Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Adaś:
-Z duchami nie, ale z demonem się zdarzyło.-Odpowiedziałem wsiadając na konia, kiedy byłem w siodle przypomniałem sobie o bimbrze. Po udanej walce w sumie się należał łyczek dla kurażu. Odwiązałem bukłak, pociągnąłem z niego solidnego łyka i wyciągnąłem rękę z nim w kierunku Draga. W końcu też mógł mieć ochotę.
-W górach mi się zdarzyło, bodajże szukałem wtedy jakiegoś artefaktu dla krasnoluda z Ekkerund. Wpadliśmy na niego w jednej z grot, powiem że walka była ciężka ale jakoś daliśmy radę. Choć co to był za demon, to szczerze nie pamiętam.-Krótko streściłem wampirowi to co mi świtało w pamięci odnośnie wydarzeń sprzed paru lat.
Dragosani:
Z tego opisu to mógł być równie dobrze garguli demon, co i biały. No ale z gargulcem to raczej nie byłoby aż takich problemów. Chociaż Dragosani mógł mieć nieco wypaczoną perspektywę. Wampir wziął od Adamusa bimber i pociągnął łyk. Potem oddał mu bukłak.
I tak sobie jechali! A, że droga była długa, to jechali już od kilku dni. Zatrzymywali się, gdy chcieli, czasem po prostu w drodze, czasem w zajazdach. W końcu przejechali większą część trasy. Był wieczór i zbliżali się do przydrożnej karczmy. Takiej dużej, z wieloma budynkami i otoczona palisadą. Dwaj dzielni podróżni zdecydowali, że zatrzymają się tu na noc. Wjechali więc przez otwartą jeszcze bramę i zostawili konie w stajni. Następnie udali się do głównej sali. Przebywało tam trochę osób. Jacyś samotni podróżni, grupka krasnoludzkich i niziołczych kupców. Ot, typowy widok na trakcie. W sali było duże palenisko na środku pomieszczenia, obudowane kamieniami i z kominem nad nim, coby dym nie rozprzestrzeniał się po pomieszczeniu. Przy jednej ze ścian była lada. Obok niej kilka drzwi. Za ladą stał rubasznie wyglądający mężczyzna.
Adaś:
Ostatnie parę dni w podróży zleciało bardzo szybko. Trakty utrzymane w dość dobry stanie, dawały możliwość utrzymywania tej samej prędkości, nie męcząc przy tym zbytnio wierzchowców. Dzięki czemu podróż można było nazwać znośną.
Po paru dniach dojechaliśmy do karczmy, w porównaniu z resztą które mijaliśmy ta była inna. Karczma ta była w stanie nawet odeprzeć mniejsze ataki. Kiedy odstawiliśmy konie do stajni, weszliśmy do głównego budynku będącym karczmą. W środku było, no jak to w przydrożnej karczmie - roi się od podróżnych.
Widząc za ladą mężczyznę, wyglądającego na karczmarza ruszyłem w jego kierunku. Podszedłem do szynku i zapytałem:
-Są jakieś wolne pokoje?
Dragosani:
Przybycie dwójki towarzyszy nie wywołało żadnej reakcji gości zajazdu. Co w sumie było na rękę, szczególnie Dragowi, który wolał nie zwracać na siebie uwagi. Wampir wraz z Adamusem podeszli do lady.
- Ano, coś się znajdzie - odparł karczmarz, wycierając ladę brudną ścierką. - W drugiemu budynku będzie, tu mam pełno. - Kiwnął głową w stronę drzwi. Zapewne zajazd miał więcej niż jeden budynek z pokojami. - Każę naszykować pok... - zaczął mówić, ale Drago się wtrącił.
- Dwa pokoje - powiedział. Karczmarz kiwnął głową.
- Dwa pokoje. Zjedzą coś? Napiją się? - zapytał, patrząc niepewnie na wampira. Ale pytanie oczywiście też kierować do Adamusa. - Stara dziś nagotowała gar grochówy. Albo pierogi są. No i placki ziemniaczane. Ze śmietaną! A jak to nie pasuje, to mogę kurczaka ubić, to się krwi dla pana wampira zleje.
Adaś:
-Mnie tam grochówka odpowiada, chętnie przegryzę tylko żeby świeży chleb do nie był.-Odpowiedziałem karczmarzowi na pytanie. Po całym dniu podróży troszkę w żołądku jednak ssało. Następnie dopełniłem zamówienie.
-A do tego wystarczy mi dzban piwa.
Jedynie mnie ciekawiło czy Drago skusi się na jakże rewelacyjną ofertę z kurzej krwi. W końcu kurza krew wśród wampirów musiała być naprawdę ogromnym rarytasem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej