Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian II - Wschodni Wiatr
Kamirazi:
Ukłoniła się wszystkim , w zwyczaju miała witać ludzi bez słów. Rzuciła kątem oka na swój strój no nic... widać sobie wyobrażałam, za dużo trunków, hehe pomyślała.
Czasem mą bronią słowa, nie martw się bo pyskować umiem, a kiedy indziej to co mi samo w łapy wlezie, sam wiesz najlepiej, jak niestereotypową babą jestem. Acz czasem by się zdał jakiś toporek w wyobraźni miała już błyszczące mosiężne ostrze i bogato zdobiony trzon, wyrywając się z marzeń rzuciła mu przelotny uśmiech, coś lekko sugerując
Kazmir MacBrewmann:
- Ha, doskonale wiem. Coś się znajdzie, Ashog ma zbędną siekiere to ci da. Może go minęłaś, taki wielki zielony ork. Opisał szeregowego - Głodna? Do picia coś?
Kamirazi:
Przypomniała sobie orka bez problemu
-Mijałam go niedawno, zdawało mi się że również idzie w tą stronę, zobaczymy co powie na Twój pomysł, jestem pod wrażeniem brat, wydajesz się tu być kimś nieźle ważnym. Napić się, chętnie, cokolwiek podasz, znasz mój gust. W jedzeniu też nie wybrzydzam, byleby te papiery ogarnąć bo może to się źle skończyć
Darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie patrzy pomyślała ucieszona że jednak będzie miała coś w orężu
Silion aep Mor:
Mężczyzna podszedł do stołu przy którym siedział kapłan.
- Witaj panie. - ukłonił się mu w pas - Przybywam do pana by zaoferować pomoc w waszej sprawie. - rzekł z szacunkiem
- Mianowicie mam informacje które mogą pana zainteresować oraz propozycję nie do odrzucenia.
Kazmir MacBrewmann:
- Ważny? Gdzie tam, po wojnie dali mi tytuł szlachecki w nagrode. A kaprala dorobiłem się w Bękartach Rashera, sporo podróżuje to i mam znajomych sporo. Mniej, lub bardziej ważnych. Tak więc teraz chyba nazywasz się MacBrewmann. Znaczy nie wiem, nie znam sie. Mówił zbierając mapy ze stołu, postawił na nim drewnianą tacę z kiełbasą, owczym serem i chlebem. A do picia kompot porzeczkowy.
- Piwo niestety wzięło i wyszło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej