Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr

<< < (28/82) > >>

Kamirazi:
- Gotowa Silionie, zobaczymy czy jestem warta dołączenia do tej grupki Przed zebraniem się zerknęła mu jeszcze niepewnie w oczy szukając otuchy, następnie podbiegła do drzwi biorąc zrzucone wcześniej niedbale odzienie. Topór błysnął w blasku niewyraźnego oświetlenia izby, czyżby miałby to być znak że jednak będzie potrzebny?
-Nie ma na co dłużej czekać, idziemy.

Silion aep Mor:
W jego oczach dojrzała oczekiwaną otuchę lecz także coś jakby smutek, ból, emocje które musiał skrywać gdzieś w głębi. Podszedł do dziewczyny i spojrzał na jej toporek.
- W razie czego nie daj się zabić, szkoda by było. - uśmiechnął się - A teraz chodźmy.

Kamirazi:
Ruszyli, droga ciągnęła się a Kamirazi w milczeniu wciąż zastanawiała się co skrywał mężczyzna, w chwili obecnej mało co mogło zaprzątać jej umysł równie mocno jak sama wyprawa i dawno nie widziany krewny ale osoba idąca obok niej w rzeczy samej była intrygująca. To co wtedy zobaczyła w jego oczach było jej dziwnie bliskie, choć trwała przekonana że nie miała okazji wcześniej go zapoznać -Mało prawdopodobne bym przeoczyła takie spotkanie, pamiętałabym - pomyślała.  Grupa okolicznych mieszkańców, napotykane po drodze chłopstwo podniosło lekko wzrok przerywając na moment swoje zajęcia  -Tak zapewne reagują widząc rzadziej spotykane osoby , mała miejscowość, wszyscy się tu znają - podsumowała w myślach.

Kazmir MacBrewmann:
Do Kazmira dotarło dopiero teraz że jest ich wszystkich pół setki, a on jeszcze chce garnizon użyć. Kapral poszedł po swego konia przy którym drzemało jego taru, Frodo. Zaś jego papuga sfrunęła z końskiego grzbietu i wylądowała na ramieniu brodacza. Wskoczył na konia i pojechał kawałek by stanąć przed zebraną we wsi kompanią. Był wieczór, słońce powoli się chowało.
- Dobra ludziska, wiem że zaraz noc ale też i zaraz jesień. Dlatego właśnie teraz zaczynamy operacje "Wschodni Wiatr". Oczyścim gminę ze skurwysyństwa i na hemis wrócim do domów. Nasz pierwszy cel to wieś Anos na zachód stąd. Wymarsz! Strzelił przemowę i ruszył powoli, za nim zaś reszta.

//Jest 18:30

Egbert:
Rzucone przez kaprala hasło podziałało jak magiczne zaklęcie. W jednej chwili wszyscy obecni zebrali się w sobie i znów zaczęli przypominać wojsko. Czas na odpoczynek dobiegł końca. Teraz przyszła pora by porobić żelastwem. Nogi Egberta, które w ciągu jego życia zdążyły już przyzwyczaić się wielogodzinnych marszy, teraz niosły go ku kolejnej walce. Jak w przypadku każdego starcia, tak i tego rudobrody olbrzym wypatrywał z niecierpliwością. Kilkudziesięciu chłopa uderzało butami o suchy trakt dudniąc i wzbijając tumany kurzu. Gdyby ci z Anos mogli ich teraz zobaczyć, pewnie poszczaliby się ze strachu. Pospolite męty i kilku wieśniaków nie powinno być dla Bękartów Rashera wyzwaniem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej