Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na zachodzie bez zmian I

<< < (40/49) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Fiu fiu. Zagwizdał z podziwem kapral na widok chowańca. - Będziem potrzebować worków i łopat, powiedz no Włodek... ktoś ze wsi gotowy byłby walczyć?

Narrator:
- Kubusia mam od druida z tutejszej puszczy. Uratowałem go jak wypadł do jeziora z łodzi... Panoramix ma na imie. Waży świetny bim... magiczny napój... Wszystko sie znajdzie. Hmm... myśle że wszystkie chopy ze wsi staną do walki. My są prawie górale, więc tak łatwo sie nie damy.

Egbert:
Egbert kiwnął głową z uznaniem. Podobała mu się ta wioska. Prawdziwy mężczyzna powinien potrafić obronić swój dom i rodzinę. Z kimś takim jak ten sołtys najemnik będzie mógł stanąć do boju ramię w ramię. To też znacznie polepszało ich sytuację. Nawet jeśli wieśniacy wojownikami nie byli to dodatkowe ostrza, chociażby tylko sierpy, mogą bardzo pomóc. No i co ważne, napastnik nie spodziewał się pewnie takiego oporu ze strony mieszkańców.
-Przygotujemy okopy?

Kazmir MacBrewmann:
- Worki z piaskiem, strzelcami jesteśmy aby my z Mirzakiem więc starczą trzy stanowiska. Jak widać Gandawa to typowa ulicówka, domy stoją wzdłuż drogi. Ustawimy się na wylocie ze wsi, po zachodniej stronie. Sekciarze nadjadą główną drogą, bo zechcą się pokazać i dać nam ostatnią szansę. Pamiętajcie, priorytet to zdjąć maga nim zacznie pierdolić po dracońsku. Bo deszcz ognia nie jest fajny.

Egbert:
-Da się zrobić.
Egbert wyprostował się i podejmując wyznaczonego zadania skrzyknął kilku chłopów. Głos miał donośny, to też od razu usłyszała go praktycznie cała wioska. Kazał wszystkim przynosić worki i łopaty. Przy okazji obwieścił mieszkańcom, że nadeszła pora by pokazać tamtym psubratom do kogo należy ta ziemia. Pozwolił sobie też dodać, że lud Omas nie jest sam i chociaż nie będzie łatwo to wspólnymi siłami uda im się roznieść przeciwnika. Jego przemowa była rażąco krótka, ale za to treściwa i chyba odniosła zamierzony efekt. Chłopi bez marudzenia zebrali się wokół najemników z potrzebnymi narzędziami. Egbert wziął od jednego z nich łopatę i pokierował swoją grupą do pracy. Pomaszerowali na wskazany przez kaprala kraniec wioski i zaczęli kopać dół wzdłuż drogi. Uzyskaną w ten sposób ziemie najemnik kazał ładować do płóciennych worów, które później mieli poukładać jeden na drugim tworząc tym samym osłonę dla strzelców.

//Znaczy, Egbert nie strzela. To dwa?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej