Zapach Ashoga rzeczywiście nie należał do najprzyjemniejszych, ale wampirzyca pamiętała już dni spędzone w gorszych miejscach. Duszna chałupa nie była wcale taka zła w porównaniu z niektórymi kryjówkami, które musiała na szybko wyszukiwać w kryzysowych sytuacjach. Taki los. Zamknęła za sobą drzwi. Szyby w jedynym widocznym tutaj oknie były grube i trochę zakurzone, to też nie wpadało przez nie dużo światła. Rikka mimo wszystko postanowiła jednak zasunąć zasłonki i dodatkowo zabezpieczyć otwór jakimś starym prześcieradłem. Teraz powinno być w porządku. Po upewnieniu się, że całe pomieszczenie jest już pogrążone w ciemności, rudowłosa złapała za oparcie stojącego nieopodal bujanego fotela i przeciągnęła go do kąta. Tam usiadła na nim przyjmując dosyć dziwną pozycję, bo przerzucając obie nogi przez podłokietnik. Mebel był całkiem wygodny. Pewnie sołtys wystawiał go przed chatę w słoneczniejsze dni i tam bujał się ćmiąc fajeczkę. Tak przynajmniej wyobrażała to sobie wampirzyca. Nie minęło dużo czasu, a Rikka zrobiła się okropnie zmęczona, zaś jej oddech ciężki i nieregularny. Przewracając oczami wyciągnęła z kieszeni białą chusteczkę i w samą porę przyłożyła ją do nosa, z którego właśnie pociekła wąska strużka krwi.