w letarg i zamienił się w zwłoki, bo to pewnie nie pierwszy raz! A sam rytuał był dość ciekawy, intrygujący a zarazem mroczy, zaburzający naturalny stan rzeczy związany z życiem i śmiercią! W końcu jednak doszło do tego, że na nowo zawitało życie, gdyż rozpoczęły się rozmowy. - Ekhem... Odchrząknął, kiedy wszystko ucichło. - Jestem jeszcze ja! Wydarł sie na cały las, żeby gardło i struny głosowe zaczęły działać, by chociaż na chwilę go zauważono. I ja! Wtrącił się demon w jego głowie, który również znudził się czekaniem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej