Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Kazmir MacBrewmann:
- Merith, nie siej defetyzmu. No dobra... Poszukajmy Włodka, poszed oprzątać.
Rikka Malkain:
Zapach Ashoga rzeczywiście nie należał do najprzyjemniejszych, ale wampirzyca pamiętała już dni spędzone w gorszych miejscach. Duszna chałupa nie była wcale taka zła w porównaniu z niektórymi kryjówkami, które musiała na szybko wyszukiwać w kryzysowych sytuacjach. Taki los. Zamknęła za sobą drzwi. Szyby w jedynym widocznym tutaj oknie były grube i trochę zakurzone, to też nie wpadało przez nie dużo światła. Rikka mimo wszystko postanowiła jednak zasunąć zasłonki i dodatkowo zabezpieczyć otwór jakimś starym prześcieradłem. Teraz powinno być w porządku. Po upewnieniu się, że całe pomieszczenie jest już pogrążone w ciemności, rudowłosa złapała za oparcie stojącego nieopodal bujanego fotela i przeciągnęła go do kąta. Tam usiadła na nim przyjmując dosyć dziwną pozycję, bo przerzucając obie nogi przez podłokietnik. Mebel był całkiem wygodny. Pewnie sołtys wystawiał go przed chatę w słoneczniejsze dni i tam bujał się ćmiąc fajeczkę. Tak przynajmniej wyobrażała to sobie wampirzyca. Nie minęło dużo czasu, a Rikka zrobiła się okropnie zmęczona, zaś jej oddech ciężki i nieregularny. Przewracając oczami wyciągnęła z kieszeni białą chusteczkę i w samą porę przyłożyła ją do nosa, z którego właśnie pociekła wąska strużka krwi.
Egbert:
Egbert razem z innymi zaczął rozglądać się za Włodkiem. Dobrze byłoby powiedzieć mu o tym co zamierzają. Właściwie, to sołtys powinien też udzielić jakiejś pomocy. Najemnik nie wymagałby oczywiście, by chłopi bezpośrednio zaangażowali się w walkę. Mogliby jednak pomóc przy szykowaniu obrony, o ile ich przygotowania będą wymagać dodatkowych rąk do pracy. O tym już jednak zadecyduje kapral. Egbert wyszedł przed chatę i patrząc z góry na krzątających się tu i ówdzie mieszkańców czekał na jakieś polecenia.
Narrator:
Sołtys nadszedł od strony stodoły, odziany w... starą, znoszoną, powgniataną i rdzawą mosiężną płytówkę. W ręku trzymał kuszę a za nim kroczył niedźwiedź.
- No co? Walczyłem w milicji, 23 lata temu pod Atusel i na Zielonych Równinach. A ten misiek to Kubuś Puchatek.
Egbert:
-Kubuś... co?! Skąd masz takiego?
Wyrwało się Egbertowi. Widział już bojowe ogary, szkolone do walki taru i oswojone wilki, ale niedźwiedź? Tego się nie spodziewał. Włodek rzeczywiście potrafił zaskakiwać. Przecież ta bestia spokojnie da radę położyć paru chłopa!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej