Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Yarpen aep Thor:
- To dobrze. Ide w kime. A ten... zauważył ty Siliona i Kami? Poszli do chałupy sołtysa. Sami. Rzekł chichocząc.
Kazmir MacBrewmann:
- Spierdalaj. Dorosła prawie jest, nie jestem po to by ją pilnować. Ale, jak ją skrzywdzi to poobcinam mu wszystkie pięć członków i nabije na pal. Odpowiedział śmiertelnie poważnie, wstał z ławeczki i poszedł do chaty sołtysa. Po cichu, coby nie zbudzić Kami i być może przyszłego szwagra. Wszedł do mniejszej izby gdzie zapewne spały dzieci sołtysa i uwalił sie na łóżko.
Kamirazi:
Otwarła oczy , nie do końca wiedziała która godzina , czy pozostali jeszcze śpią . Narazie była cicho , spojrzała w bok, gdzie leżał śpiący jeszcze mężczyzna. Promienie słoneczne padały na jego twarz, wydawała się taka piękna z tej perspektywy. Podparła się na łokciu i zwróciła usta w jego stronę i dała krótkiego buziaka, w tej chwili mogła wszystko , był całkowicie nieświadomy. Zanurzony we śnie , otrzymywała od niego tyle czułości , dobra , ale wciąż czekała na te dwa słowa.... wiedziała , że nie odważy się ich powiedzieć pierwsza. Nadal myśląc czekała na jakiś sygnał , dźwięk trąby czy też okrzyki osób na zewnątrz.
Kazmir MacBrewmann:
Usłyszała, dźwięk spadających garnków i przytłumione "kurwa mać" dochodzące z głównej izby. To Kazmir szykował jedzenie dla siebie, Kami i być może przyszłego szwagra. Szykował jajecznicę na kiełbasie, baraniej. Pod nogami pałętał się jego pies, Frodo.
Silion aep Mor:
Spał całą noc spokojnie, niezmącenie niczym, było mu dobrze. Czuł przyjemne ciepło i obecność tej osoby. Było dobrze aż do chwili gdy usłyszał cholerny hałas tłuczonych garów.
Otworzył oczy i miał zamiar zakląć lecz powstrzymał się, nie był teraz w boju gdzie powinien się denerwować, tylko z nią. Momentalnie się uspokoił.
Spojrzał na jej błogi wyraz twarzy i z uśmiechem rzekł. - Dzień dobry.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej