Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (43/101) > >>

Narrator:
//:Vulmer, Rakbar, Progan, Rikka
//:Nim zdążyliście się zorientować spadli na was z nieba. Pisk i wrzask. Wielkie, ciemne kształty wleciały pomiędzy niższe partie wielkich drzew, lawirując i śmigając pomiędzy konarami niczym akrobaci. Od razu przystąpili do ataku. Ogień jednak ich odstraszał, nie pozwalał się zbliżyć. Polegali na słuchu, bowiem ciepłe światło ognia psuło ich wzrok.
//:Jeden z nich zaatakował Vulmera, zahaczając go w locie o ucho, które swędziało elfa. Nie będzie swędziało w całości już nigdy więcej. Stwór wylądował pomiędzy drzewami, dziesięć metrów za elfem, odwracał się by zaatakować z biegu.
//:Drugi rzucił się na Progana, uderzeniem skrzydeł posłał człowieka kilka metrów do tyłu.
//:Trzeci i czwarty zaatakował Rakbara. Jeden od przodu, drugi zalatując bezszelestnie od tyłu.
//:ÂŻaden nie zaatakował Rikki. Była jednym z nich. Wampirem.

//:To wampiry. Weźcie to pod uwagę przy opisywaniu postów z walką, bo będę zmuszony prowadzić ruch przeciwnika za was.

  4x Strzygoń.


//:Kenshin

- Orrk - zawołał w stronę swojej trollicy, a ta wyszła z ukrycia i szybko nie oglądając się na nich zaczęłą oddalać się na południe. Obok jej nóg maszerowały dwa trolliki. I nich się pojawi ten, kto powie, że każde małe, młode czy piskle jest piękne. Wyglądające jak rozdęte kamienno-drewniane stworki umorusane błotkiem, o krzywych ząbkach i naiwnych oczkach trzymały się kurczowo matki.
- Wuup - rzekł troll do Ciebie odwracając się na północ, z miejsca, z którego niedawno musiał słyszeć ten sam dźwięk co Ty - To bydle, krew pije, ciało rozrywa. Papa troll i Macia troll w strzępy. Brat troll i jego trollowa w strzępy. Idź na północ. Porzuć lasy, porzuć góry....
*dziki zły ryk* Usłyszeliście to blisko, znacznie bliżej. Nie był to jeden krzyk, lecz kilka nałożonych na siebie.
- AAAAGGGGRRRRRUUUUUU - zawołał w las, za swą trollicą i potomstwem. Obrócił się na północ, zważył maczugę w dłoni. Pomiędzy drzewami coś zamajaczyło. Duże czarne kształty zmierzały z pędem kul armatnich, przeskakując od drzewa do drzewa. Do dotarcia do was, zostało im 30-35 metrów. Ich chowanie się za drzewami w biegu uniemożliwiały ocenę miejsca, w które można posłać strzałę.

            5x Wup.



//:Nessa
//:Trupek im byłaś bliżej tym wydawał Ci się bardziej ruchliwy. Zauważyłaś cień tańczący po jego ustach i leki ruch palców dłoni, oznakę zniecierpliwienia. Twarz miał bladą, oczy ciemno podkrążone. Słyszałaś wręcz jego szybkie zaciągnięcia się nocnym powietrzem, którymi łowił zapachy ofiary. Drgnęła mu powieka, jakby chciał zobaczyć, czy jesteś dostatecznie blisko, a kiedy się o tym przekonał, jego wargi rozwarły się ukazując wielkie, nienaturalne zęby...
//:Jest niecałe 5 metrów od Ciebie.

1x Martwiec.

//:To wampiry. Weźcie to pod uwagę przy opisywaniu postów z walką, bo będę zmuszony prowadzić ruch przeciwnika za was.



//:Gunses
//:Przyglądaniu się nie było końca. Chociaż nie, był, lecz ani Ty ani obserwowany przez Ciebie nosiciel drogocennej dla Ciebie i innych wampirów skóry o tym zadecydowaliście. Zadecydowali o tym Ci, dla których skóra była cenna - wampiry. Usłyszałeś ciche piski, były to porozumiewawcze piski nietoperzy. Znałeś ten język, nie raz sam go używałeś. Twoje nadnaturalne nawet dla wampirów zdolności percepcji a także aura inteligencji jaka Cię otaczała pozwoliła Ci namierzyć nietoperze, zanim mogłeś je zobaczyć. Przycupnęły na drzewach po czterech stronach tarlessta. Wiedziałeś, że dokonają ataku.
//:Zaczęły się zmieniać. Poznałeś od razu czym są.



2x Wampir banita;
2x Wampir kłusownik.

Gunses:
Gunses obserwował sytuację, a mięśnie na jego szyi i szczękach zadrgały. Oto pojawili się Ci, którzy zwali się władcami północy. Uwięzieni w swej naturze, bez dyscypliny, zasad, władcy, sabatu - bez tego, co wampirom jest potrzebne. Potężne i piękne twory tego świata, do których przyczynili się przodkowie Gunsesa Cadacusa zaistniały tylko i wyłącznie dlatego, że wampiry były sprzymierzone, miały cel, wizję, miały kodeks, prastare prawa Dzieci Nocy. Każdy zaś, kto odłączył się od Sabatu, schodził na przysłowiowe manowce. Dawał zwieść się naturze, która zaczynała rządzić nim i dyktować tryb jego życia. Brak sprzymierzania w grupie stanowiącej sabat, sprawiało, że cała wizja i cel zostawał zatracony. Nowe zrzeszania potrzebowały całych lat, aby określić się i oznaczyć miejsce w życiu i świecie. Dzikie wampiry z północy nie szukały sprzymierzenia, szukały tylko rozrywki, przyjemności, rozkoszy, którą zapewniała krew i sianie śmierci. Ci, których widział Gunses mogli być grupą, częścią większej grupy lub zrzeszonymi na czas polowania wampirami. Zapewne mieli świadomość, że trafili na tarlessta, tym większa była ich motywacja do uśmiercenia smoczego potomka. Dzięki jego skórze, mogli siać zamęt i zniszczenia także za dnia, a przynajmniej nie musieliby się wtedy ukrywać w zacienionych pomieszczeniach. Gunses już słysząc ich nadlatywanie w formie nietoperza wyjął łuk z sajdaka i założył na niego strzałę o srebrnym grocie. Pomimo iż w jego umyśle kształtowała się trójwymiarowa mapa całego otaczającego terenu, umożliwiająca mu określenie miejsca w którym znajdują się nietoperze, nie mógł oddać strzału, gdyż skrywały się one wśród gałęzi. Impulsy dźwiękowe docierające do wampira tworzyły mapę, przerwy pomiędzy kolejnymi sygnałami sugerowały zapory - pnie, konary. Kiedy zaś zaczęła się przemiana Gunses poznał się bardzo szybko na przeciwnikach. Była to grupa składająca się z kłusowników i banitów. Cadacus miał nieprzyjemność zmierzyć się z każdym z nich. Wiedział o nich dość dużo. Znał ich słabe i mocne punkty. Dlatego też przyszykował łuk. Odbijanie pocisków nie było mocną stroną banitów. Chciał ich zabić, zanim Ci rozszarpią tarlessta. Musiał więc ostrzec smoczego potomka o niebezpieczeństwie. Uniósł łuk, napiął, naciągnął, wymierzył pomiędzy drzewa, ponad tarlessta, w najdalszego przeciwnika. Goła klatka piersiowa koloru popiołu była dobrze widoczna dla wieszczego. Zabójca potworów skupił się na punkcie po środku klatki piersiowej. Wstrzymał oddech a potem wyprostował palce prawej dłoni zwalniając cięciwę. Impet cięciwy pchnął strzałę, ta wyswobodziła się z siodełka, pomknęła cicho niczym śmierć. Drżenie cięciwy wywołało falę dźwięku, wszystkie wampiry spojrzały w stronę wampira. Ten, który stał najdalej, w którego stronę leciała strzała dojrzał strzelca, a chwilę później dojrzał przez ułamek sekundy gwiazdę - srebrny błysk między drzewami. Stuk, odgłos łamanego mostka i ból, piekący, palący, nienawistny ból w klatce, eksplodujący z każdym uderzeniem serca - niosący krew dotkniętą srebrem po ciele. Wampir wyrwał strzałę z rykiem, od którego zatrzęsła się ziemia. Odrzucił ją w las, nie mogąc na nią patrzeć. Nie mogąc uwierzyć w to co się działo, w to co było jedyną prawdą. W to że umierał. Nie mogąc uwierzyć, że tyle razy poważniejsze rany goiły się po chwili, a teraz ten mały otwór nie zagoi się nigdy, doprowadzi do wykrwawienia i śmierci. ÂŚmierci, tej jednej jedynej. Jedyna rzecz, która zdarza się tylko raz. ÂŚmierć. Wampir padł na kolana i wył. Długo. Tarlesst spłoszony krzykiem zaczął uciekać, natomiast pozostali rzucili się na Niszczyciela.


26 - 1 = 25x Nazwa amunicji: srebrny pocisk

1x Wampir banita;
2x Wampir kłusownik.

Nessa:
Wyraz twarzy długouchej ani trochę się nie zmienił. Jedynie ścisnęła mocniej rękojeść miecza. Do tej pory nie miała zbyt wielu okazji, by go użyć. Preferowała łuk. Spędziła jednak wiele godzin na ćwiczeniach. Przystanęła.
- ÂŁo matulu! - przerażenie pomieszane ze zdziwieniem w głosie długouchej zmyliłoby wielu. Nie miała jednak pewności, czy zadziała na wampira. On mógł mieć przecież i setki lat. Nie wyglądał ani jak wup, ani jak zwykły wyjęty spod kontroli wampir, a na pewno nie wyglądał jak Gunses czy Dragosani. Jak zatem zaatakować taką cholerę i to nocą? Nessa wiedziała, do czego może być zdolny wąpierz po zachodzie słońca. Jednak on chyba nie był świadomy, co może zrobić elfka ze srebrnym mieczem i sztyletem. - ÂŁojej, łojejciu. Tak blisko obozu. Trzeba pochować - powtarzała zmartwiona, powoli przesuwając swoją prawą dłoń na pas, gdzie miała zaczepiony sztylet. Cały czas obserwowała reakcję wampira. Nie była pewna, czy widział, jak rozprawiła się z barghestami. Nie spodziewała się zresztą, że mógł on leżeć tak blisko tych dziwacznych czworonogów. - Co zrobić, co zrobić...
Była zbyt blisko. Nie mogła zawrócić. Wiedziała, że jeśli nie zachowa ostrożności lub nie będzie wystarczająco szybka, to po niej. Martwiec jednak leżał, a to choć trochę wyrównywało szanse. Nie tak łatwo wstać z takiej pozycji. Podeszła kilka kroków dalej.
- A może nie pochować - dodała z nadzieją, wyciągając jednocześnie sztylet i dalej kontynuując:
- Przepraszam? Proszę pana? - podeszła jeszcze kilka kroków dalej. Odległość malała. Uniosła sztylet i uznała, że ostatnią rzeczą jest zbliżenie się do wąpierza jeszcze bardziej. Nie miał broni. On był bronią. Tinuviel zatem musiała zaryzykować. Jeśli się nie uda, to chociaż ta bestia będzie musiała wstać. Wtedy coś się wymyśli.
Długouchej zależało jedynie na tym, by wampir poczuł ból, który go na chwilę zdekoncentruje, by elfka zdążyła do niego doskoczyć z mieczem. Zrobiła zatem to, co robi wielu pijanych mężczyzn w karczmach, by pokazać, że nawet po wielu kuflach są w stanie dobrze celować. Rzuciła srebrnym sztyletem w klatkę piersiową wampira.
To się nie powinno udać, ale trzeba było zaryzykować.

Kenshin:
Ork spojrzał na trolla i wysłuchał wszystko, co ma do powiedzenia na temat wupa i ich stada oraz tego czym one są. Wiadomości jakie uzyskał alfa mógł się domyślić, że może mieć do czynienia z zmutowanymi wampirami! ÂŻycie go nigdy nie oszczędzi. - Rozumiem i szkoda twojej straty. I wtedy miał sobie odejść w stronę obozowiska, oraz miał okazję popatrzeć jak małe trolliki i trolica ruszają jak najdalej stąd. Jednak nie mogło być pięknie i zawsze coś musi się zrypać! Wielki, dziki zły ryk pełen chęci mordu i zniszczenia zdało się słyszeć z niedaleka. Bestie nadchodziły. - Idą tu! Walczmy razem! Krzyknął do nietypowego towarzysza, który z ogromną pałą w ręce był gotów do walki za rodzinę. Taka motywacja sprawi, że sam będzie mógł powalić kilku bez mrugnięcia okiem. Kenshin chciał ocenić z jaką prędkością przemieszcza się wróg i w jakiej pozycji jest, ale to działo się za szybko i nie był w stanie skutecznie oddać strzału! Dlatego nie zastanawiał się i schował łuk oraz strzały, by wyjąć czarną jak on sam wardynę wtedy przemówił demon. W razie czego użyj tego! Powiedział i patrzył oczami orka, by również mieć udział w tym wydarzeniu. - Stanę obok, żebyśmy się mogli bronić i atakować zarazem. Polecił, ale nie wiedział czy troll pojmie o co mu chodziło, ale muszą jakoś razem to przetrwać! Teraz patrząc mrok wyczekiwał, by kilku załatwić, a gniew rósł z każdą chwilą.

Vulmer:
ÂŻałował tej wyprawy. Bardzo. Teraz zaś miał problem, musiał uciec. I uciekł do wnętrza furgonu, tam chyba powinno być najbezpieczniej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej