Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Egbert:
Egbert przyjął butelkę, ale z żalem powstrzymał się od degustacji. W kwestii alkoholu i pracy wyznawał podobne zasady co Mirzak i jego tatko, dlatego przekazał wódkę dalej, do tej zakapturzonej. Wyglądała raczej mizernie, więc raczej nie skorzysta z mocniejszego trunku, ale decyzja nie należała do mężczyzny. Całej historii opowiedzianej przez elfa wysłuchał bardzo uważnie. To musiała być bitwa! Barczysty najemnik chętnie sam rzuciłby się w sam środek podobnej batalii. Nic tak nie pokazuje z jakiej gliny jesteśmy ulepieni, jak wojna. W sytuacjach kryzysowych z każdego wychodzi ile naprawdę jest wart. Egbert takimi sytuacjami żył. ÂŚwiadczyły o tym chociażby blizny, których na jego ciele było pełno.
-Kontratak. Czyli Zgromadzenie miało jakąś główną siedzibę, twierdzę na ziemiach królestwa. Jak ktoś mógł pozwolić żeby okopali się w państwie?
Rikka Malkain:
-Pewnie to przez opieszałość szlachty. Wielu po prostu siedzi w swoich dworach i nie interesuje się tym co dzieje się w ich włościach. Najgorzej jeśli ziemiami zarządza bezpośrednio jakiś hrabia, albo baron. Bez wsparcia pomniejszych szlachciców. Trochę jak z tą gminą, do której jedziemy. Gdyby ktoś rządził tam silną ręką nie doszłoby do takich wypadków.
Wampirzyca przyjęła butelkę od Egberta i nie przejmując się tym, że wszyscy patrzą, pociągnęła z gwinta porządnego łyka. Ot, na rozluźnienie. Skrzywiła się trochę i musiała wziąć głębszy oddech, ale jakoś poszło. Rzadko piła wódkę, jeszcze rzadziej krasnoludzką, dlatego póki co jej wystarczy.
-Tobie nie wolno, bo prowadzisz.
Rzuciła do Kazmira i oddała alkohol właścicielowi.
Merith:
- Wyspa Raanaarów, wtedy niemal niezbadana. Zgromadzenie w ruinach Opactwa prowadziło eksperymenty. Projekt Wyniesienie... chcieli odtworzyć rasę i sami się przemienić. Udało im się to pierwsze. Bitwa o opactwo była pięknym popisem magii. Ja i Devristus zrzuciliśmy im na głowy deszcz ognia i kilka meteorów. Po anihilacji wojska weszliśmy do Opactwa, Dobiliśmy resztę, w tym samego guru, Gabriela Angelosa. Acz... nie ma pewności że to on. Zabił go chyba Zeyfar Navarre. Nie pamiętam. Kapturek ma rację. Absolutną.
Kazmir MacBrewmann:
- Ja panienko mam swoją, własnej produkcji. Odparł kobiecie pokazując flaszkę uczepioną paska. Przejechali Amertodon nie wiadomo kiedy, czas na rozmowie leci szybko.
- A więc, to nie był koniec Zgromadzenia?
Merith:
- Nie, południowy zachód Valfden to lasy tropikalne, łatwo tam ukryć armię. Ale po kolei, mając Monolity 9. Astas.7 roku III ery Aragorn otwiera portal na Tinrilet. Przywitali nas tam ciepło, a Tacticus zaczął wtrącać się w politykę tamtejszą. Ignorując wtedy to co działo się tutaj. Do 9 III ery, kiedy klątwa Mgły opanowała świat. Aragorn zginął w zamachu, zmasakrowany przez trzynastu magów podszywających się pod członków Gildii Magów... Ożywiono go, ale oddał Komturię Zeyfarowi Navarre. Zajął się magią wtedy. Znowu pokonał sektę. Ponownie mając gdzieś ściganie prostych wyznawców i tych kapłanów którzy uciekli. Tacticus był hulaką, typem renegata. Po przemianie w czarnego dracona stał się gorszy. Około 11 roku III Ery miało miejsce dziwne zdarzenie, Aragorn zmarł w tajemniczych okolicznościach, ale równo trzy lata później odnaleziono go w odizolowanej górskiej wiosce nie pamiętającego ostatniego półtora roku. Nie wiedział ani o pogromie magów, ani o zdradzie Khera i Lithanie. No, ale to on zorientował się że nadchodzi wojna domowa. Trwała 3 lata, skończyła się pod Ekkerund. Ale ten okres jest dokładnie zapisany.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej