Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
Całe szczęście dla Adamusa do jego buta nie wpadł żaden kamyk. Wtedy to dopiero podróż byłaby wesoła! W końcu zapadła noc, jednak śmiałkowie nie zatrzymali się. Przeszli jeszcze pozostałą część drogi. Nad ich głowa wznosiły się księżyce Marantu. Noc była już w pełni, gdy dotarli do celu. Stary, zrujnowany zamek stał sobie niepozornie na wzgórzu. Otaczały go lasy. W mniej więcej dobrym stanie była tam tylko jedna wieża i fragment umocnień. Jednak mogły kryć się tam jeszcze lochy, podziemia, więc miejsca mogło być więcej niż wskazywały na to pozory.
- Dobra - rzekł cicho Drago. - Wybadam teren. Ukryjcie się gdzieś i zaczekajcie - polecił. Przywołał swoje wampirze moce i przemienił się w nietoperza. Odleciał, znikając w mroku nocy.
- Niedaleko jest strumień - powiedziała Ilara, gdy wampir zniknął im z oczu. - Możemy zaczekać przy nim. Zrobię przy okazji tego naparu ziołowego. Chodź. - I nie czekając na Adasia ruszyła do strumienia. Adamus mógł nawet usłyszeć jego cichy szum, gdy się lepiej wsłuchał.
Adaś:
Z racji że za dużo nie miałem do powiedzenia, to postanowiłem że dostosuje się do rozporządzeń. Więc powoli ruszyłem za Ilarą w kierunku strumyka. Gdy tam dotarłem stwierdziłem, że w sumie chwila odpoczynku się przyda. Tak więc podszedłem do płynącej wody kucnąłem i opłukałem sobie twarz po cało dziennej podróży. Od razu człowiek się poczuł lepiej. Następnie ściągnąłem buty, onuce i usiadłem na pobliskim kamieniu. Wsadziłem stopy do wody i sobie tak siedziałem z nogami w wodzie pod rozgwieżdżonym niebem.
Siedząc tak bezczynnie z nogami w wodzie stwierdziłem, że będąc tak blisko nie przyjaciela trzeba się przygotować. Więc przezornie postanowiłem nabić oba pistolety, tak w razie czego. Nie śpieszyłem się z tym, robiłem to powoli co jakiś czas spoglądając na Driadę. Byłem niezmiernie ciekaw jak zaparzy ziół bez ognia, który mógłby nas zdradzić.
Dragosani:
Ilara zabierała jakiś chwastów i mchu. Wymieszała je. Dodała jakiś proszek z woreczka, który miała przy pasie. Kupka zielska zaczęła lekko się żarzyć, praktycznie się nie dymiąc. Następnie driada wzięła małe naczynie, który zupełnie przypadkowo też miała przy pasie. Ot, coś w rodzaju małego kubka. Nabrała do niego wody i postawiła na żarzącym się zielsku. Pozbierała z okolicy kilka liści, trwa i innych chwastów i zaczęła je po kolei wrzucać do podgrzewającej się wody, mrucząc przy tym coś pod nosem, czego Adamus nie potrafił zrozumieć. Woda zagrzała się w końcu, zaczęła parować. Ilara zdjęła wtedy naczynie z żaru i podała go Adamusowi.
- Proszę - powiedziała. Woda w kubku była pełna zielska. Jakieś liście i źdźbła trawy moczyły się w zabarwionej na zielono wodzie. Całość pachniała... dziwnie. Ziołowo. I miało w sobie nutkę, taką przepowiednię potwornie gorzkiego smaku. No ale przecież Adamus nie chciał okazać przed driadą, że mu nie smakuje, prawda?
Adaś:
Driada zręcznie uporała się z uwarzeniem ziółek, najciekawsze było że udało się jej znaleźć od tak wszystkie zioła. No i po za tym jeszcze był ten specyficzny żar, ale stwierdziłem że nie będę o to pytał bo i tak pewnie nie zdradzi mi tajemnicy lasu. Więc tylko przyjąłem kubek i uśmiechem podziękowałem. Co prawda zapach mnie odrzucił, ale raz się żyje. Delikatnie dmuchnąłem do kubka i powoli zrobiłem łyka. Smak był bardzo dziwny i specyficzny. Wyraźnie było czuć trawę i jakąś dziwną gorycz. Lecz było w tym jeszcze coś, co nie potrafiłem rozpoznać, ale coś co skłaniało do ponownego napicia się. Więc pociągnąłem znów łyka ciepłej cieczy i przyznam że przy drugim łyku było lepiej. Dawało się to wypić, co prawda pijało się lepsze rzeczy ale to nie było złe.
-Mhm ciekawe czy dałoby się to poddać fermentacji?-Zadałem pytanie bardziej do siebie niż do Driady. Następnie zrobiłem jeszcze jednego łyka i powiedziałem do niej.-Nawet niezłe, chcesz też się napić?-Wyciągnąłem kubek w jej stronę.
Dragosani:
Driada obserwowała się w twarz Adamusa, jak gdyby wypatrywała jego reakcji na napój.
- Nie, pij. Przed walką wolę wodę - odpowiedziała, zostawiając Adasia z gorzkim napojem.
Po jakimś czasie wrócił Drago. Podleciał niemalże bezszelestnie jako nietoperz i wrócił do wampirzej formy tuż przy Adamusie.
- No i jestem - powiedział. - Niewiele w sumie się dowiedziałem. Widziałem trójkę wampirów na zewnątrz. Młodziki jakieś. Do samego zamku nie udało mi się dostać. W sumie niewiele z niego nadaje się użytku. Też nie chciałem zwracać na siebie uwagi. Ale widziałem, że na dziedzińcu jest jakieś zejście, jakby do lochów. Nie będę zaskoczony, gdy właśnie tam będą wampiry za dnia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej