Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Egbert:
-Było ich dwudziestu. W tej ręce trzymałem wielki dwuręczny topór, a w tej miecz. Zrobiłem wtedy taki młynek, o, dookoła. No i położyłem połowę tych orków za jednym zamachem!
-Ooo... a ilu to dwudziestu?
Dziewczyna patrzyła na rosłego najemnika ze szczerym podziwem i w zdumieniu kiwała głową bawiąc się końcówką warkocza. Ot, tak to właśnie Egbert umilał sobie wolne chwile. Rozmawiając z lokalnymi. Od kiedy przybyły posiłki, rudobrody nie miał prawie nic do roboty. Nie cierpiał bezczynności, tymczasem obecnie nikt nie miał dla niego żadnych zadań. Bękarty, chociaż porządna kompania, nie mogły powstrzymać się od wypicia całego wioskowego piwa. Kiedy zaś tego zabrakło... zaczęli się nudzić. No bo ilu żołnierzy potrzeba do stania na warcie? Niewielu, wszak Gandawa nie była wielką osadą.
-Wiesz, masz bardzo ładne oczy. Znałem kiedyś księżniczkę, której spojrzenie było niemal tak urokliwe jak twoje.
Proste dziewczę niemal zachłysnęło się tym jakże wyszukanym komplementem. Egbert właśnie ujawniał swój ukryty talent oratorski.
Kazmir MacBrewmann:
- Tak, będziemy. - odpowiedział Silionowi - No więc musimy się śpieszyć. Tak więc wymarsz. Wstał od stołu i skierował się do wycofał.
Egbert:
-No a jak udało ci się...
-Mogę ci pokazać. O tam, w stajni.
Plany Egberta dotyczące zabrania dziewczyny do stajni w celu wiadomym, to jest by bardziej jeszcze zżyć się tutejszymi, zostały niestety pokrzyżowane przez kaprala. Krasnolud pojawił się gdzieś na horyzoncie, a oddział zaczął powoli szykować się do wymarszu. Najemnikowi nie pozostało nic innego jak tylko westchnąć i poprawić pas z mieczem. Były w końcu rzeczy ważne i ważniejsze.
-No cóż... dokończymy kiedy indziej.
Mirzak aep Rothgar:
- I koniec wakacji, no cóż życie... a życie jest nobelą... Mirzak był lekko podpity, sam obalił pół litra wódki. Wstał powoli, lekko go zachwiało. Starał się trzymać fason i stać prosto. Czekał aż wszyscy się zbiorą.
Silion aep Mor:
Mężczyzna wypił wszystko co miał w kubku po czym go odstawił na stół. Przyswoił na szybko wypowiedź Meritha i poprawił płaszcz.
- Tak więc droga Kamirazi czeka Cię misja na poważnie, podniecona i gotowa? - zapytał po czym czekając na nią ruszył do wyjścia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej